P

Polski rynek biurowy nadal znajduje się w dobrej kondycji ze względu na duży popyt ze strony firm zagranicznych, zwłaszcza tych reprezentujących sektor usług biznesowych.

Ryzyko „przegrzania” jest jednak spore, a spowolnienie rynkowe może nadejść już ciągu najbliższych 12-24 miesięcy. Tak w skrócie można podsumować gorące dyskusje podczas jubileuszowej 10. edycji konferencji „Biurowce w Polsce”, którą firma Nowy Adres zorganizowała w warszawskim hotelu Hilton. |Konferencję otworzył wykład Kazimierza Marcinkiewicza, ekonomisty i premiera RP w latach 2005-2006, obecnie doradcy na rynku nieruchomości komercyjnych. Bardzo dobrze ocenił on kondycję polskiej gospodarki, wskazując na kapitał ludzki jako nasz największy atut. – Polska stała się taka modna jako lokalizacja centrów usług biznesowych, ponieważ pod koniec lat 90. ubiegłego wieku świat nagle zobaczył, że u nas w kraju jest 20-procentowe bezrobocie i masa młodych ludzi, którzy mówią po angielsku oraz mają pojęcie o ekonomii. Kolejnym czynnikiem jest duża dostępność kapitału – po akcji drukowania pieniędzy przez USA banki mają masę gotówki, którą muszą zainwestować. Szukają więc miejsc, gdzie są realne wzrosty i takim miejscem jest właśnie Polska – podsumowywał były premier. Prognozy Marcinkiewicza potwierdził panel dyskusyjny, poprowadzony przez Roberta Karniewskiego, partnera oraz dyrektora rynków regionalnych w Dziale Powierzchni Biurowych firmy doradczej Colliers International. Według przedstawionych przez niego danych podaż nowych powierzchni biurowych w Polsce wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. – Na sześciu największych rynkach regionalnych w budowie jest ponad 980 tys. metrów kwadratowych biur, które ukończone zostaną w ciągu najbliższych 2-2,5 roku – mówił Karniewski. Czy zatem sytuacja jest stabilna? Krzysztof Misiak, partner oraz dyrektor Sekcji Miast Regionalnych agencji Cushman & Wakefield twierdzi, że tak. Rynek jest wprawdzie przegrzany, ale przed gwałtownym załamaniem ratuje go duży popyt zewnętrzny. – nie widzę kryzysu na horyzoncie – co najwyżej lekką stagnację, która zacznie się dopiero w okolicach 2019- 2020 roku – przewiduje Misiak.