N

Na Łotwie mniejszość rosyjska to około 30% mieszkańców tego kraju. Tutejsi Rosjanie to głównie ci, którzy przybyli tu w czasach sowieckich oraz ich dzieci. Przez Łotyszy traktowani są więc jako okupanci, którzy albo wtopią się w miejscowych, albo też powinni wrócić do Rosji.

Wielu mieszkających na Łotwie Rosjan nie chce się jednak ani asymilować ani też wyjeżdżać. Funkcjonuje tu więc wiele szkół rosyjskich. Od wielu lat władze chciałyby ten segment oświaty ograniczyć. Kolejnym etapem miałoby być ustanowienie obowiązku oświatowego w języku łotewskim. Te zmiany miałyby obowiązywać już od kolejnego roku szkolnego. Sprawa reformy oświatowej nabrała przyspieszenia jesienią ubiegłego roku, gdy rządzący ogłosili jej założenia. Przedstawił to w parlamencie minister oświaty Karlis Sadurskis. Na mocy nowych zapisów ustawowych rosyjski mógłby być nauczany co najwyżej jako język obcy, drugi po angielskim. Takie przyspieszenie to ewidentnie efekt zbliżających się jesiennych wyborów parlamentarnych. Ogłoszenie tych decyzji skutkowało licznymi protestami organizowanymi przez skrajny, obecnie pozaparlamentarny, Łotewski Związek Rosjan. Jego szef, dotychczas euro parlamentarzystka, Tatiana Żdanok, nagle zrezygnowała (na rzecz swojego asystenta) z mandatu europosła. Jak ogłosiła, wszystko po to, by mieć czas walczyć o rosyjskie szkoły. Wedle jednak działaczy umiarkowanej i starającej się łączyć elektoraty łotewski i rosyjski pod hasłami socjalnymi, partii „Zgoda” (szefem jest tu mer Rygi, Rosjanin Nils Uszakow, a szefem klubu parlamentarnego jest przyznający się do polskich korzeni, Janis Urbanowicz), te działania mają jeden cel: osłabienie „Zgody”, która zaczęła zdobywać coraz więcej głosów, także wśród rdzennych Łotyszy. Wszystko kosztem narodowych partii łotewskich oraz Łotewskiego Związku Rosjan. W środowisku łotewskich komentatorów wręcz uważa się, że przyspieszenie działań na niwie oświatowej to może być wspólna intryga rządzących oraz Tatiany Żadanok. To miałaby być forma zdecydowanego osłabienia ugrupowania centrowego, zwycięzcy poprzednich wyborów i zarazem próba niedopuszczenia, za wszelką cenę, tegoż ugrupowania do udziału w koalicji rządzącej. Reforma oświaty to bowiem przede wszystkim próba wyrwania „Zgodzie” skrajnego elektoratu rosyjskiego (tak by głosował ten elektorat na obecnie pozaparlamentarną, związaną z Moskwą, opozycję spod znaku Tatiany Żdanok) oraz odciągnięcia z drugiej strony, od „Zgody” głosujących na nich Łotyszy. Sama reforma generuje jeszcze jeden problem formalny. Otóż obecnie brak na rynku pracy nauczycieli, którzy by po łotewsku nauczali nagle w tak wielu nowych szkołach. Bo ci, którzy nauczają obecnie po rosyjsku nie zawsze spełniają wymogi formalne do nauczania w języku łotewskim. Obecnie w szkołach rosyjskich maksymalnie 40% przedmiotów jest nauczanych po rosyjsku. Reforma ta nie zagraża dość licznym na Łotwie szkołom polskim oraz litewskim. Bowiem w ustawie jest zapis, że reforma nie dotyczy szkół mniejszości, gdzie językiem urzędowym jest jeden z języków oficjalnych Unii Europejskiej. O efektach „reformy językowej” będą więc dopiero mówiły wyniki jesiennych wyborów. Jeśli do łotewskiego parlamentu wejdzie ugrupowanie Tatiany Żdanok, a zarazem „Zgoda” straci też elektorat łotewski (na rzecz partii narodowych) to znaczy, że intryga się udała.