Partnerzy

Wyszukiwarka

Dorota Sobieniecka - Kańska felieton
Felietony
Wyznanie specyficznej kaszubki

Spotkaliśmy się w Wieżycy. Fanki i fani Etnotanku, inicjatywy Instytutu Kaszubskiego zjechali tłumnie z całego Pomorza i nawet z innych, dalszych miejsc, pomimo okropnej śnieżycy.

Dorota Sobieniecka - Kańska
2026-01-02
3 minuty czytania

Spotkaliśmy się w Wieżycy. Fanki i fani Etnotanku, inicjatywy Instytutu Kaszubskiego zjechali tłumnie z całego Pomorza i nawet z innych, dalszych miejsc, pomimo okropnej śnieżycy.

Bardziej adekwatne do tamtej, styczniowej pogody byłyby zawody saneczkarskie, a nie kilkugodzinne „Niespieszne, między światowe spotkanie kultury”. Jednak siedziba Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego jest urocza i ciepła. Równie ciepła panowała atmosfera przy kawie i kuchach, czyli wspaniałym cieście przygotowanym przez gościnnych gospodarzy.

Odkrywanie kaszubskich tajemnic

Instytut Kaszubski jest organizacją ludzi nauki, która już od trzydziestu lat bada, pisze, publikuje na temat Kaszub i unikalnej kultury kaszubskiej.

Ma na swoim koncie opracowanie niezwykłe: „Historię Kaszubów”, dwudziestotomową edycję roczników „Acta Cassubiana”, wiele prac monograficznych, bibliotekę pisarzy kaszubskich, w sumie ponad trzysta publikacji naukowych.

Instytut, oprócz wielu projektów badawczych, zajmuje się także upowszechnianiem wiedzy o Kaszubach. ważne i cenne w czasach żmudnego budowania społeczeństwa obywatelskiego: inkluzyjnego, otwartego oraz szanującego różnorodność. Historia sprawiła, że tu, na Pomorzu żyjemy w tyglu narodowości, kultur i języków.

Wyjątkowa Kaszubka

Jestem specyficzną Kaszubką. Nie znam języka, nawet kulinarna kultura tego regionu jest mi dość obca. Ale jestem stąd. Tak jak ta Kaszubka w „Blaszanym bębenku”, która siedząc na brzegu morza, mówi, że to jest jej miejsce.

Moja rodzina to tak zwane „naszłe”. Straciliśmy wszystko na Kresach, znaleźliśmy nowe miejsce do życia w Gdyni. Tak mawiała moja Babka, która chyba tęskniła do swoich Baranowicz i Tocina, zimą, gdy wiał tu wilgotny wiatr od mórz. Podobno tam były prawdziwe, mroźne zimy z trzaskającym śniegiem pod płozami sań, no i wilki, które podchodziły blisko pod domostwa, a dziadek strzelał w powietrze, żeby je wygonić. Zdaniem obu babć tu nie było tak pięknie zimą, ale za to latem chyba warto było tu się zatrzymać w tej tułaczce na zachód.

Urodziłam się w Gdańsku, całe życie mieszkałam w Gdyni i mój pierwszy kontakt z językiem to były zakupy na hali targowej i rozmowy z opiekunkami, najpierw panią Jadzią z Chwaszczyna, która tam miała gospodarstwo (dziś ślady po nim są po gdzieś na obrzeżach Dąbrowy. Potem była pani Jadwisia z Rumi, która sprawiła, że pamiętam kilka kaszubskich piosenek i opowieści. Do dziś czuję się odrobinę wykluczona przez nieznajomość języka. Jednak dzięki projektowi profesora Cezarego Obrachr-Prondzyńskiego, Sulisławy Borowskierj i całej grupy ludzi zaangażowanych w Etnotanku, czuję się tu na swoim miejscu. Także, a może przede wszystkim na spotkaniach w Wieżycy.

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl