Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Najnowsze
Pieniądze lubią (za)ciszę

Adam Bojanowski czyta wspak. Biegle porozumiewa się ośmioma językami. Uczył się dziewiętnastu. Za pieniądze zarobione w pracy, za granicą kupował ziemię w różnych, pięknych i cichych zakątkach Polski. Przed pandemią zaczął sprzedawać działki budowlane. COVID sprawił, że z interesem wstrzelił się w dziesiątkę. Gdyby miał Pan się przedstawić, to co by powiedział? Nazywam się Adam […]

Redakcja
2023-03-22
10 minut czytania

Adam Bojanowski czyta wspak. Biegle porozumiewa się ośmioma językami. Uczył się dziewiętnastu. Za pieniądze zarobione w pracy, za granicą kupował ziemię w różnych, pięknych i cichych zakątkach Polski. Przed pandemią zaczął sprzedawać działki budowlane. COVID sprawił, że z interesem wstrzelił się w dziesiątkę.

Gdyby miał Pan się przedstawić, to co by powiedział?

Nazywam się Adam Bojanowski. Prowadzę firmę „Działki budowlane w zaciszu – Adam Bojanowski”. Mamy 400 działek: rolnych, siedliskowych i rekreacyjnych. Otwieramy się na potrzeby klientów. Kiedy zadzwoni do nas interesant i zapyta o działkę przemysłową, a my takiej nie mamy, dzwonię do urbanistów, przygotowujemy teren i podpisujemy umowę notarialną przedwstępną. Tak samo działamy, jeśli chodzi o mieszkania. Dzięki covidowi mieliśmy znakomite pole do popisu. Dotarliśmy i ciągle docieramy do ludzi, którzy szukają zacisza. Mamy chyba pierwszy raz w historii sytuację, że ludzie nie uciekają ze wsi do miasta, tylko odwrotnie. A ja chcę im pomóc znaleźć ich miejsce daleko od zgiełku.

Ideą biznesu jest to, aby zaoferować klientom miejsce, gdzie będą czuć się tak, jak na wakacjach?

Dokładnie. I ma to być długoterminowa inwestycja. Zaobserwowałem, że klienci traktują zakup działki w zaciszu jako wariant B. Kiedy pytam ich o powody decyzji odpowiadają, że chcą wyjechać, od czasu do czasu, na dwa tygodnie do takiego miejsca.

Kiedy wszystko się zaczęło?

Lubię ryzykować. Jeszcze przed covidem postanowiłem kupić tereny, które przekształciłem w działki budowlane. Myślałem, że będą schodzić od dwóch do pięciu rocznie. Dzięki pandemii sprzedaję ich dużo więcej. Na rynku jesteśmy trzeci rok. Wsłuchuję się w potrzeby klientów. Zależy mi, aby dokładnie odpowiedzieć na ich możliwości. Jeśli klient dysponuje budżetem 70 tysięcy złotych, to nie produkuję się przez 30 minut i nie wciskam mu terenu za 200 tysięcy złotych. Otwieram się także na takich, którzy mają 20 tysięcy złotych.

W jaki sposób?

Jeśli klient chce kupić działkę, a dysponuje za małym budżetem, a do tego bank nie chce mu udzielić pożyczki, to ja nie robię z tego problemu. Nie interesuje mnie jego zdolność kredytowa. Podpisujemy umowę, a zabezpieczeniem jest ziemia, którą ode mnie nabył.

Czyli jeśli przestaje płacić raty, działka wraca do Pana?

Tak.

Na ilu miesięczne zadłużenie można sobie pozwolić?

W pierwszej kolejności trzeba być człowiekiem. Dla mnie największym priorytetem jest dobra komunikacja. Jeśli pojawiają się problemy rozmawiamy przy kawie. Szukamy rozwiązania. A kiedy to nie zdaje egzaminu działam tak, jak to robią banki.

Skąd Pan miał ziemię, którą podzielił na działki?

Od dłuższego czasu kupowałem. Pracując za granicą, m.in. w Szwajcarii zarobione pieniądze inwestowałem w ziemię. Muszę przyznać, że chociaż życie za granicą mi się podobało, to najbardziej ciągnęło mnie do Szwajcarii, ale kaszubskiej. Duża część terenów, o których rozmawiamy jest tam położonych. Wiele osób pytało mnie, po co mi tyle ziemi. Nie widzieli w tym sensu. Okazało się, że podczas pandemii zapewniłem atrakcyjną ofertę klientom. Gdybym miał 400 działek w jednym miejscu, to nie mógłbym liczyć na dobrą sprzedaż. Skupowanie ziemi w różnych województwach okazało się strzałem w dziesiątkę. Pomógł covid, a wojna chyba też powoduje, że ludzie szukają zacisza.

Patrząc na obecną sytuację na świecie inwestowanie w ziemię oraz nieruchomość wydaje się być dobrą inwestycją?

Jak obserwuję stopy zwrotu za ziemię, w którą zainwestowałem w 2013, 2014, 2018 i 2020 roku, to nie widzę bardziej pewnego oraz gwarantowanego zysku.

Jedną z Pana zasad współpracy z klientami jest odpowiadanie na ich zapotrzebowanie. To recepta na biznes?

Jako przedsiębiorca podejmuje się nie tylko wyzwania, ale także ryzyka. Tworzę ofertę, jakiej chyba nie ma w Polsce. Ciekawe czy ktoś znajdzie drugą firmę, w której jest ponad 400 działek, bez pośredników, banków, w pięknych, cichych miejscach. Zdaje sobie sprawę, że to niszowy biznes, ale właśnie taki mnie interesuje i dlatego nie mogę inaczej postępować jak wsłuchiwać się w potrzeby klienta.

Ziemia to jedna sprawa, ale doprowadzenie wody, prądu oraz unormowanie spraw w księgach wieczystych to już inna kwestia. Podobno i tym Pan się zajmie?

Żartuję, że moje hobby to częste rozmowy z urzędnikami, przyspieszanie terminów. Większość ludzi raczej tego nie lubi. A ja potrafię to dobrze zorganizować. Dla chcącego nic trudnego. Staram się załatwiać sprawy hurtowo. Nie udaję się do urzędu, czy notariusza tylko z jednym tematem, a kilkoma. Dzięki temu jest szybciej i taniej, bo stawka przy 20 umowach u notariusza jest lepsza, niż przy jednej. Szukam także sposobu na przyspieszenie z załatwieniem mediów. W ostatnich latach na przyłącze energii czeka się średnio 15 miesięcy. A istnieje możliwość podłączenia prądu budowlanego w ciągu dwóch tygodni. Mamy typowo wiejskie działki, na większości których obowiązują warunki zabudowy. Nie ma planu przestrzennego zagospodarowania, gdzie musi być miejski, czy gminy wodociąg. Pomagamy w przyłączach własnych ujęć wody, przydomowych oczyszczalni ścieków. Przy dzisiejszych szalejących cenach, gdzie koszty za wodę, czy prąd są większe o kilkaset procent, moi klienci nie obrażają się, kiedy proponuję im taką opcję.

A dom Pan wybuduje?

Tak. Współpracujemy z różnymi kontrahentami. Budujemy też domy z bali syberyjskich, modułowe, przenośne. Jesteśmy otwarci na instalację domów z kontenerów. Nawiązujemy współpracę z firmą, która się w tym specjalizuje i stawia je w pięciu regionach Polski. Domy z drewna lub małe cieszą się coraz większą wśród klientów popularnością.

Dlaczego Pana zdaniem takie nietypowe rozwiązania cieszą się coraz większą popularnością?

O budowie teraz najczęściej decyduje kalkulator. Jeśli kilka lat temu można było postawić 160 metrowy dom za 300 tysięcy złotych, a dwa lata temu za 600-700 tysięcy, to teraz mówimy o milionowej inwestycji. Ludzie zaczynają kalkulować. Zastanawiają się co jest dla nich lepsze. Dom od 45 do 100 metrów kwadratowych na pewno nie obciąży tak mocno ich portfela. Dysponujemy siedmioma różnymi projektami.

Ma Pan działki na Warmii i Mazurach, koło Lęborka na Kaszubach. Gdzie jeszcze?

W powiecie wejherowskim. Istotnym elementem położenia działek jest bliskość dużego miasta. Na początku do ziemi, którą proponowaliśmy jechało się z Trójmiasta półtorej godziny. Teraz po otwarciu Trasy Kaszubskiej ten czas istotnie się skrócił, a po wybudowaniu kolejnego odcinka będzie jeszcze szybciej. Nawet 45 minut.

Wyobraźmy sobie, że mamy działkę 1200 metrów kwadratowych, która kosztuje do 90 tysięcy złotych. Gdybym chciał postawić modułowy lub inny dom, to jakimi pieniędzmi muszę dysponować?

O tym decyduje kilka czynników. Jaki metraż, czy jedno lub dwukondygnacyjny, z podpiwniczeniem czy bez. Jeśli jednak przykładowo rozmawiamy o 70 metrach parterowego domu z antresolą, to zmieścilibyśmy się w kwocie 200 tysięcy złotych.

Patrząc na obecną sytuację w gospodarce, Pana zdaniem ceny nieruchomości będą spadać, czy rosnąć?

Polska jest krajem rozwijającym się, na którym ciągle brakuje około 3-4 milionów mieszkań. Rynek nieruchomości jest nienasycony dlatego nie spodziewam się spadków w najbliższym czasie większych niż od dwóch do czterech procent, w zależności od regionu Polski. Wykluczając oczywiście kolejne poważne sytuacje na świecie.

Kolejne wyzwanie, które Pan przed sobą stawia to fundacja. Czym będzie się zajmować?

Zawsze marzyłem o tym, że jeśli będę zarabiał pieniądze, to podzielę się nimi z innymi. To nie jest wina ludzi, że urodzili się chorzy, czy biedni. Widzę ogromną potrzebę szczególnie na terenach wiejskich. Rozmawiałem już z sołtysami oraz radnymi, żeby zorganizować spotkania i wyłonić talenty, które są w gminie. Planujemy objąć opieką 60-80 osób, z którymi następnie będziemy realizować różne, ciekawe projekty, które w przyszłości na przykład przyciągną turystów.

Kiedyś ktoś Panu pomógł, że teraz chce się Pan dzielić z innymi?

Było takich momentów w życiu kilka. Szczególnie jeden mi utkwił w pamięci. Wyjeżdżałem jako młody, 21-letni chłopak na rok do pracy, w Irlandii. Portfel z dowodem osobistym zostawiłem w samochodzie. Na szczęście paszport i bilet lotniczy miałem w walizce. Jednak już na miejscu tak kolorowo nie było, bez grosz przy duszy, nie znając nikogo musiałem dostać się na miejsce pracy. W autobusie kierowca pozwolił mi przejechać bez biletu, ktoś podarował 15 euro, a jeszcze ktoś inny przenocował. Myślę, że takie sytuacje zostawiają w człowieku ślad i później jest potrzeba podzielenia się tym co ma z innymi.

Co robił Pan w Irlandii?

Pracowałem na stacji benzynowej, nad Oceanem Atlantyckim. Obok był pub. Jak w każdej irlandzkiej wiosce świętowano tam wszystkie uroczystości. Miałem okazję przyglądać się z bliska relacjom międzyludzkim. Rodzina atmosfera szczególnie utkwiła mi w pamięci.

Dlaczego zdecydował się Pan w wieku 21 lat wyjechać z Polski akurat do Irlandii?

Kocham języki obce. Marzyłem o tym, żeby przed studiami poznać angielski w praktyce. Uczyłem się w technikum, z którego wiele osób wyjeżdżało do pracy na Wyspy. Słyszałem zarówno od kolegów i nauczycieli, że to fantastyczne miejsce. Postanowiłem wyjechać i się przekonać osobiście. W samej Irlandii poznałem cudownych ludzi, którzy bardzo mi pomogli.

Zna Pan biegle osiem języków, a łącznie uczy się 19?

Tak, uczyłem lub uczę się w sumie 19 języków, ale biegle mówię w ośmiu. To jest wspaniałe uczucie móc w różnych zakątkach świata porozumiewać się z tubylcami w ich języku. Trochę jestem uparciuchem. Jeśli ktoś mówi do mnie, jako turysty po angielsku, w kraju którego znam język, to odpowiadam mu w jego języku.

O czym marzy Adam Bojanowski?

Nie mam długoterminowych marzeń. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Myślę, że jestem zawsze w odpowiednim miejscu i z odpowiednimi ludźmi. Mam bardzo dużo energicznych osób w moim otoczeniu. Chciałbym to kontynuować.

Biega Pan i jeździ na rowerze?

Jeżdżę na rowerze latem, chętnie powyżej 100 kilometrów. Mimo, że nie mam jeszcze roweru z wyższej półki. Jeśli chodzi o bieganie, to zimą w grę wchodzi tylko bieżnia. Latem jestem otwarty na bieg do 6-10 kilometrów dziennie.

Dużą ma się rodzinę, kiedy jest się bratem sześciu sióstr?

Szczerze mówiąc to nie policzyłem wszystkich wnuków mamy. Ale jak wszystkie siostry zjadą do Polski z USA, Szwajcarii, Hiszpanii i Niemiec to jest naprawdę głośno. Dodam tylko, że jedna z moich sióstr ma siedmioro dzieci. Łatwo sobie wyobrazić jak jest wesoło.

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl