Forum Przedsiębiorstw w Gdyni rozpoczęło się, można już chyba powiedzieć tradycyjnie, od wykładu profesora Jerzego Hausnera, który podsumował zawirowania w sytuacji ekonomicznej Polski ostatnich miesięcy. Niestety, obraz zarysowany przez byłego wicepremiera nie wygląda najlepiej i zdaje się, że trudno szukać pozytywnych przesłanek. Prezentujemy obszerne fragmenty wykładu ekonomisty. – Obecnie obserwujemy ujemną dynamikę produkcji przemysłowej w […]
Redakcja
2023-06-20
8 minut czytania
Forum Przedsiębiorstw w Gdyni rozpoczęło się, można już chyba powiedzieć tradycyjnie, od wykładu profesora Jerzego Hausnera, który podsumował zawirowania w sytuacji ekonomicznej Polski ostatnich miesięcy. Niestety, obraz zarysowany przez byłego wicepremiera nie wygląda najlepiej i zdaje się, że trudno szukać pozytywnych przesłanek. Prezentujemy obszerne fragmenty wykładu ekonomisty.
– Obecnie obserwujemy ujemną dynamikę produkcji przemysłowej w Polsce. To jest ważny sygnał, ponieważ niezależnie od tego, jaki jest jej udział w wytwarzaniu produktu krajowego, to jest ta gałąź działalności gospodarczej, która nadaje trwale wysoką dynamikę gospodarczą. To, co obecnie obserwujemy od kilku miesięcy, jest ujemną dynamiką na poziomie 5,2%. Więc mamy do czynienia z wyhamowaniem produkcji przemysłowej, szczególnie produkcji przetwórstwa przemysłowego. To jest niewątpliwie negatywny sygnał. […]
Konsumpcja też spada
Ważnym sygnałem zmieniającym się przynajmniej na razie, jest spadający popyt konsumpcyjnym, ale nie sądzę, że sytuacja ta utrzyma się w drugiej połowie roku. To przejaw zauważalnych konsekwencji zaostrzenia polityki monetarnej, czyli podniesienia stóp procentowych i konsekwencje relatywnie wysokiej inflacji, której rozkład efektów jest zróżnicowany. Przede wszystkim powoduje on osłabienie siły nabywczej największej grupy konsumentów, czyli ludzi o niskich oraz przeciętnych dochodach. W rezultacie spada popyt konsumpcyjny. Dynamika ujemna jest na poziomie minus 5%. To jest istotna zmiana, bo trzeba pamiętać, że przez wiele lat głównym czynnikiem, który dynamizował polską gospodarkę, była konsumpcja. Jeśli ten motor zostałby trwale osłabiony, to kreuje się pytanie: co mogłoby dać nam tą wzrostową siłę?
Uruchomione zostaną transfery
Od razu powiem, że sytuacja, którą obserwujemy w pierwszym kwartale i zapewne częściowo w drugim tego roku, się zmieni. Wkrótce zostaną uruchomione transfery finansowe na poziomie 1,7% PKB (ok.25 miliardów zł), które trafią do rolników, czy emerytów. Będą także inne działania, które podbiją sprzedaż, więc zaobserwujemy wzrost konsumpcji. Trzeba jednak pamiętać, że to będzie miało konsekwencje, podbije inflację i wydłuży proces dezinflacji.
Rynek pracy i wynagrodzenia
Nie obserwujemy wzrostu bezrobocia oraz znacznego likwidowania zatrudnienia. Niemniej widać, że słabnie dynamika zatrudnienia, a liczba nowotworzonych miejsc pracy jest mniejsza niż w poprzednich okresach. Jednocześnie widzimy, że część przedsiębiorstw decyduje się na likwidowanie miejsc pracy. To na razie nie rzutuje na rynek. Więc nie występuje groźba wysokiego bezrobocia. […]
Popatrzmy na dynamikę funduszu płac w przedsiębiorstwach. Aktualnie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy wynagrodzenia nominalne przy aktualnej dynamice ok. 13% – mniejsza od inflacji – notują realny spadek. Nie jest on dramatyczny, ale jeśli chodzi o wynagrodzenia, to jest na około dwu, trzy procentowym minusie. Jednocześnie to oznacza wzrost presji płacowej. Trzeba pamiętać, że ona nie ustąpi, dopóki będzie wysoka inflacja. Przedsiębiorstwa, które w ostatnim okresie miały wzrost kosztów wszystkich pozycji (materiałów, usług itd.), odczuwają bardziej wzrost kosztów pracy, ponieważ coraz mniej jest rezerw na cięcie kosztów. W związku z tym presja staje się poważnym problemem.
Minimalne wynagrodzenie
Byłem jednym z pomysłodawców wprowadzenia w Polsce ustawowego kształtowania minimalnego wynagrodzenia jako porozumienia między pracownikami i pracodawcami. Obecnie to nie jest wynik dialogu społecznego tylko rezultat arbitralnego założenia przez władze, która nawet nie udaje, że jest dialog w tej sprawie. Problem polega na tym, że minimalne wynagrodzenie, jeśli ta kategoria ma mieć sens, musi być tak skonstruowane, żeby opłacało się pracować przy jednoczesnym zatrudnianiu. To jest prosta kategoria ekonomiczna, ale ma własną logikę. Ta równowaga jest osiągana wtedy, kiedy płaca minimalna jest poniżej 50% płacy przeciętnej. Obecnie rząd zaproponował 60% minimalnego wynagrodzenie w stosunku do przeciętnego. To jest kategoria, w której przestaje się opłacać zatrudniać ludzi o niskich kwalifikacjach. Tam, gdzie trzeba ich zatrudniać np. w usługach publicznych, pojawia się dramatyczna sytuacja, kiedy nie można w wystarczającym stopniu sfinansować wynagrodzeń. To są konsekwencje braku myślenia ekonomicznego i nieszanowania mechanizmów, które kiedyś w kraju udało się wypracować.
Inflacja i NBP
Ekonomiści najmniej przejmują się wskaźnikiem inflacji konsumenckiej, o którym jesteśmy informowani co miesiąc. Będzie spadać systematycznie z różnych powodów. Będę zdziwiony, ale chciałbym, żeby tak było, jeśli na koniec roku inflacja będzie jednocyfrowa. Nie mówię, że to nie jest możliwe. Obecnie większość ekonomistów uważa, że będzie wynosić 9-11%. To będzie nadal wysoka inflacja. Ekonomistów martwi wskaźnik inflacji bazowej, który jest liczony po wyeliminowaniu cen energii i żywności. Jest ważny, ponieważ pokazuje czynniki wewnętrzne wpływające na inflację. Stale rośnie, a obecnie wynosi 12%. Gdyby popatrzeć na to, co stało się między lutym i marcem, to można by sądzić, że nasza skumulowana inflacja na koniec roku byłaby znacznie wyższa niż ta, którą podałem i to jest prawdopodobne. Dlatego pytanie brzmi: jakie działania gospodarcze mogłyby zmniejszyć tę presję inflacyjną, która dezorganizuje gospodarkę. Ma negatywnie wpływa nie tylko na aspekty społeczne, ale na rachunek ekonomiczny. Zacznijmy przenosić uwagę od sterowalnej gospodarki i tego odzwierciedlenia sfery realnej, a patrzmy, co się dzieje od strony polityki monetarnej itd.
Dwa razy wyższa niż w EU
Więc widzimy, że inflacja jest dwukrotnie wyższa od strefy euro (7%). Można powiedzieć, że w innych krajach spoza sfery euro w regionie inflacja jest wyższa od Europy Zachodniej. Widać problem. W momencie, kiedy nie będziemy podnosić stóp procentowych, trzeba pamiętać, że to będzie powodować zakłócenia równoważenia naszej gospodarki. Nie chcę analizować tej sytuacji, którą uważam za przejściową, kiedy obecnie mamy wzmocnienie złotego w stosunku do euro oraz dolara. Musimy patrzeć na kurs, który jest kursem równowagi. Jeśli popatrzymy na dłuższy okres czasu, to on wskazuje na osłabienie złotego. Nasza waluta osłabia się bardziej niż np. korona czeska, to znaczy, że nasza polityka w zakresie stabilności monetarnej zostanie osłabiona. To pokazuje, że nie należy tolerować tak wysokiej inflacji. Ważne jest, żeby NBP nie podejmował działań komunikacyjnych, które nie odpowiadają ocenie sytuacji i żeby przestał uprawiać propagandę, a zajął się rzetelnym informowaniem oraz prowadzeniem polityki, która sprzyja dezinflacji.
Jaka jest recepta?
Wróćmy do produktu krajowego brutto. Licząc w 2013-2021 roku, mamy okres dużego wzrostu gospodarczego, tzw. koniunktury. Może tego nie docenialiśmy, ale trzeba pamiętać, że nasz wytworzony produkt wtedy wzrósł o 20%. Nie mówię, że wtedy nie było problemów gospodarczych, ale to były perspektywiczne lata. Stąd przedsiębiorstwa miały dobre wyniki finansowe, niestety to miniona sytuacja. Problem dynamiki wzrostu gospodarczego jest jednym z kluczowych, który musi zostać postawiony pod dyskusję ekonomiczną. Obecnie mamy do czynienia z ujemną dynamiką wzrostu gospodarczego. Ten pierwszy kwartał stał pod znakiem recesji technicznej, czyli wytworzyliśmy o 2,3% mniej niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Raczej ta sytuacja nie będzie się pogłębiać. Najprawdopodobniej nastąpi zerowy wzrost gospodarczy. Przy tym należy pamiętać, że ten opisywany wzrost był w dużym stopniu stymulowany przez konsumpcję i inflację. Dlatego pytanie brzmi: na czym opierać się ma nasz wzrost gospodarczy w dłuższym okresie czasowym, biorąc pod uwagę wysokość inflacji. Odpowiedź jest oczywista. Źródłem naszego przyszłego wzrostu gospodarczego powinien być wzrost produktywności wykorzystania różnych zasobów wytwórczych. Przez cały okres transformacji siłą polskiej gospodarki była produktywność wykorzystywania zasobów, która rosła szybciej w Polsce od krajów, z którymi handlujemy. Dzięki temu zmniejszaliśmy dystans. Musimy do tego wrócić, a kluczem są inwestycje przedsiębiorców. Bez dużej fali inwestycji wytwórczych nie da się uzyskać wzrostu produktywności, a to oznacza, że nie da się osiągnąć takiego wzrostu, który by odpowiadał naszemu potencjałowi.
Tylko z nawigacją
Obecnie znaleźliśmy się w sytuacji, którą nazywam wejściem na grząski teren. W nim trzeba poruszać się wolniej, ale z dobrą nawigacją. Jeśli nie będziemy robić kolejnych kroków za pomocą narzędzi nawigacyjnych, to wpadniemy w grzęzawisko. Dlatego tak ważne jest to, czy polityka gospodarcza będzie respektować rzeczywisty obraz sytuacji gospodarczej. Jednocześnie analizy w nieco dłuższym okresie czasu wskazują, że zmniejsza się produkt potencjalny Polski ze względu na dużą lukę inwestycyjną, która występowała mimo wysokiego wzrostu gospodarczego i dobrych wyników finansowych przedsiębiorstw. Mamy niską dynamikę inwestycji i udział inwestycji. Przypominam, że celem tzw. strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju jest osiągnięcie udziału inwestycji w PKB rzędu 25% a my zeszliśmy do poziomu 16-17%. W związku z tym chcę wyraźnie powiedzieć, że dynamika potencjalnego produktu będzie słabła, więc trudniej będzie uzyskiwać wysokie przyrosty tak, aby nie zagrozić równowadze makroekonomicznej. […]