Lekarz ci tego nie powie, czyli jak wciskać obietnice bez pokrycia
Po całym dniu zajęć i problemów chcę wreszcie spokojnie usiąść przed telewizorem. Zamiast wyciszenia czeka mnie jednak kolejny atak reklam farmaceutyków i suplementów, których producenci przekonują, że wiedzą lepiej od lekarzy i mojego ChataGPT, czego potrzebuję dla zdrowia.
Dorota Sobieniecka - Kańska
2026-08-21
3 minuty czytania
Po całym dniu zajęć i problemów chcę wreszcie spokojnie usiąść przed telewizorem. Zamiast wyciszenia czeka mnie jednak kolejny atak reklam farmaceutyków i suplementów, których producenci przekonują, że wiedzą lepiej od lekarzy i mojego ChataGPT, czego potrzebuję dla zdrowia.
Na kolana, głowę, jelita, nadmiar wody w organizmie, niedobór wody w tymże, trzustkę, gazy i wypróżnienia, nietrzymanie moczu, no i wątrobę. Straszą mnie niedoborem magnezu, potasu, bezsennością i stresem z powodu zniknięcia kota jakiejś pani, chrapaniem, menopauzą oraz problemem z erekcją. Inne z kolei reklamy wykorzystują zwierzęta i dzieci do wzbudzenia ciepłych emocji w stosunku do nowych pampersów, maści dla całej rodziny na odparzenia od pieluch.
Tabletka nie zawsze jest rozwiązaniem
Potem są reklamy batoników, przeplatane ohydną reklamą leku na grzybicę stóp i opryszczkę innych miejsc. Pewien gatunek słodkości obrzydziły mi na zawsze te następujące po sobie opłacone przez producentów obrazy.
W żadnym kraju Unii Europejskiej nie ma takiej oficjalnej szerokiej propagandy farmaceutyków ani suplementów. Uważa się to za niebezpieczne i szkodliwe. Trzeba zważyć, że proponowane w telewizji leki przeciwbólowe, choć sprzedawane bez recepty, bywają szkodliwe, mogą być powodem jeszcze większych problemów klienta. Przecież lekarze nie zalecają niektórych substancji w przypadku występowania pewnych schorzeń. To nie jest obojętne, co bierzemy na ból głowy.
Najłatwiej trafić do najbardziej podatnych
Zdaniem wielu, nachalna reklama farmaceutyków jest po prostu niemoralna. Przemawia do osób starszych, które łatwo ulegają sugestii, że prezentowane w telewizji tabletki są panaceum na dolegliwości. W ostatnich badaniach ujawniono, że 40% dorosłych Polaków deklaruje codzienne zażywanie tych medykamentów i dodatków. A 30% populacji przyznało, że stosuje je często, choć nie codziennie. Zatem 70% dorosłych Polaków bierze z wiarą, że uleczą, upiększą czy poprawią kondycję. Reklamowane produkty, które zaliczają się w najlepszym razie do kategorii do żywności, a nie lekarstw. Różnią się stopniem przebadania, certyfikacja etc…
Potrzebna większa kontrola
Choć nie to jest tu najważniejsze. Skoro jest zakaz reklamowanie alkoholu, zręcznie obchodzony, ale formalnie usankcjonowany, jestem zdania, że wciskanie podprogowo i bezpośrednio do głów reklam, obietnic wyleczenia czy ulgi w kłopotach zdrowotnych poza wszelką kontrolą medyków jest szkodliwa, głupia i narażająca szczególnie mniej wykształcone oraz starsze osoby na koszty, nawet jeśli te zakupy nie zaszkodzą, to niewiele pomogą.
W społeczeństwie, w którym podważa się kompetencje nauki, w mainstreamie powinny być ograniczenia. Od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji też oczekuję refleksji. Ja wiem, że lektor cicho i szybciutko dodaje, że dobrze poradzić się lekarza czy aptekarza. Natomiast obietnica przywrócenia pamięci czy sprawności fizycznej, bez wyczekiwania w przechodniach jest bardzo kusząca i wręcz bezcenna.