Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Dorota Sobieniecka - Kańska felieton
Felietony
Overtourism, czyli przesadna turystyka

Chorwacja to dla wielu synonim odpoczynku i letniego luksusu. Tym razem jednak nie rozmawialiśmy o turystyce. Bo co tu gadać? Jego Ekscelencja Tomislav Vidošević dużo chętniej opowiadał o możliwościach współpracy ekonomicznej, wymianie gospodarczej, inwestycjach.

Dorota Sobieniecka - Kańska
2026-07-02
3 minuty czytania

Chorwacja to dla wielu synonim odpoczynku i letniego luksusu. Tym razem jednak nie rozmawialiśmy o turystyce. Bo co tu gadać? Jego Ekscelencja Tomislav Vidošević dużo chętniej opowiadał o możliwościach współpracy ekonomicznej, wymianie gospodarczej, inwestycjach.

Niepewna gałęź gospodarcza

Chorwaci wcale nie są szczęśliwi, że najważniejszą bodaj gałęzią ich gospodarki jest turystyka. Jest to wrażliwa branża, o czym przekonali się, kiedy z powodu wojny odpłynęli turyści. Potem niemrawo wracali, co skrzętnie wykorzystała Turcja… Jest to branża sezonowa, usługowa, generująca wysokie i pewne koszty, w przeciwieństwie do niepewnych zysków. Wystarczy załamanie pogody, czego teraz doświadczamy w zaburzonych klimatycznie czasach, nie mówiąc już o ataku terrorystycznym, jakakolwiek katastrofa w pobliżu. Do tego, na przykład, rosnące ceny paliwa, kryzysy gospodarcze etc…

Prawdziwa zmora

Jak idzie za dobrze, to też jest kłopot. Przekleństwem nie tylko Chorwacji, jest turystyka cruiserowa, gdy na jednym wielkim statku przypływa na przykład do Dubrovnika, czy Wenecji 4 tysiące pasażerów, którzy nie korzystają z hotelu ani restauracji. Tylko trochę zwiedzą, nabrudzą, naśmiecą i kupią przysłowiowy magnesik. Wejście na starówkę Dubrovnika jest praktycznie niemożliwe bez kolejki, tłoczącej się przed zabytkowymi bramami miasta. Innym przekleństwem jest nadmiarowa turystyka kawalersko-panieńska, o czym się przekonują na przykład mieszkańcy Krakowa czy Amsterdamu. Każde z tych miejsc ma inne atuty imprezowe. Szczególnie dla Anglików to są imprezy „na maksa”. Krótkie, ale bardzo treściwe i zakropione. Powoli zaczynamy też doświadczać przekleństwa overtourismu także w Trójmieście.

Druga strona medalu

Na jednej z poprzednich konferencji ekonomii społecznej Open Eyes Economy Summit oglądałam poruszający film dokumentalny o turystycznym Amsterdamie. Przyzwyczajeni do kolorowych reklam wycieczek i atrakcji wakacyjnych oniemiałam. Film przedstawiał brudne, zaśmiecone, zdewastowane centrum Amsterdamu, kanały, po których pływały puste puszki i butelki i mieszkańców, którzy z rozpaczą opowiadali o uciążliwości codziennego życia w zabytkowym, słynnym mieście. W centrum w nocy nie da się spać, trudno utrzymać w porządku otoczenie, ulice, a nawet własne podwórka. No bo jak trwa totalna impreza….

Dlatego nie dajmy się omamić, jak to cudownie robić turystyczny biznes… Może i cudownie, ale nie u siebie. Pomieszkać chcemy w spokoju.

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl