Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Lifestyle
942 kilometry Wisły bez chwili zwątpienia

Jacek Pałubicki jako pierwszy człowiek przepłynął całą Wisłę wpław podczas jednego podejścia. Pokonanie 942 kilometrów zajęło mu niemal miesiąc. W rozmowie opowiada o najtrudniejszych momentach wyprawy, roli kajakowej załogi oraz kampanii #NiePijZaMnie.

Przemysław Schenk
2026-08-19
5 minut czytania

Jacek Pałubicki jako pierwszy człowiek przepłynął całą Wisłę wpław podczas jednego podejścia. Pokonanie 942 kilometrów zajęło mu niemal miesiąc. W rozmowie opowiada o najtrudniejszych momentach wyprawy, roli kajakowej załogi oraz kampanii #NiePijZaMnie.

942 kilometry Wisły wpław to ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Co było dla Pana najtrudniejszym momentem całej wyprawy i kiedy pojawiła się myśl, że może się nie udać?

Najtrudniejszym odcinkiem bez wątpienia był Zalew Włocławski, którego pokonanie wiązało się z potężnym wysiłkiem. To przeszło 40 kilometrów wody stojącej z przeciwnym wiatrem i falą. Nie było też łatwo na samym początku, kiedy dużo rzeczy jednocześnie się komplikowało. Wpływały na to trudności logistyczne, niski stan wody w kanałach górnej Wisły, gdzie mimo wysiłku pokonywałem trasę znacznie wolniej niż pierwotnie założyłem. Do tego dochodziły choroba i burzowa pogoda. Przetrwanie tych momentów było najtrudniejsze, ale nigdy nie wątpiłem, że osiągnę założony cel, bo znam siebie i swój charakter.

Przez niemal miesiąc codziennie musiał Pan mierzyć się z rzeką, zmęczeniem i zmiennymi warunkami. Jak wyglądała walka z własnym organizmem w ostatnich dniach oraz godzinach przed dotarciem do Bałtyku?

Ostatnie dni były walką z utrzymaniem koncentracji. Pojawiały się liczne przedwczesne gratulacje już na kilka dni przed. Z jednej strony to racjonalne, bo byłem już zbyt daleko, żeby teraz mieć się poddać. Choć dopóki zadanie nie jest skończone, dopóty nie powinno się dzielić skóry na niedźwiedziu. Zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidywalnego, kontuzja, wypadek – dzika natura ma swoje prawa. Było też zmęczenie psychiczne wynikające ze znużenia. W końcu od niemal miesiąca mój cykl dobowy składał się z naprzemiennego snu i pływania. To w pewnym sensie spowszedniało oraz stało się monotonne, a przez to bardziej męczące. Niemniej im bliżej mety, tym narastała też fascynacja celem. W ostatni dzień ludzie zgotowali mi cudowne zakończenie, więc aż chciałoby się to przeżyć jeszcze raz.

Na trasie towarzyszyli Panu kajakarze, którzy zapewniali asekurację i wsparcie. Jak duże znaczenie dla powodzenia wyprawy miała załoga i jak wyglądała współpraca podczas tak długiego wyzwania?

Towarzysząca sztafeta kajakowa miała kluczowe znaczenie. Osoby, które mnie wspierały,  wykonały kawał dobrej roboty, czasami mówiąc do mnie, gdy pojawiał się kryzys i potrzebowałem zajęcia uwagi, podając mi posiłki i płyny, rozbijając oraz zwijając namioty, tworząc materiały zdjęciowe i filmowe z wyprawy, uzupełniając na bieżąco zapasy. To były tysiące małych czynności, które złożyły się na jeden wielki sukces.

Wyprawa miała również ważny cel społeczny, czyli zwrócenie uwagi na dzieci z FAS oraz ich rodziny zastępcze i opiekunów. Co chciałby Pan, żeby po zakończeniu tego wyzwania ludzie zapamiętali właśnie z tego przesłania?

Zależy mi przede wszystkim na dwóch rzeczach. Po pierwsze cały czas trwa zbiórka na rzecz objęcia opieką rodzin wychowujących dzieci z FAS i FASD, więc niezmiennie zachęcam do jej wsparcia według własnych możliwości: https://www.siepomaga.pl/nie-pij-za-mnie . Zebraliśmy już ponad 35.000 złotych. To już przełoży się na realne i odczuwalne wsparcie, bo środki te pozwolą Fundacji Mały Książę opłacić konieczne formy pomocy. Niemniej potrzeby są znacznie większe. Jeszcze brakuje do wyznaczonego celu, także każdy gest serca w tym zakresie jest potrzebny.

Po drugie, akcji towarzyszyła niekończąca się kampania informacyjna pod hasłem #NiePijZaMnie. Jej celem jest uświadomienie, że spożywanie nawet najmniejszych ilości alkoholu w ciąży naraża przyszłe dziecko na nieodwracalne zmiany neurorozwojowe. Nawet mały kieliszek wina może być opłakany w skutkach, dlatego ważna jest całkowita abstynencja w czasie ciąży. W trakcie płynięcia odbyłem wiele rozmów, często z dobrze wykształconymi osobami, które mówiły mi wprost, że nie miały świadomości ryzyka, bo myślały, że małe ilości nie są szkodliwe. Dziękowały mi, że zdały sobie dzięki temu wydarzeniu sprawę z istniejącego niebezpieczeństwa.

Ma Pan już na koncie wiele pionierskich wyczynów, m.in. rekordowe przepłynięcie Wisły kajakiem. Jak wyglądają dalsze plany?

Na ten moment nie mam skonkretyzowanych dalszych planów podróżniczych. Majaczą jakieś różne pomysły, ale są one bardzo abstrakcyjne i niedookreślone, raczej w sferze fantazji niż rzeczywistych projektów. Myślę, że jeśli miałbym coś robić w przyszłości, to tym razem będzie to już odejście od wody. Spróbowałbym kreatywnej podróży lądowej, napędzanej siłą własnych mięśni.

Rozmawiał: Przemysław Schenk

fot. materiały prywatne Jacka Pałubickiego

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl