„Byliśmy pokoleniem kompletnie na to nieprzygotowanym. Siłą rzeczy musieliśmy nauczyć się żyć w poprzedniej rzeczywistości, a była ona kompletnie inna – wymyślona, patologiczna, w której prostytutki poznawały cudzoziemców po butach, bo Polacy zawsze mieli gorsze…” – w ten sposób w rozmowie z Esterą Prugar rzeczywistość reform zapoczątkowanych w 1989 definiował Tomek Lipiński. Wówczas głos wolnościowego […]
Redakcja
2019-06-04
4 minuty czytania
„Byliśmy pokoleniem kompletnie na to nieprzygotowanym. Siłą rzeczy musieliśmy nauczyć się żyć w poprzedniej rzeczywistości, a była ona kompletnie inna – wymyślona, patologiczna, w której prostytutki poznawały cudzoziemców po butach, bo Polacy zawsze mieli gorsze…” – w ten sposób w rozmowie z Esterą Prugar rzeczywistość reform zapoczątkowanych w 1989 definiował Tomek Lipiński. Wówczas głos wolnościowego pokolenia rozbrzmiewał w audycjach radiowych jakby śmielej. Odważniej.
„Jeszcze będzie przepięknie”
Pomijając polityczną wytrawność nie sposób oprzeć się wrażeniu, że bez względu na współczesne interpretacje historyków, politologów i socjologów, zapoczątkowany w Gdańsku nastrój wolności rozlał się na mapę całej Polski, a nawet Europy. Dał nadzieję, którą kultywujemy po dziś.
Zwłaszcza dziś, bo 30 lat temu – 4 czerwca 1989 roku odbyły się pierwsze po II wojnie światowej – częściowo wolne wybory parlamentarne. To nade ważne wydarzenie stało się konsekwencją obrad okrągłego stołu. Ustalenia które zapadły przy symbolicznym okręgu określiły zasady. To na ich kanwie wybrano 460 posłów na sejm PRL oraz 100 senatorów do nowo utworzonego Senatu. Kluczowym ustaleniem obrad okazało się być zagwarantowanie przedstawicielom niedemokratycznej wierchuszki komunistycznej obsadę co najmniej 299 miejsc w sejmie. Pozostałe mandaty poselskie w liczbie 161 zostały dedykowane kandydatom bezpartyjnym. Drżenie o wyniki wyborów było w pewien sposób uzasadnione. Macki socjalistycznych dygnitarzy sięgały wszelkich aparatur – począwszy od tych stricte politycznych, poprzez prawne, na biurokratycznych kończąc.
„W samo południe”
Białe tło. W tle Gary Cooper uchwycony w kroczeniu ku ostatecznej rozprawie dobra ze złem. Nad gwiazdą szeryfa dumnie widnieje solidarnościowa plakietka, zaś w dłoni zamiast rewolweru znajduje się karta do głosowania. Symboliczna scena z kultowego westernu „W samo południe” stała się zakrojoną (w granicach ówczesnych możliwości) akcją marketingową, która spadła na Warszawę bladym świtem. Plakaty autorstwa studenta trzeciego roku ASP – Tomasza Sarneckiego ścieliły ściany stolicy. Przesłanie było oczywiste – idź na wybory i przyczyń się do obalenia komunizmu. Grafika choć ryzykowna, ażeby nie powiedzieć – kontrowersyjna wzbudzała w demokratycznej opozycji mieszane uczucia. Odwagą wykazał się wówczas Henryk Wujec, który w strukturach demokratycznych podjął decyzję (o ironio!) niedemokratyczną. Plakat jest konfrontacyjny i taki ma zostać. Kropka.
„Śmiertelny cios dla dyktatury”
Wybory okazały się bezwzględnym zwycięstwem Komitetu Obywatelskiego skupionego wokół Lecha Wałęsy. Kandydaci wspierani przez KO zdobyli wszystkie mandaty przeznaczone dla osób bezpartyjnych. Ponadto objęli 99 mandatów senackich. Wsparcie dla przedstawicieli demokratycznych ugrupowań płynęło szerokim strumieniem z wielkiego świata. Swe wsparcie przekazały ikony ówczesnej kultury – Jane Fonda, Yves Montand, a nawet Stevie Wonder. Klęska przedstawicieli PRL była wymowna. Wszystko za sprawą fiaska niemal wszystkich kandydatów z listy krajowej. W wyniku czerwcowych wyborów Polska stała się pierwszym krajem bloku wschodniego, w którym to przedstawiciele demokratycznej opozycji uzyskali realny wpływ na sprawowanie władzy. Częściowo wolne wybory stały się punktem zapalnym względem ustrojowej transformacji, a tym samym swoistym spiritus movens dla procesu politycznych przemian w Polsce.
„Wolność kocham i rozumiem”
Pierwsza tura wyborów przyciągnęła do urn 62% osób uprawnionych do głosowania. Taktyka Komitetu Centralnego nie przyniosła oczekiwanych skutków. Gorycz porażki w strukturach centralnych przelewał na papier sam Czesław Kiszczak :
„Przeciwnik ostro walczył od początku do końca, posługując się różnymi środkami. My działaliśmy w białych rękawiczkach, nie wykorzystując ewidentnych okazji. Wyniki wyborów przeszły oczekiwania opozycji. Zaszokowały, nie wie, jak się zachować. Wybory do senatu to nasza całkowita klęska…” – fragment notatki z dnia 5 czerwca 1989 roku z posiedzenia Sekretariatu KC PZPR.
24 maja 2013 roku na pamiątkę czerwcowych zdarzeń – dzień 4 czerwca ustanowiono Dniem Wolności i Praw Obywatelskich. Tegoroczne święto jest szczególne za sprawą okrągłej – 30 rocznicy częściowo wolnych wyborów. Druzgocąca dla partii rządzącej porażka uwypukliła społeczne dążenie do wolności o której przez ostatnie pół wieku mogliśmy co najwyżej pomarzyć. Gdańsk stał się wizytówką wolnościowej rewolucji i swoistym symbolem początków ostatecznego upadku komunizmu w Europie Wschodniej.