Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Lifestyle
Aktor musi wejść w buty drugiego człowieka

Wychowany w domu pełnym kobiet nauczył się wrażliwości i empatii, które dziś pomagają mu budować złożone role. Tomasz Ciachorowski, aktor pochodzący z Gdańska, opowiada o drodze z Politechniki Gdańskiej na scenę oraz o walce z uzależnieniem.

Redakcja
2026-03-26
4 minuty czytania

Wychowany w domu pełnym kobiet nauczył się wrażliwości i empatii, które dziś pomagają mu budować złożone role. Tomasz Ciachorowski, aktor pochodzący z Gdańska, opowiada o drodze z Politechniki Gdańskiej na scenę oraz o walce z uzależnieniem.

Był Pan wychowywany w domu zdominowanym przez kobiety. Dzięki temu rozwinęły się takie cechy jak wrażliwość, delikatność, empatia czy skłonność do wyrażania emocji. W jaki sposób ułatwiają one uprawianie zawodu aktora?

Myślę, że wszyscy mężczyźni mają w sobie kobiecy pierwiastek, choć nie każdy facet potrafi się do tego przyznać. Uważam, że każdy z nas ma dostęp do dużych pokładów wrażliwości, ale zazwyczaj uczy się mężczyzn, aby tłumić emocje. W moim przypadku, zapewne dzięki wychowywaniu się wśród kobiet jak sądzę, mam lepszy kontakt z tą kobiecą stroną. Wykorzystuję tę swoją właściwość jako dodatkowe zasoby w pracy aktora. Pomaga mi to lepiej zrozumieć postać, w którą się wcielam. Jako aktor nie opowiadam jedynie historii. Muszę niejako wejść w buty innego człowieka. Dzięki pokładom wrażliwości i empatii łatwiej mogę zbadać życie wewnętrze granej przeze mnie postaci, nie oceniając jej, ale po prostu tłumacząc sobie jej motywacje.

Jak wyglądały Pana aktorskie początki?

Aktorstwo nie było moim pierwszym wyborem. Najpierw ukończyłem studia na Politechnice Gdańskiej, Wydział Oceanotechniki i Okrętownictwa. Dopiero w wieku 25 lat zdawałem do szkoły aktorskiej. Choć to zamiłowanie do sceny nie pojawiło się znikąd. Podczas studiów na Politechnice Gdańskiej byłem członkiem amatorskiej grupy teatralnej. Jeździliśmy po całej Polsce z naszymi autorskimi spektaklami. Tam stawiałem pierwsze kroki na scenie. Po pewnym czasie odkryłem w sobie impuls, żeby podążać w stronę zawodowego aktorstwa.

aktor ciachorowski

Demonem, z którym zmagał się Pan przez lata, był alkohol. Od ponad dziesięciu lat pozostaje Pan trzeźwy. Czy to była najważniejsza walka w Pańskim życiu?

To jest najważniejsza walka w moim życiu, która nigdy się nie skończy. Gdybym uległ temu demonowi i napił się alkoholu z jakiegokolwiek powodu, zakładam, że musiałbym znów wrócić na pierwszą linię frontu. Każdy alkoholik wie, że jest o jeden kieliszek od powrotu do nałogu. Choć czuję, że zapanowałem nad tym demonem to jednocześnie mam wrażenie, że ta walka nie jest skończona. Póki co odzyskałem swoje życie. Przede wszystkim diametralnie zmieniła się jakość mojego funkcjonowania. Doświadczam bez żadnego filtru różnych emocji, również tych ekstremalnych, ale teraz potrafię stawić czoła problemom, które te emocje wzbudzają. Mogę też budować głębsze relacje z innymi ludźmi, bo oparte na trzeźwym osądzie. Są one dużo bardziej autentyczne. Wcześniej funkcjonowałem w iluzorycznym świecie, który niewiele miał wspólnego z rzeczywistością. Jestem otoczony ludźmi, na których mi zależy. A im zależy na mnie. Właśnie to jest najbardziej jakościowa zmiana w moim życiu.

Dotychczas występował Pan w takich produkcjach jak M jak Miłość, Okupacja, Na dobre i na złe. Która z tych ról była najbardziej wymagająca?

Wskazałbym Artura Skalskiego z M jak Miłość. Po raz pierwszy zostałem obsadzony w roli niezrównoważonego narcyza. Odnalezienie w sobie takich pokładów, które umożliwiły mi zagrać tę rolę, było dla mnie niemałym wyzwaniem. Sama postać ewoluowała z każdym odcinkiem, stawała się z każdym kolejnym sezonem bardziej brutalna i porywcza. Na końcu Artur pokazał się jako nieobliczalny psychopata. To było dla mnie wymagające wyzwanie, ponieważ nie chciałem, aby ta postać stała się karykaturą. Musiałem uważać, żeby nie popaść w przesadę. Niemniej właśnie takie postacie są najciekawsze do grania.

O czym obecnie marzy Tomasz Ciachorowski?

Marzę o tym, aby mieć komfort wybierania wyłącznie ról, które z jakiegoś powodu mnie interesują. Niestety obecnie jest z tym różnie. Czasami podejmuję się wziąć udział w jakimś projekcie, mimo dużych wątpliwości. Więc uważam, że ogromnym przywilejem byłoby móc wybierać tylko te role, w które naprawdę chcę się zaangażować. I tego sobie życzę.

Rozmawiał: Przemysław Schenk

fot. czarno białe – Mateusz Motyczyński, sesyjne – Olga Majrowska

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl