Epidemia koronawirusa zbiera coraz większe żniwo. Okazuje się, że szalejąca pandemia nie jest jedynym poważnym zagrożeniem dla naszego zdrowia. Przedłużająca się kwarantanna może nieść ze sobą poważne konsekwencje względem kondycji psychicznej. Jak rozpoznać pierwsze objawy? W jaki sposób z nimi walczyć? Zapytaliśmy o to Beatę Krantz – psychoterapeutę specjalizującą się w leczeniu zaburzeń lękowych oraz […]
eb
2020-04-14
10 minut czytania
Epidemia koronawirusa zbiera coraz większe żniwo. Okazuje się, że szalejąca pandemia nie jest jedynym poważnym zagrożeniem dla naszego zdrowia. Przedłużająca się kwarantanna może nieść ze sobą poważne konsekwencje względem kondycji psychicznej. Jak rozpoznać pierwsze objawy? W jaki sposób z nimi walczyć? Zapytaliśmy o to Beatę Krantz – psychoterapeutę specjalizującą się w leczeniu zaburzeń lękowych oraz depresji.
Seria 24 badań przeprowadzonych na terenie 10 państw podczas epidemii SARS, MERS, eboli, grypy H1N1 oraz końskiej grypy wykazała negatywne skutki psychologiczne kwarantanny. Osoby poddane izolacji zmagały się z konsekwencjami krótkotrwałymi takimi jak przejściowe obniżenia nastroju oraz podwyższenie poziomu lęku. Odnotowano także skutki długotrwałe – pełnoobjawowa nerwica, depresja oraz zespół stresu pourazowego. Nadużywanie substancji psychoaktywnych to osobny wątek, choć również wart odnotowania. Proszę o odniesienie do powyższej analizy…
Kwarantanna czy dobrowolna, czy przymusowa jest czynnikiem szczególnie stresogennym, gdyż uderza w wiele istotnych dla funkcjonowania psychicznego kwestii. Jednymi z najważniejszych są: poczucie wolności i wpływu, możliwość samostanowienia, utrzymywanie relacji społecznych, niezagrożone zdrowie i życie własne i bliskich, zaufanie do siebie i innych, przewidywalność tego, co będzie oraz wiele innych.
Epidemia sprawia, że czujemy się wystraszeni, bezsilni i sfrustrowani. Dodatkowym czynnikiem wzmagającym obecnie napięcie i stres jest nieprzewidywalność sytuacji. Desperacko szukamy kogoś, kto „wie coś na pewno”, kto będzie w stanie dać naszemu lękowi obiektywny punkt odniesienia. Chcemy wiedzieć, w jakim stopniu nasze obawy są adekwatne do sytuacji. Wszelkie sprzeczności w komunikatach ze strony władz, służb medycznych, organizacji i autorytetów wprawiają nas w stan pomieszania i wzmagają niepokój. „Nosić maseczki czy nie nosić?” „Jeśli jestem młody i zdrowy, to jestem bezpieczny, czy wirus już mutuje i nikt nie może być pewny, czy nie umrze?” – to są przykłady komunikatów, które wciąż się zmieniają lub dochodzą do nas w wielu sprzecznych ze sobą wersjach. Oczywiście potrzeba, by wiedzieć „na pewno” prowadzi także do radykalizacji zachowań i postaw. Trzeba mieć to na uwadze. Rzetelna informacja z wiarygodnych źródeł jest szalenie ważna w tej chwili.
Analizy wykazują, że przedstawiciele służby zdrowia są szczególnie narażoną grupą. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy Pani zdaniem?
Pracownicy służby zdrowia w związku z częstym kontaktem z osobami chorymi, siłą rzeczy są bardziej narażeni na zarażenie się wirusem. I doskonale o tym wiedzą. Boją się nie tylko o własne zdrowie, ale także zdają sobie sprawę, że bardziej, niż osoby wykonujące inne zawody, narażają swoich bliskich. Oprócz lęku, często towarzyszy im poczucie winy, które, jeśli jest długotrwałe i dotkliwe, wyrządza wielkie szkody w psychice.
To wszystko obciąża ich aparat psychiczny. Więcej uwagi, niż dotychczas skupiają na zagrożeniach i ich unikaniu. Są przeciążeni i wyczerpani nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Czasami, by poradzić sobie z tym obciążeniem muszą sięgać po psychologiczne mechanizmy obronne dające im krótkotrwałe wytchnienie, ale nie zawsze korzystne na dłuższą metę (np. zaprzeczenie).
Dodatkowo, jeśli dojdzie do zarażenia się chorobą, to doświadczają wszelkich konsekwencji kwarantanny, włącznie z późniejszą stygmatyzacją. Analizy wykazują, że pracownicy służby zdrowia, którzy musieli przejść kwarantannę, doświadczali potem trudnych reakcji społecznych. Sąsiedzi ich unikali, traktowali inaczej, nie byli zapraszani na przyjęcia i inne uroczystości, traktowano ich z rezerwą, a nawet podejrzliwością.
Miejmy nadzieję, że niebawem ten koszmar się skończy. Ile czasu zajmie nam powrót do pozytywnej kondycji psychicznej? Czy skutki będą mieć charakter krótkotrwały?
Wątpię. Myślę, że niekorzystne psychologiczne konsekwencje dotkną większość społeczeństwa, choć jednych bardziej, innych mniej. Już docierają do nas informacje o złej kondycji psychicznej Polaków w związku z powszechną kwarantanną.
Dotychczasowe analizy skutków kwarantanny w epidemii np. SARS, MARS, eboli etc. wskazują na utrzymywanie się zaburzeń psychicznych przez okres od kilku miesięcy do kilku lat. Musimy jednak pamiętać, że te osoby wróciły potem do „normalnego”, znanego im świata. A my w tej chwili nie wiemy, jak będzie wyglądał nasz świat za parę miesięcy, czy parę lat. Sygnały o walących się gospodarkach itp. nie nastrajają optymistycznie.
Ludzie różnią się także pod względem wiary w swoje możliwości adaptacyjne. Ktoś może mieć silne przekonanie, że bez względu na okoliczności, „jakoś sobie poradzi”, a ktoś inny będzie pod tym względem w „psychicznej rozsypce”, bo źle reaguje na straty, zmiany i boryka się z czarnymi wizjami, które zalewają jego umysł.
Powszechna kwarantanna może być niezbędna w pewnych warunkach i historia zna takie przypadki, jednak, by zminimalizować jej negatywne skutki należy ograniczyć ją do minimum, zapewnić rzetelne, wiarygodne i spójne informacje dotyczące zagrożenia, wzmacniać możliwości utrzymywania relacji społecznych, redukować frustrację poprzez np. odwoływanie się do altruizmu i społecznej odpowiedzialności. Należy za wszelką cenę bazować w jak największym stopniu na dobrowolności i wzajemnym szacunku.
Co z osobami, które cierpią na zaburzenia psychiczne i mają ograniczony dostęp do wizyt w gabinetach psychiatrycznych oraz psychologicznych?
Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem aktywności i inicjatyw płynących ze środowiska psychoterapeutów, psychiatrów i innych specjalistów z zakresu zdrowia psychicznego. Uważam, że stanęliśmy w tych okolicznościach na wysokości zadania. Większość dotychczasowych psychoterapii toczy się tymczasowo w trybie on-line lub poprzez rozmowy telefoniczne. Jest to nowe doświadczenie dla obu stron, ale praca terapeutyczna jest kontynuowana. To najważniejsze, bo przerwy w procesach psychoterapeutycznych nie są wskazane. Większość moich pacjentów kontynuuje psychoterapię on-line, niewielka część nie odnalazła się w tej formie kontaktu. Pojawiły się też nowe zgłoszenia – częściowo z powodu aktualnej sytuacji, a częściowo dlatego, że kontakt zdalny jest jedynym w tej chwili, który jest dla nich do zniesienia.
Niemniej, pojawiają się sygnały wśród psychoterapeutów, że niektórzy pacjenci przerywają leczenie ze względu na kłopoty finansowe spowodowane sytuacją na rynku pracy w związku z pandemią. To jest realne zagrożenie dla wielu trwających procesów terapeutycznych.
Proszę wskazać objawy, które mogą świadczyć o kiepskiej formie kondycji psychicznej w czasie kwarantanny.
Należy zwracać uwagę na wszelkie nietypowe dla nas zmiany w myśleniu i emocjach. Sygnały, które świadczą o złej kondycji psychicznej to m.in.: niepokój, zwłaszcza nad ranem lub późnym wieczorem, kłopoty ze snem, wzrost skłonności do irytacji i rozdrażnienia, kłopoty z koncentracją, trudności z podejmowaniem decyzji, poczucie zobojętnienia lub nadmierne pobudzenie, objawy depresji, myśli samobójcze, nadmierne poczucie winy, nieprzemijający smutek, brak energii, myśli prześladowcze, a także brak poczucia zagrożenia i zachowania ryzykowne.
Proszę zwrócić uwagę na dzieci i młodzież. W obecnej narracji przebiegu pandemii stały się one „niebezpieczne” dla dziadków i innych dorosłych, gdyż mogą bezobjawowo przechodzić chorobę i zarażać nią. Myślę, że to dla nich bardzo psychologicznie trudna sytuacja.
W dodatku świat dzieci się zawalił. Dosłownie. Wszystko, co znały, co dawało im poczucie bezpieczeństwa, przestało istnieć z dnia na dzień. Codzienne aktywności, szkoła, koledzy, zajęcia, zainteresowania, place zabaw, wolność, swoboda, beztroska, zaufanie do świata, poczucie bezpieczeństwa…
Wiele samorządów oraz fundacji uruchomiło specjalne programy w ramach których można w każdej chwili zadzwonić do poradni i porozmawiać ze specjalistą. Czy tego rodzaju przedsięwzięcia są skuteczne?
Wydaje się, że część osób bardzo potrzebuje wsparcia i rozmowy, która pozwoli im nabrać dystansu do tego, co się dzieje z nimi i wokół nich. Sama odebrałam kilka takich telefonów. Najczęściej padają pytania o to, jak sobie radzić z napadami paniki, ze stresem, z „czarnymi myślami”, ze smutkiem i niepokojem o przyszłość.
Myślę, że jest to potrzebna pomoc. Należy jednak mieć świadomość, że jej zakres jest ograniczony. Osoby dzwoniące często oczekują konkretnych porad i rozwiązań, co może im pomóc tylko doraźnie. Niektórzy mają wyobrażenie o psychoterapeutach, jak o czarodziejach, którzy potrafią magicznie usunąć z nich lęk i inne trudne emocje. A tego żaden terapeuta nie może zrobić. Zmiana w dłuższej perspektywie wymaga badania głębszych obszarów psychiki i wypracowania stabilniejszych, wzmocnionych strategii radzenia sobie w sytuacjach trudnych.
Tysiące osób zmaga się w Polsce z różnymi zaburzeniami – większość może nawet o tym nie wiedzieć. Czy w okresie kwarantanny objawy mogą się nasilić?
Osoby o ograniczonej wydolności psychoemocjonalnej, często cierpiące na zaburzenia lub nawet choroby psychiczne są szczególnie podatne na czynniki stresogenne. Ich słaba psychika sprawia, że wszelkie niepokoje dotykają ich znacznie mocniej i mają poważniejsze konsekwencje. Tak, objawy mogą się u nich obecnie nasilać. Do tego w tej chwili dostęp do psychiatry lub psychologa jest inny, czasami ograniczony, czasami wymagający zaradności, której te osoby nie posiadają. Jest to na pewno trudny dla nich okres.
Co z przedsiębiorcami? Większość z nich na co dzień zmaga się z ogromna presją. Dziś ich byt jest niepewny. To grupa wyjątkowo narażona?
Przedsiębiorcy oprócz tego, że martwią się o swój byt i byt swojej rodziny, to często czują odpowiedzialność za swoich pracowników. Muszą podejmować bardzo trudne, wpływające w znacznym stopniu na życie innych decyzje. Uważam, że jest to bardzo duże obciążenie psychiczne, które ma wpływ na ich zdrowie i samopoczucie.
Firmy, które prowadzą to ich pasja, często dzieło życia, centrum, wokół którego toczy się większość ich aktywności. Myśl o stracie firmy przeraża ich.
Przedsiębiorcy obierają różne strategie przeciwdziałania kryzysom – niektórzy są bardziej przygotowani na sytuacje niespodziewane, inni mniej. Uważam, że niebezpiecznie przytłaczające może być poczucie winy z powodu nie przewidzenia obecnej sytuacji firmy lub nie przygotowania się na nią. Zwłaszcza menadżerowie o dużym poczuciu sprawstwa mogą mieć tendencję do nadmiernego zarzucania sobie błędu zaniechania lub braku dalekowzroczności. W takiej sytuacji ważne jest, by nie zamknąć się w sobie ze swoimi oskarżycielskimi myślami, ale porozmawiać z kimś, kto pozwoli nabrać dystansu i spojrzeć na całą sytuację na chłodno. Przejście tego etapu, pozwoli skupić się na szukaniu rozwiązań i konstruktywnej, rozwojowej reakcji w obliczu kryzysu.
Beata Krantz. Certyfikowany psychoterapeuta psychodynamiczny. Członek Instytutu Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal, Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i PTPPD. Od 15 lat prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Sopocie i Gdyni. Specjalizuje się w leczeniu zaburzeń lękowych i depresji. Przyjmuje dorosłych oraz młodzież. Prowadzi konsultacje par. Obszarem jej pracy są relacje, jako główny powód braku satysfakcji z życia.