Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Biznes
Sztuka zarządzania ryzykiem

Paraliż gospodarki uwypuklił słabości polskich przedsiębiorców. Przedwczesne odcięcie tlenu jest konsekwencją wielu wypadkowych na które, to fakt – nie mają oni wpływu. Z drugiej strony podtrzymanie życiowych funkcji mogłoby się wydłużyć, gdyby przedstawiciele firm umiejętnie zarządzali ryzykiem. Czy polscy przedsiębiorcy potrafią zarządzać ryzykiem? Nie, ponieważ wciąż zbyt wielu  z nich nie wie na czym polega […]

eb
2020-04-17
5 minut czytania

Paraliż gospodarki uwypuklił słabości polskich przedsiębiorców. Przedwczesne odcięcie tlenu jest konsekwencją wielu wypadkowych na które, to fakt – nie mają oni wpływu. Z drugiej strony podtrzymanie życiowych funkcji mogłoby się wydłużyć, gdyby przedstawiciele firm umiejętnie zarządzali ryzykiem.

Czy polscy przedsiębiorcy potrafią zarządzać ryzykiem? Nie, ponieważ wciąż zbyt wielu  z nich nie wie na czym polega strategia zarządzania potencjalnym kryzysem. W wielu przypadkach wizja zarządzania przedsiębiorstwem zaczyna się i kończy na hamletowskim dylemacie, który pozostaje ledwie pomstą do nieba. A przecież świadomość kompleksowego zarządzania ryzykiem to kluczowy element budowania przewagi konkurencyjnej. Ktoś powie – „Przecież dziś nie ma sensu zastanawiać się nad budowaniem przewagi. Dziś trzeba walczyć o być, albo nie być…”.  Owszem, jest to spostrzeżenie trafne, do którego mogłoby nigdy nie dojść, gdyby sztuka zarządzania ryzykiem była opanowana od podstaw.

Temat lekcji : Obszar zarządzania ryzykiem

W tym przypadku fundamentem jest odporność na ryzyko. Niepewność wciąż jest nierozerwalnym elementem układanki biznesowej. Z drugiej strony pierwiastek ryzyka jest mierzalny, a skoro można go określać, to i można mu przeciwdziałać. W jaki sposób? Odpowiedzią jest stworzenie planu B na wypadek zdarzeń nieprzewidzianych. Taki plan kreuje stosowny poziom odporności firmy na nagłe przerwy linii produkcyjnych, czy też drastyczny spadek poziomu sprzedaży. Zbudowanie zapory przed zakłóceniami to wygenerowanie obszaru, który da nam więcej możliwości do walki o utrzymanie się na powierzchni.

Tego typu obszarem jest także stworzenie odpowiedniego ładu korporacyjnego, czyli ot – zestawu praktyk, zasad oraz procesów którymi nie tylko zarządzamy przedsiębiorstwem, ale także kontrolujemy jego działania. Skuteczny system korporacyjny balansuje interesy wszelkich stron – począwszy klientów, poprzez dostawców – na społeczności lokalnej kończąc. Niestety, dla wielu zarządców ład korporacyjny opiera się na owocowych czwartkach i obecności expressu do kawy sterowanego smartfonem. To duży błąd.

Skąd to nieprzygotowanie?

Dlaczego część przedsiębiorców nie potrafi zarządzać ryzykiem? Powodów jest mnóstwo, a większość z nich skupia się na czynnikach socjologicznych i psychologicznych. Socrealistyczna rzeczywistość ekonomiczna została oparta o „Czy się stoi, czy się leży 1500 się należy”. Wyrwanie się ze szpon socjalizmu pchnęło nas do kapitalistycznej partyzantki. Strategia zarządzania firmą przypominała wówczas popularną grę w „sapera”, a późniejszy dynamizm zdarzeń zachodzących w polityce i gospodarce wygenerował chaos, którego skutki odczuwamy po dziś. Przedsiębiorcom nie pomagają nastroje postkolonialne pośród społeczeństwa i nie pomaga również zmiana pokoleniowa podczas której z piedestałów zstępują miłośnicy kawy sypanej w szklance, by ich miejsca mogli zająć miłośnicy czerwonych kubków Nescafe, zaś za rogiem aspirują maniacy aeroexpressów (Ci są najbardziej niebezpieczni, bo nieprzewidywalni). Nie pomogły skoki technologiczne. Nie pomogły przestarzałe techniki sprzedażowe. Sami sobie również nie pomogliśmy.

Uśpione niedźwiedzie i czarne łabędzie

Ktoś, kto uważa, że potrafi zarządzać ryzykiem, bo ma zdolność do przewidywania nadzwyczajnych zdarzeń może się delikatnie mówiąc – naciąć. Skupiając się na kilku nadzwyczajnych scenariuszach zapominamy o innych rozwojach sytuacji. Efekt? Nasza odporność spada. Zapewne żaden z przedsiębiorców nie posiada na wyposażeniu firmy szklanej kuli, która ma moc przewidywania następstw. Właśnie dlatego należy skoncentrować swoją uwagę na racjonalnej ocenie konsekwencji, nawet jeśli te są na pozór pozagalaktyczne. I tak na ten przykład firmy z branży energetycznej przestały skupiać się na przepowiadaniu awarii reaktorów jądrowych, a skupiły swoje proaktywne działania na przygotowaniu się do takiej ewentualności. Żeby tak się stało musieliśmy wszyscy dźwigać brzemię czarnobylskiej katastrofy, która ostatecznie pokazała światu, że niemożliwe nie istnieje, a przebudzenie śpiącego niedźwiedzia może być bardziej brutalne w skutkach niż to wcześniej zakładaliśmy.

Przywoływane już, technologiczne rewolucje, postępująca globalizacja – itepe, sprawiają, że rzeczywistość w której funkcjonujemy przybiera formę gęstej matni zależności w których coraz trudniej nam się poruszać. System naczyń połączonych powoduje zwiększoną częstotliwość występowania zdarzeń nieprzewidzianych. Firmy, które zignorują owe scenariusze zwane często „czarnymi łabędziami” prędzej, czy później przestaną istnieć i nie zmieni tego nawet zwiększona odporność na czas epidemii. W tym przypadku jedynym kołem ratunkowym jest opracowanie możliwych zakończeń scenariuszy, które jesteśmy w stanie zrozumieć. Stosowanie technik przewidywania pod pozorem powodzenia – a nuż się uda, potęguje nasze złudzenia na temat sukcesu. Koniec końców upadek z wyższej wysokości boli bardziej. Najbardziej.

Mateusz Marciniak

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl