Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Felietony
Zostań w domu, czyli o czym przypomniał nam koronawirus

Łamanie w stawach. Brak smaku i węchu. Ból w piersiach. Kaszel i gorączka. Brak siły by wykonać najmniejszy ruch. Kłopot z oddychaniem. Tydzień dwa tygodnie leżenia. W najgorszych przypadkach śmierć. Śmierć w samotności, milczeniu i daleko od bliskich. Nie zasłużyliśmy na taką chorobę, choć w pewnym sensie ludzkość została ukarana za chciwość, bestialstwo wobec zwierząt, […]

eb
2020-05-12
4 minuty czytania

Łamanie w stawach. Brak smaku i węchu. Ból w piersiach. Kaszel i gorączka. Brak siły by wykonać najmniejszy ruch. Kłopot z oddychaniem. Tydzień dwa tygodnie leżenia. W najgorszych przypadkach śmierć. Śmierć w samotności, milczeniu i daleko od bliskich. Nie zasłużyliśmy na taką chorobę, choć w pewnym sensie ludzkość została ukarana za chciwość, bestialstwo wobec zwierząt, lekceważenie zagrożeń o których epidemiolodzy mówili od lat i przekonanie, że jesteśmy pępkiem świata.

Czasu cofnąć się nie da, więc z koronawirusem trzeba nauczyć się żyć. Po ponad miesiącu zmagań z pandemią rząd łagodzi obostrzenia. Niektóre od początku budziły kontrowersje – jak choćby zakaz wstępu do lasu. Choć z drugiej strony gdy widziałem tłumy spacerowiczów, psów, wózków i grillowiczów i dziesiątki samochodów choćby na malutkiej polance koło jeziora Otomin czy w Parku Oruńskim to trudno się dziwić, że trzeba było ludzi odgórną decyzją zamknąć w domach. By zrozumieli, że to nie jest czas na piknik czy odnawianie kontaktów z wszystkimi znajomymi. Że są odpowiedzialni nie tylko za swoje zdrowie, ale także za innych, których mogli zakażać w nieświadomości. Teraz ruszyć ma gospodarka. Wiadomo było, że tarcze antykryzysowe zdemolują i tak napięty do granic możliwości budżet. Wiadomo było, że z każdym dniem tysiące firm ponoszą gigantyczne straty, a każdy kolejny tydzień zwłoki może oznaczać bankructwo i zwolnienia. Wiadomo było, że skoczą ceny. Wiadomo było, że odłożone pieniądze szybko się skończą, a kredyty – podstawa gospodarki rynkowej – zaciskać się będą jak pętla na szyi. Wiadomo jest, że wiele branż nie odbuduje się przez najbliższe miesiące i nic już nie będzie takie jak było. Ale żyć trzeba. Wyjść z domu, wsiąść do kolejki czy autobusu, pojechać do pracy czy do szkoły. Odzyskać normalność. Co zyskaliśmy przez te tygodnie bycia w domu? Jedni zacieśnili więzy rodzinne. Inni wręcz przeciwnie. Nauczyliśmy się być fryzjerami, kucharzami, lekarzami, kosmetyczkami czy ogrodnikami.

Przeczytaliśmy nowe książki, skończyliśmy stare seriale. Znów zaczęliśmy oglądać telewizję by przekonać się, że politycy kłócą się jeszcze zacieklej niż kiedykolwiek. Poznaliśmy programy komputerowe dzięki którym i widać i słychać. Porozmawialiśmy ze znajomymi, na których od lat nie było czasu. Zaczęliśmy pracować zdalnie, co nie dla wszystkich stało się wcale spełnieniem marzeń, bo przyniosło problem jak się skoncentrować na robocie w domu. Okazało się, że z urzędem można się kontaktować zdalnie, zamiast wystawać w kolejkach. Zniesiono część zaświadczeń, podpisów, pieczątek potrzebnych wyłącznie urzędnikom. Że odległość do centrum miasta można pokonać w kilka minut i to bez korków. Przyjrzeliśmy się (zdalnie ) jak na co dzień wygląda edukacja naszych dzieci i…szału nie było. Zyskaliśmy czas by pomartwić się o zdrowie rodziców i znajomych. Zdążyliśmy uporządkować rodzinne fotografie. Przeżyć bez wizyty u lekarza i stomatologa. Przypomnieliśmy sobie, że dom z ogródkiem daje więcej możliwości niż apartament, a gry planszowe mogą być ciekawsze od komputerowych. Że nie trzeba codziennie robić lansu na fejsie. Przebierać się od rana do wieczora. Zaliczać wszystkiego co modne. Pędzić z pracy do pracy. Zwiedzać sklepy jak muzeum. Próbować przysmaków w każdej nowo otwartej restauracji. Mężczyźni zaczęli remontować mieszkania i majsterkować. Wyjęli z piwnic zakurzone gitary schowane tam tydzień po ślubie. Panie zdjęły sztuczne rzęsy i tipsy. Zajęły się produkcją ciast czy chleba aż drożdży zabrakło…… Wszystko jakby cofnęło się o kilkanaście lat gdy na to wszystko mieliśmy czas…. Jak wielu innych mam wątpliwości czy nie za wcześnie kończymy z ostrożnością. Czy nie skończy się jak w Stanach, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Włoszech, gdy znów – tyle, że w maseczkach – wsiądziemy do autobusów czy SKM-ek.

A może gdzieś tam trochę żałuję, że taki inny czas – jakby wyjęty z życiorysu – już się kończy. Bo czasem potrzeba chwili na zastanowienie co zrobiliśmy sami ze swoim życiem. Szkoda tylko, że musiał przypomnieć nam o tym koronawirus.

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl