Czy wielka światowa kariera może zacząć się od filmu opublikowanego w internecie? Przypadek gdyńskiej firmy Portman Lights jest tego świetnym przykładem. Zaprojektowane przez nią oświetlenie sceniczne, zaledwie kilka tygodni po emisji filmu, świeciło już na spotkaniu rodzin królewskich Belgii i Holandii, a następnie na koncercie Stinga. Dziś innowacyjne lampy świecą na koncertach największych gwiazd, na największych festiwalach i branżowych […]
eb
2021-05-14
6 minut czytania
Czy wielka światowa kariera może zacząć się od filmu opublikowanego w internecie? Przypadek gdyńskiej firmy Portman Lights jest tego świetnym przykładem. Zaprojektowane przez nią oświetlenie sceniczne, zaledwie kilka tygodni po emisji filmu, świeciło już na spotkaniu rodzin królewskich Belgii i Holandii, a następnie na koncercie Stinga. Dziś innowacyjne lampy świecą na koncertach największych gwiazd, na największych festiwalach i branżowych konferencjach na całym świecie.
Gdzie tkwi tajemnica sukcesu Portman Lights? Fenomen tkwi w prostocie, aczkolwiek sama technologia już taka prosta nie jest. Oświetlenie sceniczne projektowane przez firmę z siedzibą w Pomorskim Parku Naukowo – Technologicznym opiera się na świetle żarowym, pięknym dla oka i dla obiektywu, przywołującym na myśl najlepsze widowiska ze złotej ery Hollywood. Światła tworzą piękną oprawę wizualną widowiska – koncertu, kongresu, teledysku – nie rażą przy tym w oczy muzyków i świetnie „współpracują” z kamerami. Nie powodują efektu mrugania, jak klasyczne lampy LED. Idealnie spełniają swoją rolę, nie tylko jako źródło światła, ale też element scenografii. Podstawa to oryginalny design. Wykorzystano w niej motyw plastra miodu oraz zastosowano stylistykę retro. Za firmą Portman Lights stoją Dominik Zimakowski, Łukasz Sztejna i Krzysztof Rosłonek. Ten pierwszy odpowiada za stronę biznesową, drugi zaś jest light designerem i odpowiada za kwestie technologiczne. Rosłonek wymyślił zaś pierwszą lampę, która dała fundamenty pod rozwój firmy. Zakładając firmę i opracowując pierwszy produkt poszli pod prąd i wbrew temu, co było wówczas na topie w branży oświetlenia scenicznego. – Producenci na całym świecie prześcigali się w tym, kto zrobi szybsze, mocniejsze urządzenie oparte na LEDach lub laserach. Była gonitwa tzw. ruchomych głów, które dają piękny snop światła na scenie, ale same są poukrywane. A my zrobiliśmy urządzenie oparte na źródłach halogenowych, które ma ładnie wyglądać i które będzie można postawić obok artystów na scenie. Dołożyliśmy do tego elektronikę sterującą, wymaganą na scenie – mówił Dominik Zimakowski w wywiadzie udzielonym portalowi mamstartup.pl. Pierwszy produkt, czyli lampa P1 o charakterystycznym designie w stylu retro była gotowa we wrześniu 2016 roku. Wtedy też w internecie opublikowany został film promocyjny. Młoda firma miała też bazę danych potencjalnych klientów, strategię ich pozyskiwania, plan kampanii marketingowej, czyli wszystko to, co potrzebne jest na starcie każdego biznesu. Tyle, że z planów tych nic nie wyszło. Klienci bowiem sami lawinowo zaczęli się zgłaszać, a zapytania zaczęły spływać z całego świata. Zamiast zajmować się aktywnym pozyskiwaniem klienta, Portman Lights zybko musiało zmienić strategię i zająć się aktywną sprzedażą i produkcją. Oby każda firma miała taki „problem”.
Dominik Zimakowski i Łukasz Sztejna odkryli niszę i szybko ją zagospodarowali. Pierwszy milion złotych zarobili już po kwartale działalności. Siatka międzynarodowych dystrybutorów rosła bardzo szybko – dziś firma jest obecna w 42 krajach – a charakterystyczne świetlne plastry miodu raz za razem zaczęły się pojawiać na koncertach na całym świecie. Twórcy gdyńskiej firmy nie spoczęli na laurach, pieniądze inwestowali w nowe produkty oraz rozwój technologii sterujących oświetleniem. Dziś, niespełna pięć lat po wypuszczeniu na rynek pierwszej lampy, Portman Lights to światowa ekstraklasa w branży estradowej i firma uznawana za jedną z najbardziej innowacyjnych na świecie. Gale nagród Grammy, finały Eurowizji, festiwale Glastonbury, Open’er, Roskilde, Electrobeach, Hellfest, PinkPop, Tinderbox Music Festival, telewizyjne show, jak The Voice of Spain, The Voice of Germany, American Idol, czy X Factor w Wielkiej Brytanii, koncerty takich gwiazd, jak: Ed Sheeran, Cher, Sting, Prodigy, Slayer, Lionel Richie, Miley Cyrus, Mumford & Sons, Backstreet Boys, Dua Lipa, Shawn Mendes, Bon Jovi, LP, Skunk Anansie, Jonas Brothers, konferencje i kampanie reklamowe wielkich firm, jak Ferrari, Bentley, McDonalds, Fender, Red Bull, Netflix – portoflio Portman Lights jest imponujące i dowód na to, że lampy „made in Poland” zadomowiły się na dobre na zagranicznych scenach. W czasie trwającej pandemii rynek koncertowy na całym świecie został sparaliżowany. Gdyńska firma ten czas postanowiła wykorzystać na opracowywanie nowych technologii oraz nowych produktów. Właściciele zapowiadają, że wkrótce do oferty dołączą nowe modele lamp, które dadzą realizatorom widowisk scenicznych jeszcze więcej możliwości. Okres spowolnienia biznesu to także dobra okazja, by szukać nowych możliwości. – Jeden z naszych zaprzyjaźnionych producentów z branży wprowadził już produkty do dezynfekcji światłem UV. Są one na tyle dobre, a przede wszystkim bezpieczne i spełniają wszelkie normy, że postanowiliśmy zostać ich dystrybutorem na rynku krajowym. W między czasie rozpoczęliśmy prace nad własnym produktem, którego brakuje w gamie tych już dostępnych na rynku – mówi Dominik Zimakowski. Lampy te mogłyby być używane na scenie lub w centrach konferencyjnych, np. do dezynfekcji mikroportów czy mikrofonów, oraz innych drobnych urządzeń scenicznych, przy zmianie artysty, itp. – W ramach projektu InnovaBio Pomorze zrealizowaliśmy badania dotyczące działania światła UV-C na mikroorganizmy. Równolegle przeprowadziliśmy kilka badań testowych na Politechnice Gdańskiej, potwierdzających te wyniki. Ponadto zderzyliśmy to z wynikami badań spółki, której jesteśmy przedstawicielem oraz tymi, udostępnionymi przez największych graczy na rynku oświetlenia. Konkluzja jest taka, że jest to bardzo skuteczne narzędzie w walce z bakteriami, wirusami, grzybami i pasożytami. Światło UV-C działa bowiem na RNA mikroorganizmów. Nie zabija ich wprost, ale je dezaktywuje, przez co nie mogą się obudowywać, namnażać i powodować chorób, a finalnie umierają. W związku z tym światło UV-C może służyć do dezynfekcji powierzchni, przedmiotów oraz powietrza – dodaje Dominik Zimakowski. Projekt ten jest jak na razie w fazie testów i firma Portman Lights nie podjęła jeszcze decyzji, czy lampy dezynfekcji zostaną wprowadzone do sprzedaży. Jednocześnie też w designerzy firmy prowadzą prace projektowe nad oświetleniem dekoracyjnym do wnętrz.