t

…tak często mawia się o zawodzie tych, którzy postanowili przetańczyć swoje zawodowe życie.

Piszę to ujrzawszy kunszt i maestrię tancerzy baletu Opery Bałtyckiej w „Kopciuszku”, ostatniej premierze tego teatru. Wyszedłem zachwycony. Technika, wdzięk, lekkość to cechy, które wręcz kipiały ze sceny. Wiem jednak, że ta profesja ma swoją druga, czasem ponurą stronę.

Akurat następnego dnia między próbami złapałem Izabelę Sokołowską-Boulton, wybitną tancerkę młodego pokolenia. Iza jest absolwentką Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Gdańsku. W latach 2002-2007 była solistką Royal Danish Ballet (Duńskiego Baletu Królewskiego), a obecnie to baletmistrzyni oraz zastępczyni kierownika baletu Opery Bałtyckiej w Gdańsku.

Możemy porozmawiać?

O czym?

O was. O tancerzach…

Jasne!

Jaka jest droga artystyczna młodego tancerza, aby błyszczeć, aby zachwycać publiczność?

Przede wszystkim marzenia i cele jasno postawione. Opowiem jak było u mnie. Od zawsze pragnęłam tańczyć w renomowanym teatrze. Los pchnął mnie do Kopenhagi. Po konkursie w Japonii zostałam zauważona wraz z braćmi Kupińskimi i zaproszona na audycje właśnie do Danii. Dostałam się, zaczęłam przygodę w innym świecie. Pamiętaj, że Polska nie była wtedy jeszcze w Unii Europejskiej. Wszystko było inne, zachwycało.

Zanim to się stało ile lat uczyłaś się zawodu, jak ciężka to praca?

W Polsce szkoła baletowa trwa 9 lat. Zaczynamy zazwyczaj już w czwartej klasie podstawówki. To 9 lat ciężkich zmagań i z ciałem, i z psychiką. I ta wieczna konkurencja. Praktycznie na każdym etapie. Chłopakom jest trochę łatwiej. Zwyczajnie jest ich mniej, przez co szybciej realizują upragnione cele. Dzisiaj, kierując baletem opery, także widzę to zjawisko. Mężczyzn tańczących w dalszym ciągu jest niedosyt, a między paniami potężna konkurencja.

O szkole baletowej krążą legendy. O przemocy psychicznej i fizycznej. O „łamaniu” charakterów, o zapalniczkach trzymanych pod piętą uczennicy, kiedy ta musi utrzymać nogę wysoko. Czy to prawda, czy bajki?

Szkoła baletowa zmienia się, tak jak wszystko wokoło. W mojej ocenie powinna pójść jeszcze bardziej do przodu. Pewnie to kwestia czasu. Dzisiaj jest cała rzesza młodych pedagogów, którzy wiedzą, że zachętą można szybciej uzyskać efekt niż przemocą. Natomiast na korytarzach i salach ćwiczebnych można spotkać jeszcze „starych” pedagogów, którzy wychodzili z założenia, że albo presją i naciskiem stworzą diament, albo materiał pęknie i nie ma sobie co zawracać nim dalej głowy. Cóż… nauczyciele byli różni. Wiele z metod niegdyś stosowanych, dzisiaj podpadałoby pod prokuratora. Ale chcę wierzyć w to, że to tylko cienie przeszłości.

Płakałaś kiedyś przez nauczyciela?

Tak, no pewno. Płakałam, wściekałam się. Wyzywałam, wyzywaliśmy się nawzajem. Płakałam w rękaw mamy, że już nie mogę, że nie wytrzymam. Ale to chyba było bardziej z frustracji, że coś nie wychodzi tak jak chciałabym. To była spora walka psychologiczna, obarczona ciągłym zmęczeniem fizycznym. Chcąc być jednak perfekcyjną, szłam dalej do przodu.

Na zachodzie w szkołach teatralnych, baletowych psycholog pracuje z młodym człowiekiem pomagając zmierzyć się z tym wszystkim. A w Polsce?

To niestety dopiero przed nami. Niestety. Ja, pracując z tancerzami opery, bardzo staram się do każdej osoby podchodzić indywidualnie. Różne rzeczy motywują poszczególnych artystów i jako pedagog staram się o tym pamiętać. Na każdego działa coś innego. Jak w życiu.

Dzieciaki dzisiaj zabijają się o sławę. Instagram rozgrzany do czerwoności. Czy dzięki programom telewizyjnym typu „talent show” jest więcej chętnych do pracy w charakterze tancerza?

Myślę, że to o czym mówisz pobudziło szereg zainteresowań zajęciami dodatkowymi. Balet, taniec, joga, różne formy aktywności sportowej. Szkół i szkółek powstało mnóstwo, ich właściciele, jeśli tylko mieli głowę na karku, porobili dobre biznesy. Ale w szkołach baletowych, żeby było więcej dzieci… niekoniecznie. Raczej chyba mniej, przynajmniej niż za moich czasów. Dawniej na rekrutację do szkoły przychodziło nawet dwa tysiące osób w jednym roczniku. Kilka klas kończyło szkołę w każdym roku. Dzisiaj kończy tylko jedna klasa.

A jak z pracą?

Kiedyś było zdecydowanie łatwiej o stałe zatrudnienie. Dzisiaj absolwenci mają bardzo trudno, złapanie stałego zajęcia często graniczy z cudem. Covid nie pomógł w tej sytuacji.

A jak udała się ostatnia premiera? Jak gdański „Kopciuszek”?

Świetnie. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Widzę z sezonu na sezon progres naszych tancerzy. I jestem z nich dumna.

Polecam Państwu wizytę w Operze Bałtyckiej, aby przyjrzeć się jak młodzi tancerze wykonują najtrudniejszy z zawodów scenicznych, jednocześnie czarując publiczność swoimi talentami.

Rozmawiał: Tomasz Podsiadły