Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Najnowsze
Do recesji jeszcze nam brakuje

Z Łukaszem Żelewskim, prezesem Agencji Rozwoju Pomorza rozmawiamy o tym jaki dla jego instytucji i przedsiębiorców był ubiegły rok. Pytamy o sukcesy i porażki, a także o to jaki będzie 2023. Prezes dzieli się z “Express Biznesu” nadziejami i obawami, a także stawia diagnozę dlaczego przedsiębiorcy boją się inwestować.   Kiedy Pan myśli o roku 2022, […]

Dawid Ruszewski
2023-02-13
13 minut czytania

Z Łukaszem Żelewskim, prezesem Agencji Rozwoju Pomorza rozmawiamy o tym jaki dla jego instytucji i przedsiębiorców był ubiegły rok. Pytamy o sukcesy i porażki, a także o to jaki będzie 2023. Prezes dzieli się z “Express Biznesu” nadziejami i obawami, a także stawia diagnozę dlaczego przedsiębiorcy boją się inwestować.  

Kiedy Pan myśli o roku 2022, co pierwsze przychodzi Panu do głowy?

Olbrzymi wysiłek Agencji Rozwoju Pomorza w definiowaniu budżetu, a w zasadzie miejsca ARP w nowym okresie budżetowania Unii Europejskiej. Jesteśmy związani z cyklicznością, 75 a może i więcej procent naszej działalności jest zależna od tych pieniędzy. Raz na siedem lat definiowany jest budżet. I nie chodzi tylko o pieniądze, ale także dokładne opisanie tego jak i na co będą one wydawane. Oprócz pracy bieżącej, przygotowanie się do tego było dla nas kluczowe. Błędy popełnione mogą skutkować w przyszłości. Udało nam się przygotować dobry program i jesteśmy w stanie w najbliższych latach kontynuować to, w czym jesteśmy dobrzy.  

Oczywiście nigdy nie jest tak, i nie popadamy w euforię, że czegoś nie można zrobić lepiej, ale generalnie jesteśmy zadowoleni z pracy, którą wykonaliśmy. Pamiętać także trzeba, że przy takim zadaniu ważny jest także kompromis pomiędzy chęciami, a możliwościami, chociażby z tego powodu, że worek z pieniędzmi z UE nie jest bez dna.   

Po deklaracji, że jesteście dobrzy nie może zabraknąć pytania, w czym konkretnie? 

Zacznę od końca i powiem dlaczego śmiem uważać, że jesteśmy dobrzy. W pewnych zakresach działań, jak na przykład w obsłudze inwestorów, działalności proeksportowej, szkoleniowej, informacyjnej w stosunku do przedsiębiorców. Jesteśmy firmą referencyjną, do podobnych firm w Polsce. To miłe, kiedy przyjeżdżają do nas ludzie z Polski i pytają jak Wy to zrobiliście. Niestety, często wyjeżdżają zasmuceni, bo liczyli, że otrzymają wytrych, cudowną receptę, którą wystarczy zastosować, odczekać miesiąc i zacznie działać także u nich.  A to tak nie działa…

A jak?

To jest ciężka, długa, systematyczna i mozolna praca. I jeśli my dzisiaj możemy powiedzieć, że nam coś się udaje, to jest to efekt, tego co zaczęliśmy dziesięć lat temu, a nawet jeszcze wcześniej. To także kwestia zbudowania sprawnego zespołu, który potrafi ze sobą współpracować. Warto także podkreślić, że ARP ma od lat stabilnego właściciela i może tego podobnym do naszych firm w Polsce brakuje. Dodatkowo w samorządzie pomorskim od kilkunastu lat jest stabilność procesów. Wymieniają się niektóre osoby, które zarządzają, ale fundamentalna myśl się nie zmienia. Cykl wyborczy, co cztery lata, nie przewraca tego do góry nogami. 

NAJWIĘKSZY SUKCES ROKU 2022

Już trochę powiedzieliśmy o tym co działo się w ubiegłym roku, ale gdyby miał Pan wskazać największy sukces 2022, to co, to by było? 

Tylko jeden? (śmiech)

Może być więcej…

Rok 2022 dla gospodarki w Polsce był złym czasem. Z dwóch oczywistych powodów. Wojna w Ukrainie oraz zła i destrukcyjna polityka wobec gospodarki władz centralnych. W takich warunkach udało nam się utrzymać dynamikę zainteresowania regionem przez inwestorów. To jest olbrzymi sukces, szczególnie jeśli popatrzymy na wskaźniki ubiegłego roku jakie mieliśmy w Polsce. Gospodarka odnotowała katastrofę w inwestycjach. Mateusz Morawiecki, kiedy dochodził do władzy ogłaszał, że w strukturze PKB 18 procent inwestycji, to jest niezadawalający wskaźnik. Premier zapowiadał dojście do 20-25 procent, a dzisiaj jest poniżej 16 procent. Obecnie jesteśmy świadkami większej amortyzacji niż inwestycji, a to oznacza, że gospodarka się nie odtwarza. Inwestycje prywatne praktycznie stanęły. I jeśli w tej sytuacji w województwie pomorski pojawiają się inwestorzy i mówią, że chcą rozwijać tutaj biznes , bo otrzymali pomoc, zaopiekowano się nimi, to jest powód do dumy. I to nie są odczucia przedsiębiorców, tylko liczby, które to potwierdzają. Mamy określoną liczbę odwiedzin, inwestycji, miejsc pracy i zainwestowanego kapitału. To w regionie w 2022 roku nie spadło, dlatego mówię o sukcesie. 

Rok 2023 ma szansę być podobny? 

Patrząc w najbliższą przyszłość jesteśmy pełni niepokoju. Podam prosty przykład: prawo podatkowe w Polsce. To co zrobiono w 2022 roku, to nic innego jak chory sen szaleńca. Kiedy przyjeżdża biznesmen, z chciałoby się powiedzieć, cywilizowanego świata, ale powiem z kraju, gdzie system podatkowy jest stabilny i dowiaduje się jak działa u nas, to powinien uciekać, powiedzieć, że wróci jak uporządkujemy bałagan, który rząd nam zafundował.

INWESTORZY SIĘ WYCOFALI

A czy były w ubiegłym roku firmy, które z tego właśnie powodu zrezygnowały z inwestycji na pomorzu? 

Tak i to nie jedna. Z czego jedną firmą był duży amerykański koncern. Nie chciałbym operować nazwami, ale usłyszeliśmy, że widzi nasze starania, jednak wróci do rozmów, kiedy zostanie uporządkowany system podatkowy w Polsce. 

Co w takim razie oprócz troski, którą otaczacie przedsiębiorców, jeszcze decyduje, że firmy do tej pory chciały otwierać biznesy w regionie? 

Można wymienić kilka elementów. Położenie województwa pomorskiego, logistyka, jakoś życia i nie dotyczy to tylko Trójmiasta, ale także np. Kaszub, które mają fajne tereny do uprawiania aktywności, które są cenione przez menedżerów. Ale jeśli znowu chcielibyśmy wskazać jeden ważny element, który decyduje o wyborze, to ważną rolę odgrywają opinie innych, na przykład kolegów z konkurencji, którzy już tutaj prowadzą działalność i mogą potwierdzić, że to co my obiecujemy, pokrywa się z rzeczywistością. 

Czyli marketing szeptany?

Tak. Ale warto także pamiętać, że wiele inwestycji w regionie, to także reinwestycje. Firma kilka lat temu zatrudniała w biurze 100, a teraz jest to już 300, a może nawet więcej osób.  

Co jeszcze może przynieść nam rok 2023? 

Jedną rzeczą jest przygotowanie budżetowania, o którym mówiłem, a drugą czy środki w ogóle zostaną uruchomione. Patrząc na chocholi taniec wokół KPO, niekoniecznie można być optymistą. Nie wiem do jakiego momentu my ten absurd przesuniemy. To jest duże zagrożenie dla przedsiębiorców, którzy liczą na wsparcie, ale także dla Agencji Rozwoju Pomorza. Jak nie będzie środków, to ta firma się skurczy. Obecnie pracuje tutaj 140 osób. Bez pieniędzy z UE będą niezbędne zwolnienia. Może zostanie tylko kilka osób, które zgaszą światło na statku. Wiem, że snuję absurdalne wizje, ale żyjemy w kraju, w którym jesteśmy świadkami decyzji, które jeszcze jakiś czas temu wydawały nam się niemożliwe do podjęcia.

Dokładnie. Byłem przekonany, że po agresji Rosji na Ukrainę nie dojdzie do transakcji na Lotosie. Wydało mi się niemożliwe, aby w czasie wojny sprzedać Rosjanom część firmy z sektora bezpieczeństwa energetycznego. A jednak tak się stało. 

Jeśli z jakiś powodów politycznych nie dojdzie do podpisania KPO czy uruchomienia programu FUNDUSZE EUROPEJSKIE DLA POMORZA 2021 – 2027, to dla ARP i firm podobnych w Polsce to będzie katastrofa. Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie. 

Przyjmując scenariusz optymistyczny, a co za tym idzie podpisanie KPO i uruchomienia programu FUNDUSZE EUROPEJSKIE DLA POMORZA 2021-2027, to środki z Unii dotrą do nas najwcześniej jesienią tego roku. Czy jest szansa, że zdążymy je uruchomić i wykorzystać? 

Jeśli chodzi o same KPO, to mam poważne wątpliwości! Po cichu liczę, zapewne nie tylko ja, że nastąpi ustępstwo przy rozliczeniu tych środków o jakieś dwa lata, co wcześniej już się zdarzało w normalnych okresach. U nas takim przykładem jest hala widowiskowo-sportowa na granicy Gdańska i Sopotu. Spóźniono się z rozliczeniem i zrobiono wyjątek dla tej, ale także dla innych inwestycji. Jeśli chodzi o program FUNDUSZE EUROPEJSKIE DLA POMORZA 2021-2027 jeszcze z czasem nie jest tak dramatycznie Chociaż jak widać w nazwie tego programu widnieje rok 2027.

SUKCES, ALE DO FAJERWERKÓW BRAKUJE 

Dzięki Funduszowi Kapitałowemu od roku 2009 powstało 38 spółek. Pana zdaniem to dużo czy mało?

Poruszył Pan ciekawe zagadnienie. Powstało tyle spółek, na ile było kapitału z Unii. Mamy rok 2023 i pytanie jest ile z tych spółek przetrwało. Założenia były takie, że wchodzimy z kapitałem w przedsięwzięcia, w rynek, w którym inwestorzy prywatni z powodu ryzyka nie chcą wchodzić. Jeśli popatrzymy na gigantów światowych, którzy są na rynku: Apple, Microsoft czy Google, to to, są firmy, które powstały z grantów publicznych. Dzisiaj z tych 38 spółek nadal na rynku funkcjonuje dziesięć, a zakładaliśmy, że przetrwa dziesięć procent, czyli cztery. 

To mamy ponad 200 procent sukcesu? 

Nie jest tak kolorowo. To nie jest wielki sukces, raczej średni. W tych czterech firmach, które miały przetrwać liczyliśmy na jedną, taką która odniesie sukces globalny. Tak się nie stało. W prawdzie mamy dziesięć spółek, ale one ciągle są głęboko lokalne. Tylko jedną udało się wprowadzić na giełdę.

Jaka to firma?

Mode360, która produkuje wyrafinowane urządzenia fotograficzne. W warunkach domowych pozwalające zrobić zdjęcie 360 stopni. Drugą firmą, która zostawia po sobie ślad jest PAWS Sp. z o.o.,, która współtworzyła film „Twój Vincent”. Mimo niewątpliwych sukcesów, to nie są jednak wielkie fajerwerki. 

A jak ARP wygląda na tle innych województw? Czy gdzieś się udało stworzyć firmę, która zaistniała na rynku światowym? 

Wśród województw, które podejmowały takie wyzwania jak my, i które mogą mówić o jakimś sukcesie jest agencja małopolska. W Krakowie mogą pochwalić się porównywalną liczbą spółek, które powstały, a jedna z nich odniosła wyraźny sukces w Polsce. 

BANKRUT TO OSZUST

Czy jest Pan wstanie zdiagnozować przyczynę braku sukcesu na skalę światową lub choćby europejską naszych firm?

Żyjemy w kraju, w którym przed Urzędem Skarbowym trzeba udowodnić niewinność. Niejasność prawa generuje sytuację, w której imperatyw urzędniczy każe dbać im o własne bezpieczeństwo. Jest myślenie, że jeśli nie wiem co robić, to zrobię tak, aby nie zaszkodzić przede wszystkim sobie. To prowadzi do opresji. Mówię o tym, bo na końcu tej mentalności jest stygmatyzacja bankructwa, które przy inwestycjach dużego ryzyka, występują częściej, niż przy innych firmach. W Polsce jeśli ktoś zbankrutuje jest oszustem.

Odwrotnie niż w Stanach Zjednoczonych…

Tam przedsiębiorca upada dwa razy, wyciąga wnioski, dźwiga się i za trzecim razem odnosi sukces. A w Polsce wjazd na majątek, procesy sądowe, skarbówka, ZUS i jeszcze kilka innych rzeczy, bo zbankrutowałeś…

…a do tego na końcu wrak człowieka…

…dokładnie. Do tego procesy, które trwają po 15 lat i nawet jeśli ktoś się zaweźmie i udowodni niewinność, to już nigdy nie zdecyduje się na inwestycje z dużym ryzykiem. Oczywiście generalizuję, bo są przykłady ludzi, którym się udało i odnoszą sukcesy nawet na rynku globalnym, ale tego w rzeczywistości jest mało. 

Jeżeli mamy prywatnego inwestora, który chce włożyć pieniądze w ryzykowny startup, to pierwszą podstawową rzeczą, którą mu się wytknie będzie, to że on generuje dla swojej firmy koszty. Sprawdza się czy przypadkiem nie optymalizuje podatkowo firmy matki. Jak już uda się tę przeszkodę pokonać, to badane są przepływy między tymi firmami, czy przypadkiem nic nie kombinował. Urzędnicy skarbowi nie robią tego dlatego, że są źli, oni to robią dla własnego bezpieczeństwa. Dopóki takiego myślenia nie przełamiemy, to nic w tej materii się nie zmieni. Przedsiębiorcy nie mogą się bać, że zostaną wdeptani w ziemię tylko dlatego, że przegrali, że ich biznes nie powiódł się. 

ZADŁUŻENIE 10-KROTNIE WIĘKSZE

Na koniec naszej rozmowy chciałbym zapytać o kryzys ekonomiczny. Nikt nie wie jak będzie głęboki, czy dojdzie do recesji. Jakie jest Pana zdanie na ten temat? 

Fundamentalne wskaźniki gospodarcze w Polsce będą coraz gorsze. Nie widzę żadnych przesłanek, aby powiedzieć, że w tym roku odbudujemy dynamikę inwestycji. Jednak jeśli firmy zjadają majątek, nie odtwarzają parku maszyn, to nie oznacza jeszcze katastrofy. Potrzeba kilku lat. Nie wiem czy brak inwestycji w 2023 roku doprowadzi do zmniejszenia PKB tak, że będziemy mogli mówić o recesji. 

Druga rzecz to koszt długu publicznego. Nie wiemy jaki naprawdę jest stan finansów publicznych. Ustawa budżetowa stała się atrapą, z której nic nie da się wyczytać. Domniemywam się, na podstawie różnych, rozproszonych danych, że zadłużenie publiczne jest dziesięciokrotnie większe niż próbuje się je opisać w budżecie państwa. Jeśli stan finansów jest taki, jeśli deficyt jest taki, to będzie trzeba go jakoś sfinansować. Są na to dwa sposoby. Można dalej produkować puste pieniądze, ale już towarzysz Edward Gierek i Wojciech Jaruzelski przekonali się czym się to kończy na dłuższą metę. Można także racjonalne postąpić i ten dług finansować obligacjami. Ale nie ma nic za darmo. Koszt obsługi obligacji już w zeszłym roku w Polsce gwałtownie wzrastał. To jednak nie są procesy, które rozłożą gospodarkę w ciągu 12 miesięcy. To musi trwać dłużej, nawet dziesięć lat. Przykładem jest Grecja, która przez jakiś czas tak funkcjonowała, aż w końcu powiedziano sprawdzam i musiała zapłacić.  

Druk pieniędzy generuje inflację, a to powoduje, że koszt kredytu zaciągniętego także wzrasta. Dzisiaj widzimy, co się dzieje w budownictwie. Jeśli kredytowanie w ostatnim półroczu spadło o 70 procent, a liczba pozwoleń na budowę o 40 procent, to widzimy, że kolejne elementy, które mają wpływ na naszą gospodarkę spadają. Jeżeli inflacja nie byłaby istotnym problemem codzienności gospodarczej, to można zapytać po co Leszek Balcerowicz zafundował nam tak morderczy proces naprawczy? Bo był ignorantem? Nie. Efekt tej naprawy odczuliśmy na przełomie wieków, a cudownie zaczęło się dziać jak wstąpiliśmy do Unii Europejskiej. Mówię o tym, aby pokazać w jakiej perspektywie czasowej to wszystko, zarówno dobre i złe, się dzieje. 

Niestety, muszę przyznać, że jestem pesymistą i uważam, że ciężko będzie odwrócić złe tendencje makroekonomiczne w 2023 roku. Nie widzę czynnika, który mógłby to przełamać. Spadek dynamiki inflacji do 12 procent nie pobudzi inwestycji. 

Nie brzmi to wszystko zbyt dobrze…

Jest pewna szansa na złagodzenie. Jeżeli polska polityka poradzi sobie z takimi szkodnikami jak w Solidarnej Polsce i ruszą inwestycje np. infrastrukturalne finansowane przez fundusze unijne m.in. z KPO. 

Rozmawiał Dawid Majakowski, foto archiwum prywatne 

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl