Setki miliony dolarów wydane na luksusowe jachty, nazwiska z pierwszych stron gazet i szum w mediach. W Trójmieście w ostatnich latach obserwujemy stoczniowy renesans w sektorze jachtów premium. O tej wąskiej specjalizacji porozmawialiśmy z Katarzyną Szkaradek, która aranżowała wnętrza między innymi w jachcie Rafaela Nadala. Jeśli kogoś stać na jacht za sto milionów dolarów, to […]
Dawid Ruszewski
2023-03-28
7 minut czytania
Setki miliony dolarów wydane na luksusowe jachty, nazwiska z pierwszych stron gazet i szum w mediach. W Trójmieście w ostatnich latach obserwujemy stoczniowy renesans w sektorze jachtów premium. O tej wąskiej specjalizacji porozmawialiśmy z Katarzyną Szkaradek, która aranżowała wnętrza między innymi w jachcie Rafaela Nadala.
Jeśli kogoś stać na jacht za sto milionów dolarów, to już nie jest zwykłym bogaczem. Jest krezusem.
To prawda, kwoty są niewyobrażalne.
Jak się pracuje przy projekcie, który jest obarczony takimi kwotami?
To zazwyczaj są dość specyficzne zlecenia, w których należy wziąć pod uwagę wiele szczegółów i dostosować wszystko pod konkretne oczekiwania. Klient, który trafia do stoczni produkującej luksusowe jachty, nie jest przypadkowy i wie, że może wiele oczekiwać.Jacht to jednak obiekt zamknięty. Nie wszystko da się w nim zrobić.
Nie ma rzeczy niemożliwych…
Nie ma?
Oczywiście trochę wyolbrzymiam – nie zrobimy z jachtu lotniskowca. Ale w tego rodzaju pracy ciągle przesuwamy granice, by dostosować się do potrzeb klienta. To nie jest tak, że otrzymamy prośbę i powiemy: tak się nie da. Naszym zadaniem jest sprawić, by dało się właśnie tak, jak klient chce.
Jak rozumiem – te życzenia potrafią być specyficzne.
Tak, zdarzają się życzenia wykraczające poza wyobraźnie. Ale to ciekawe i pouczające.
O jakiego rodzaju życzeniach rozmawiamy?
Przykłady mogłabym wymieniać bardzo długo. Ale zdarza się, że klient wybiera model jachtu, który chce zamówić i podkreśla, że w środku musi być koniecznie pokój dla psa. Wtedy zaczyna się moja praca. Sprawdzamy jakiej rasy to pies, ile ma wzrostu, ile waży, ale też – ile rodzajów karmy korzysta. Te informacje są niezbędne, żeby zaprojektować na przykład szafkę, z której będzie można wysunąć szufladę z miskami. Szuflada musi być odpowiednio duża, żeby pomieścić liczbę misek, szafka wystarczająco wysoka, by pies mógł wygodnie z niej jeść. To jeden mebel. Pozostają jeszcze posłanie, miejsce na zabawę…
A to tylko jedno małe pomieszczenie. Domyślam się, że w skali całego jachtu jest wiele elementów, które klientowi ostatecznie się nie spodobają. Bywają niezadowoleni?
Nie. Takiej opcji nie ma. Zdarzają się uwagi na etapie projektowania, ale wtedy robimy wszystko, by stworzyć projekt maksymalnie odpowiadający na potrzebę klienta. Nie ma możliwości, by był niezadowolony z ostatecznego efektu.
Trudno być niezadowolonym odbierając jacht za blisko pół miliarda złotych.
To prawda.
Na czym dokładnie polega aranżacja wnętrz jachtów?
Wiele osób myli to z klasycznym projektowaniem wnętrz. To jednak w dużej mierze analiza jachtu i możliwości jej dostosowania. Dostaję informację, jak będzie wyglądała zewnętrzna część – cały kadłub. Moim zadaniem jest sprawienie, żeby w środku układ grodzi, pomieszczeń jak najlepiej ze sobą współgrał. W którym miejscu powinna być sauna, w której sypialnia, a gdzie siłownia czy wspomniany wcześniej pokój dla psa. I oczywiście, by każde z tych pomieszczeń wypełniało swoją rolę.
I klient życzy, żeby np. wszystkie pomieszczenia były owalne?
Rzadziej to są uwagi co do kształtu pomieszczeń, a raczej do ich zawartości.
Jakie życzenie najbardziej zapadło Ci w pamięć?
To chyba meteoryt…
Meteoryt?
Tak, jeden klient chciał, by cała ściana stworzona była z meteorytu. A że nie ma zadań niemożliwych…
…zrobiliście to, oczywiście.
Oczywiście.
Od jakiegoś czasu mieszkasz i pracujesz w Holandii. Dlaczego emigrowałaś?
Dla rozwoju, pieniędzy, warunków pracy. Nie ma tu oryginalnej historii. Na zachodzie pracodawcy zupełnie inaczej podchodzą do pracowników.
Czy to znaczy, że w Polsce jest źle?
Nie, ale jednak wyraźnie inaczej. W Polsce rzadko spotykamy się z kierownikami, którzy aż tak bardzo dbają, by pracownik miał dużo czasu na odpoczynek, by zachowywał świeżą głowę. Pod tym względem kultura pracy jest zupełnie inna. Widocznie bardziej stawia się również na jakość, nie czas. W Polsce często trzeba było gonić terminy.
Wyjazdy za granicę Twoich kolegów z branży to widoczny trend?
Nie jest to jeszcze masowe. Przez pierwsze kilka lat ludzie chętnie rozwijają się w polskich stoczniach, uczą się od bardziej doświadczonych. Ale po jakimś czasie, kiedy już sprawdzą się w praktyce, pojawiają się opcje wyjazdu. Wtedy trudno z takiej możliwości zrezygnować. Choćby ze względów finansowych.
Stocznia zawsze kojarzy się z bardzo męskim miejscem pracy.
I tak do dzisiaj jest, choć na przestrzeni lat można obserwować zmianę w nastawieniu. Już kiedy byłam na studiach, proporcje pomiędzy mężczyznami a kobietami były niemal identyczne. Ale wciąż po dołączeniu do pracy lądujemy w całkowicie zdecydowanie męskim świecie.
Również w tym zakresie w Holandii dostrzegasz różnice kulturowe?
Tak, ale tym razem na korzyść Polski. Obserwując jak wygląda to w różnych firmach, mogę powiedzieć, że inżynierek pracujących w okrętownictwie niemal w ogóle tam nie ma. Co więcej, widok kobiety w stoczni nadal budzi tam niemałe zdziwienie. No może poza działami administracji, HR czy marketingu. W Polsce poznałam więcej kobiet w zawodzie.
Jak trafiłaś w ogóle do tego męskiego świata? Aranżacja wnętrz jachtów nie jest klasycznym marzeniem dziecka w przedszkolu.
Jak wiele osób, na etapie szkoły średniej zastanawiałam się jak najlepiej wykorzystać te umiejętności, w których czuję się dobra. W moim przypadku było to rysowanie. A tej umiejętności nie da się wykorzystywać w bardzo wielu dziedzinach. Musiałam tylko wybrać, czy decyduję się na statki, czy bardziej klasycznie – mieszkania.
Mogłaś jeszcze zostać artystką.
Takiej możliwości nie rozważałam. Nie ukrywam, że stabilność zatrudnienia daje mi komfort, z którego nie spieszę się rezygnować.
I wybrałaś jachty.
Tak, bliskość morza nadała ten kierunek.
Do czego jeszcze możesz dążyć w tym zawodzie? Pracowałaś przy jachtach dla największych idoli na świecie.
Samo to nigdy nie było celem. Bardziej myślałam o wykonywaniu pracy, a nie dla kogo to robię. Zależy mi na rozwoju umiejętności. W Polsce skupiałam się na pracy przy luksusowych jachtach, ale w Holandii zajmuję się również militarnymi jednostkami. To wymaga jeszcze innej perspektywy i elastyczności w podejściu, a to z kolei pozwala dalej się rozwijać.
Ale co znajduje się krok dalej? Wycieczkowce?
To również ciekawy rodzaj pracy, jeszcze bardziej wymagający umiejętności pracy w zespole. W tej branży jest dużo przestrzeni do zmian. Wiele osób w pewnym momencie zakłada własną firmę i skupia się na jednym ulubionym kierunku. Ja na ten moment chcę sprawdzić różne segmenty. Myślę o zdobyciu umiejętności projektowania kadłubów. Wtedy będę mogła jeszcze lepiej korzystać z własnych zdolności.
Wrócisz kiedyś do polskiej stoczni?
Dziś bardzo trudno wyobrazić sobie taki scenariusz. Zagranica oferuje trochę większe możliwości. Ale niczego nie wykluczam!
Wybitny tenisista Rafael Nadal i Francis Lapp, prezes i założyciel stoczni Sunreef Yachts po przekazaniu łodzi na Majorce.