O rozwoju osobistym, o niewygodach związanych z opuszczeniem strefy komfortu oraz o wyznaczaniu celów Tomasz Podsiadły rozmawia z Pauliną Próchnicką, coachem, przedsiębiorcą, prawnikiem, praktykiem potencjału osobistego, kitesurferką i podróżniczką. Chciałem zacząć rozmowę od moich problemów finansowych z przed kilku lat. Ty byłaś osobą, która wtedy mi pomogła. Pokazałaś drogę kompletnej zmiany życia, nawyków, zerwania z […]
Dawid Ruszewski
2023-04-04
6 minut czytania
O rozwoju osobistym, o niewygodach związanych z opuszczeniem strefy komfortu oraz o wyznaczaniu celów Tomasz Podsiadły rozmawia z Pauliną Próchnicką, coachem, przedsiębiorcą, prawnikiem, praktykiem potencjału osobistego, kitesurferką i podróżniczką.
Chciałem zacząć rozmowę od moich problemów finansowych z przed kilku lat. Ty byłaś osobą, która wtedy mi pomogła. Pokazałaś drogę kompletnej zmiany życia, nawyków, zerwania z przyzwyczajeniami zaczerpniętymi jeszcze z domu rodzinnego. Zaprosiłem Cię do tego wywiadu dlatego, że może w tej naszej rozmowie wskażemy drogę komuś, kto tak jak ja wtedy z czymś sobie nie radzi.
To co mówisz daję niesamowitą satysfakcję oraz energię do dalszej pracy. Pamiętaj jednak o tym, że ważne jest to, aby druga strona chciała zmiany. Ty byłeś gotowy i się udało. Każdy kto chciałby takiego przeobrażenia musi się liczyć z tym, że bez pełnej gotowości na „trzęsienie ziemi” w jego życiu zmiany nie zaistnieją. Musi być gotowym na zmianę przekonań, myślenia, a czasami wręcz zaprzeczenia wszystkiemu w co do tej pory się wierzyło. Jest to szalenie trudne. To podstawa, aby zacząć.
Z jednej strony pomagasz, a z drugiej zarabiasz na tym. Jak łączysz chęć pomocy, która z założenia jest charytatywna z zarobkowaniem?
Wiem, to dzisiaj po latach rozwoju, że między ludźmi musi następować wymiana energii. Jeśli ja tobie coś daje, to zawsze musi być też przepływ w drugą stronę. I to nie zawsze ekwiwalentny. Ważne aby zaistniał. Ludzie nie szanują rzeczy darmowych. Jak zaczynałam i prowadziłam pierwsze sesje ucząc się to czasami wynagrodzeniem była symboliczna tabliczka czekolady. Właśnie po to, aby zaistniał przepływ energii w obie strony.
Długą drogę przeszłaś. Poznaliśmy się kiedy byłaś świeżo po rzuceniu etatu i otwarciu małego biznesu. Salonu piękności. Zaczęłaś zarabiać dobre pieniądze i zamiast zostać w tamtym wygodnym miejscu wielokrotnie przeskakiwałaś samą siebie, aby iść dalej.
Kierowałam się tym, co mi życie przynosiło. A życie potrafi dać niełatwe lekcje w postaci choroby czy trudnych relacji. Obserwowałam i obserwuję te drogowskazy i podążam za nimi. Zmieniam się, zmieniam moje życie, aby dostosować się do nowych sytuacji. Tu znowu mowa o wychodzeniu ze strefy komfortu. Ale bez tego naprawdę nic dobrego się nie zadzieje. Czułam na tamtym etapie, że doszłam do ściany. Dlatego rozpoczęłam zakładanie kolejnych biznesów, w każdym z nich korzystając z kompetencji wcześniej nabytych – Agencje wspierającą biznesy międzynarodowe. Poszłam za głosem serca, zrobiłam kurs rentierski, gdyż kocham nieruchomości, następne studia coachingowe na SWPS, gdyż wcześniej na swoich sesjach odkryłam przepiękne narzędzia polegające na pracy z potencjałem drugiego człowieka. Nawet jak o tym mówię, mam gęsią skórkę, to naprawdę fascynujące. Teraz z kolei pozyskałam papiery terapeuty pracującej w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach. Szukam pozytywów, szklankę widzę do połowy pełną, skupiam się na tym co jest dobre w człowieku. Daje to znakomite rezultaty. Czas odejść od szkoły wschodnio europejskiej opartej na systemie kar i straszaków. Dopiero kiedy zauważymy skrzydła w drugim człowieku, tylko wtedy on może je szeroko rozwinąć. Wiara w drugiego człowieka pozwala przenosić góry. Kocham to co robię i to, że po sesjach ze mną życie ludzi zmienia się na lepsze.
Jesteś też prawnikiem?
Tak, ale świadomie dwa lata temu odrzuciłam tę ścieżkę życiową, gdyż bycie cały czas w energii sporu, walki z drugą osobą jest nie dla mnie. Wolę pracę z potencjałem człowieka.
Jaką masz radę na tym etapie życia dla tych, którym nie idzie, ale chcą wyjść z impasu?
Przede wszystkim należy pamiętać, że czeka ich proces. To nie będzie jednorazowe działanie. To jak ze wspinaczką górską. Czasem jest trudno, czasem łatwiej, niekiedy walczysz z wiatrem i deszczem, a poźniej masz chwilę odpoczynku na pięknej słonecznej polanie, aż w końcu dostajesz się na szczyt, z którego widać całą przebytą drogę. Ważne, aby mieć cierpliwość ją przejść. Pogodzić się z tym, że będzie różnie i ostatecznie skupić się tylko na celu, do którego dążysz.
To jaki powinien być pierwszy krok?
Szczera chęć. Jeśli nie masz pieniędzy na szkolenia czy kursy dzisiaj w internecie jest mnóstwo darmowych materiałów. Jeśli nie stać cię na książkę to ją wypożycz. Ale chciej i zacznij działać.
Zapytam o zdjęcie, które wysłałaś jako ilustrację tej rozmowy. Nie ukrywam, że spodziewałem się innej fotografii. Biznesowej, klasycznej z dłońmi na przysłowiową piramidkę.
Pływam na kitesurfingu od 13 lat. Ten sport według mnie odzwierciedla rozwój osobisty. Ta przygoda jest jak rozwój osobisty. Trzeba się nauczyć pewnych rzeczy. Najpierw rozwijać, później przypinać te linki, później oswoić się z wiatrem, potem z wodą. Następnie należy to wszystko połączyć. Jest to czasochłonne, wymaga konsekwencji i pokory. I tak jak w życiu nie raz kite mnie pociągnął tak, że było trudno. Nie raz miałam dosyć. Powiedziałam, że to nie dla mnie. Ale wracałam i walczyłam. W tym sporcie czasami trzeba odpuścić „bar”.
Co to znaczy?
Odpuścić moc. Czasami trzeba jej dodać. Nigdy nie wiesz, czy jak wyskoczysz to miękko wylądujesz. Czy pozwoli ci technika, czy wiatr nie pokrzyżuje planów. Ale próbujesz i z biegiem czasu dochodzisz do doskonałości. Jest takie zdanie, które pięknie opisuje kitesurfing i rozwój osobisty: „wszystko było trudne zanim stało się łatwe”.
I niech to będzie pointą tej rozmowy.
Autor: Tomasz Podsiadły: Aktor, reżyser, edukator, animator kultury, wielokrotnie nagradzany za reżyserię. Sprawdzony i znakomity konferansjer! Człowiek, który nie boi się także pytać i szukać odpowiedzi.