Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Lifestyle
O nogi trzeba dbać jak o serce

W dzisiejszych czasach, trzeba o wiele więcej niż świecy, by znaleźć dobrego szewca. Rzemieślnika, który potrafi naprawić prawie każdego buta. W niepozornych barakach za sklepem, na gdańskiej Żabiance urzędują panowie: Zygmunt Wol, właściciel zakładu i Jarek Sztorc. Pracujący w zawodzie już kilkadziesiąt lat. Za porządnie wykonaną robotę wołają zaledwie kilkanaście złotych. Jak Panowie trafili do […]

Dawid Ruszewski
2023-04-27
10 minut czytania

W dzisiejszych czasach, trzeba o wiele więcej niż świecy, by znaleźć dobrego szewca. Rzemieślnika, który potrafi naprawić prawie każdego buta. W niepozornych barakach za sklepem, na gdańskiej Żabiance urzędują panowie: Zygmunt Wol, właściciel zakładu i Jarek Sztorc. Pracujący w zawodzie już kilkadziesiąt lat. Za porządnie wykonaną robotę wołają zaledwie kilkanaście złotych.

Jak Panowie trafili do zawodu szewca? Rodzinna tradycja czy własna inicjatywa?

Z: Ja tak sam z siebie, a raczej dlatego, że dwóch kolegów szło (do zawodówki). Mieszkaliśmy w tej samej dzielnicy, oni mnie namówili, poszedłem i tak już zostało.

J: Ja musiałem iść, bo miałem krzywy kręgosłup i nie chcieli mnie nigdzie indziej przyjąć.

A gdzie Pan chciał wcześniej pracować?

J: W tamtych czasach, w latach osiemdziesiątych (XX wieku – dop. red.), wszyscy w stoczni chcieli pracować i ja tak samo. Ale przez to, że miałem lekkie skrzywienie kręgosłupa, stwierdzili, że się nie nadaję. Dlatego poszedłem do Gdyni, tam była taka specjalna… no jak to się teraz mówi… taki jakby lekarz, który stwierdzał do czego się człowiek może przydać, za komuny tak robili. Okazało się, że najbardziej odpowiednia jest dla mnie praca siedząca, no to stwierdziłem, że idę na szewca.

Kto założył ten zakład i jak to wyglądało?

Z: Ja to prowadzę. Ze spółdzielni mieszkaniowej Żabianki dostałem, w dzierżawę. No i tak zostało.

Czy próbowaliście Panowie przekazać zawód dzieciom? Zaszczepić go?

Z: Ja starałem się syna do tego przekonać, on tu ze mną robił chyba z pięć lat. No i tak próbowałem, próbowałem, ale zrezygnował, bo spadek roboty coraz większy, a mu chodziło o zarobki po prostu. Dlatego poszedł na budowę i w tej chwili tam pracuje.

J: A kto by tu chciał? To jest praca od 11 do 19. Który młody człowiek by się na to zdecydował? Nie ma żadnego życia prywatnego, to znaczy, jego życie by się zaczynało dopiero o 21. Zanim by dojechał, przebrał się… Wiadomo, że w tych ciuchach, co był w pracy, nie będzie szedł do ludzi; musi się wykąpać, odświeżyć. To dopiero o 21.30 byłby gotowy na wyjście. Ja to jeszcze jakoś robiłem, starałem się łączyć te dwie rzeczy w latach 80-tych. Ale wracałem o czwartej rano do domu, a na jedenastą musiałem być w pracy. Trzeba mieć bardzo silną głowę (śmiech), szczerze mówiąc. A młodzież jej teraz nie ma, rozpieszczeni strasznie.

 Co jest ważne w pracy szewca? Na co trzeba zwracać szczególną uwagę?

J: Ciężkie pytanie, szczerze mówiąc.

Konkretne 🙂

J: No tak, ale… tu chodzi o to, że ten zawód trzeba lubić, inaczej się człowiek nie nadaje. Trzeba robić tak, żeby jak najlepiej wykonać pracę, elegancko, jakby obuwie z fabryki wychodziło. Nie mogę popełnić błędu, bo wtedy klient mi towaru nie odbierze. Jak coś zepsuję, to ja odpowiadam za te buty i jeszcze będę musiał za nie zapłacić z własnej kieszeni. To po pierwsze. A po drugie… no to trzeba lubić (śmiech). Naprawdę. Jakbym tego nie lubił to by było beznadziejne, żebym ja tu przychodził.

I to wszystko by było takie byle jakie?

J: No bo do pracy trzeba chodzić z przyjemnością. Naprawdę. Bo tak to nie ma sensu. Bo jak się idzie tylko, żeby zarobić pieniądze… Jakby mi ktoś płacił za godzinę, to mogę przychodzić, ale ja pracuję w akordzie. Nigdy na godziny nie pracowałem. Ile zrobię, tyle mam. Proste.

Czy byli u Panów kiedyś jacyś uczniowie?

J: Ja nie pamiętam. Zyguś, pamiętasz, czy tu jakiś uczeń był, ze spółdzielni albo coś?

Z: Nie, nie, nie było.

J: Nie ma uczniów. W ’91 roku Mazowiecki z Balcerowiczem znieśli spółdzielnię. Wszystkie je zniszczyli. Mówili, że to komunistyczny objaw starości. Ale to były jedyne szkoły, które uczyły szewców, kaletników, rybaków i takich innych. To wszystko zlikwidowali, a potem powstały gimnazja. Nie wiem po co. Następny idiotyzm, ale to już inna sprawa. Chcieli odbudować klasę średnią. I co teraz ta klasa średnia robi? Czy naprawi buty? Ci co umieją naprawiać buty, szyć torebki, futra, siodła, gdzie oni są? Gdzie są kowale?

Już coraz mniej.

J: Nie to że coraz mniej, nie ma. Teraz w całej Polsce kowali jest dziesięciu może. Ale takich kowali, co zrobią wszystko. Nie tam, że płot wykuje, on miecz musi zrobić. Wszystko co jest z metalem związane. Nie to co tacy szewcy, jeden smaruje, drugi przykleja. Trzeba robić wszystko co się da. Czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał.

Z: No szkoda, szkoda, że ten zawód szewca wymiera. Przez to, że szkół zawodowych nie ma. Może jakby były, to część młodzieży, tych chłopaków by poszła w tym kierunku. A jak nie ma to… Ale kiedyś można było zarobić, roboty ile się chciało.

A tak mniej więcej szacując, ile razy więcej Panowie zarabiali za komuny w porównaniu do teraz?

J: 100%, nawet nie, 200% mniej teraz zarabiamy.
Z: Nie ma porównania, aż ciężko powiedzieć. Kiedyś na każdym zakładzie był jeden kierownik i on miał co najmniej dwóch, trzech ludzi. Tu, na Żabiance były kiedyś trzy zakłady. Na Wejhera, na Czyżewskiego i na…

J: Ja Pani powiem szczerze. Teraz przyjeżdżamy na godzinę jedenastą, kiedyś stawialiśmy się na godzinę szóstą i robiliśmy do dwudziestej drugiej. Miliony ton butów się przerzucało. A teraz przeważnie wszystko na bieżąco.

Czyli za komuny było lepiej?

J: Było lepiej. A wie Pani dlaczego? Już Pani powiem szczerze. Po pierwsze, może nie było towarów w sklepach, ale człowiek miał pieniądze. A teraz towary są, ale nie ma pieniędzy. Przedtem się żyło, człowieka na wszystko było stać. A teraz, nie można powiedzieć, że umieramy, ale to nie o to chodzi. Jak ktoś jest oszczędny czy obrotny, to zawsze sobie poradzi. No, ale sto razy lepiej mi się żyło za komuny.

Z: Ta sama sytuacja.

J: Niech Pani zobaczy, teraz piję piwo. A kiedyś na dwa palce wódę piłem ze szklanki. No to jaka jest różnica? A za dwadzieścia lat, to nie wiem czy na oranżadę mnie będzie stać (śmiech). Taka prawda.

Czy mogliby Panowie nazwać to sztuką? Robienie butów.

J: Wie Pani co, ja Pani powiem jedno… Ja zamki naprawiam, torebki. Wie Pani kiedy ja nową parę butów zrobiłem? W 1987 roku ostatni raz, jak egzamin miałem.

To znaczy, że od tamtego momentu nie robił Pan butów w ogóle?

J: Ale kiedy?

No teraz to nie, wiadomo.

J: Ale przedtem było tyle obuwia do naprawy, że trzeba było się tym zajmować. Ludzie… no myśmy nie mieli czasu robić butów.

No właśnie, a ile to trwa?

J: Tydzień czasu trzeba liczyć, ale nie tak siedzenia bez przerwy. Niby można cały czas robić, ale to nie chodzi o to, żeby sprzedać bubel, ale żeby one 20 lat wytrzymały. Najpierw się na kopyta naciąga buciki, smaruje, nawija i one muszą z dwie czy cztery godziny odpocząć. Naciąga się je ponownie i na cały dzień pozostawia. Teraz się kupuje buty za 500 zł, a to są największe śmieci jakie istnieją. O, tak jak Pani buty. Myśli Pani, że są szyte?

A nawet nie wiem…

J: Widzi Pani tam? To są martensy, oryginały. Szyte. Na wzór sobie zostawiłem, prawdziwe martensy z Anglii. To co Pani ma, to są tak zwane ściegi ozdobne. A płaci Pani tyle samo co za tamte, bo jakiś znaczek walną czy blaszkę przykleją. Dlatego mówię, nowych butów się nie opłaca robić, bo kto za nie zapłaci. Może dwie czy trzy osoby, a ja w ten sposób to bym zbankrutował. A teraz niech szef moje słowa potwierdzi lub zaprzeczy (śmiech).

Z: Potwierdzam, potwierdzam.

J: Nie ma co kłamać.

Z: Taka jest prawda.

Co Pana najbardziej satysfakcjonuje w tej pracy? Co sprawia największą radość?

J: Ktoś przyniesie coś, co chodzi po całym Trójmieście czy z Polski przyjeżdżają i nikt nie chce naprawić. Szef pyta, zrobimy to? Zrobimy. Jak nam się uda i klient jest bardzo zadowolony, to jest satysfakcja. Nikt nie chciał tego w Polsce zrobić, a nam się udało. Mówię, czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie umie. Chyba że komuś się nie chce, no to niestety. Jeszcze raz, ten zawód to trzeba…

Lubić?

J: A jak klient przyjdzie i mówi „Jest Pan magikiem”. Żaden ze mnie magik, po prostu umiem zrobić.

Myślę, że szczególnie w dzisiejszych czasach jest to imponujące, że potrafi się zrobić coś własnoręcznie.

J: Ale kto to docenia? Ten klient tylko doceni albo i my, ale nikt więcej. Mówią, że szewcy to pijacy, alkoholicy i tylko przeklinają.

Naprawdę? Jest taki stereotyp? Bo ja nie słyszałam nigdy.

J: Klnie jak szewc, pluje jak szewc. Jeżeli takie coś jest, to ludzie tak mówią. Z: Może teraz nie, ale kiedyś tak mówili.

Co Panowie myślą o współczesności, o tym, że zawód szewca wymiera?

J: Ja Pani powiem szczerze. Mam 50 lat i nikt się do mnie nie zgłosi, żebym go czegoś nauczył, a bardzo dużo umiem. Nic dziwnego, że ten zawód zanika. Ludzie mają buty, które niszczą stopy. Myślą sobie tak: trampki są teraz w modzie, to sobie kupią. To było obuwie dla biednych w latach 80-tych. A teraz wszyscy chodzą w trampkach. Stają się biedni w tym momencie. Nogi się pocą, potem są haluksy, jakieś ostrogi, guzy na nogach i to wszystko od nieodpowiedniego obuwia. Jeszcze raz mówię, chodzić w skórze… O nogi trzeba dbać jak o serce. Bo jak nogi zaczną nawalać to co Pani zrobi? Ja na stopach nie mam żadnego syfa, chodzę w skórze, bo ona oddycha. A nie materiał albo skóra ekologiczna, czyli skaja (śmiech). Bo jak ktoś za młodu o nogi nie zadba to przy 40-tce nie będzie normalnie chodził.

Co mają Panowie do przekazania młodym ludziom?

Z: Ja na przykład nic, niech oni robią swoje, własną drogą niech idą, co uważają. Żeby zawsze było dla nich lepiej. O w ten sposób.

J: (śmiech) Dla mnie młodzież to jest beznadziejna. Pani powiem szczerze, dużo znam młodzieży, jak się zapytam, czy by chciał… Ale co to jest w ogóle i po co? Przecież jemu matka da, on nie musi pracować. A zresztą ma lewą słabszą, a na prawą nie może. No i jak ja mam z takimi ludźmi rozmawiać? Tych co znam, to albo ę ą, trzy języki, angielski, niemiecki, francuski i gdzie on tam do szewca. Przecież on nie po to maturę zdawał, żeby na szewca iść. Albo klasa średnia albo debile. W Polsce innych nie ma. Dopóki się to nie zmieni to ja nie wiem, za mojego życia, to buty chyba będą komputery robić (śmiech). Tyle będzie widać tego szewstwa.

Rozmawiała Maja Dybuk

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl