Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Motoryzacja
Przed Zielonym Ładem nie ma ucieczki. Nawet samochodem

Od 2035 roku nie kupimy samochodów spalinowych na terenie Unii Europejskiej. Wiele osób podkreśla, że zapadł wyrok – koniec z szerokim dostępem do nowych aut. Co więcej, mówi się coraz głośniej o tym, że do 2050 roku z dróg mają zniknąć wszystkie auta “tradycyjne”. Co to oznacza dla ludzi, a co dla branży? Na ten […]

Dawid Ruszewski
2023-06-06
5 minut czytania

Od 2035 roku nie kupimy samochodów spalinowych na terenie Unii Europejskiej. Wiele osób podkreśla, że zapadł wyrok – koniec z szerokim dostępem do nowych aut. Co więcej, mówi się coraz głośniej o tym, że do 2050 roku z dróg mają zniknąć wszystkie auta “tradycyjne”. Co to oznacza dla ludzi, a co dla branży?

Na ten moment branża motoryzacyjna jeszcze specjalnie nie chce komentować  – a przynajmniej nie robi tego oficjalnie – decyzji Unii Europejskiej, ale widać, że spowodowała ona trochę niepokoju. Oczywiście, wiele marek zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłością motoryzacji jest elektryczność, ale wciąż zaledwie niewielki procent rynku sukcesywnie rozwija elektromobilność w fabrykach. To też nie jest tak, że powiedziano, że zakazuje się sprzedaży aut spalinowych. To po prostu dobrze brzmi w mediach – budzi zainteresowanie i emocje. Ale jak to!? Diesli nie będzie!? Będą, jeszcze chwilę, na rynku aut używanych. Potem jednak znikną. Nie oznacza to jednak, że tradycyjne silniki znikną – paliwa zostaną, ale inne, niż znamy teraz.

Ambitniejsi producenci

No dobrze, co to wszystko oznacza w praktyce? To proste – nowe samochody, czyli te, które będą produkowane od 2035 roku, nie będą produkowane z silnikami spalinowymi. Tyle. Należy jednak pamiętać, że będziemy mieli do dyspozycji nie tylko elektryki. W końcu producenci będą zmuszeni, aby sięgnąć po wodór. 2035 rok jest oczywiście rokiem granicznym. Trzeba zacząć przyzwyczajać się do tego, że niektóre marki już wcześniej zaczną produkować auta zeroemisyjne. Jaguar określił się, że zrobi to do 2025 roku, Alfa Romeo do 2027, Bentley, Volvo, Mini, Mercedes i Lexus do 2030, a Audi do 2033. Zielony Ład, flagowy projekt Unii Europejskiej, to coś, przed czym nie ma ucieczki – Wspólnota będzie dążyć do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. Musimy się z tym pogodzić.

Syntetyczne paliwa 

Ci, którzy nie chcą iść w elektromobilność, mają możliwość wykorzystania paliw syntetycznych. To oznacza, że silnik – w swojej klasycznej formie – nie zniknie. I, mimo że od lat mówi się chociażby o wykorzystaniu wodoru, to jednak wciąż nie będzie on na równi z prądem. Ale to też wynika z faktu, że paliwa syntetyczne wciąż są emisyjne. Tylko trochę, ale wciąż – zeroemisyjność ma się w tym przypadku zawierać w procesie wytwarzania takiego paliwa. 

Problemy wodoru

Sam wodór, mimo tego, że są jego ogromne zasoby, nie jest postrzegany jako zbawca motoryzacji. Przede wszystkim przez lata nikt nie wykorzystał tego potencjału – na rynku mamy tak naprawdę tylko Toyotę Mirai napędzaną takim paliwem – a poza tym nie ma całej infrastruktury. W całej Europie liczba stacji, która daje możliwość tankowania wodorem, jest naprawdę mikroskopijna w porównaniu do paliw konwencjonalnych. Na razie nic na to nie wskazuje. Do wprowadzenia zakazu wprawdzie jeszcze sporo czasu, ale póki co. nie mamy jeszcze nawet zalążków infrastruktury, a i żaden producent nie przebił się z tym pomysłem do na większą skalę. Ba, niektórzy po latach eksperymentów całkowicie się z idei takiego źródła napędu wycofali.

Pytania bez odpowiedzi

Zapytani przedstawiciele popularnych w Polsce marek, nabierają wody w usta i nie chcą przedstawiać oficjalnych komunikatów, ponieważ – i to nic dziwnego – jeszcze ich nie skonstruowały. Bo jak powiedzieć w narodzie, dla którego 1.9 tdi jest motoryzacyjną świętością, że za niedługo nie pojeździ nawet 1.0 mpi? Podobnie sytuacja wygląda z popularnymi hybrydami – również znikną z rynku i może się okazać, żeby były wyłącznie przejściowym rozwiązaniem, które miało zacząć przygotowywać konsumentów na tak drastyczne zmiany. Ten brak odpowiedzi ze strony marek nawet nie jest spowodowany tym, że nie mają planu. Bo mają – od lat mówiło się o tym, że wszystko zmierza w kierunku elektromobilności. Marki muszą teraz pomyśleć, jak sprawić, aby elektryki były dostępne dla szerokiego grona klientów. Dziś, nawet mimo rządowych dopłat, to wciąż absurdalnie drogie pojazdy. Nic więc dziwnego, że jeśli ktoś ma budżet w granicy 150-200 tys. zł, wybierze dziś auto zbliżone do segmentu premium, niż “budżetowego” elektryka. Jeśli to się nie zmieni, po 2035 roku będziemy oglądali sukcesywny spadek liczby aut na ulicach.

Ładowarki co 60 km  

W salonach nie zobaczymy już modeli napędzanych jednostkami na benzynę, olej napędowy, gaz, ani żadnego rodzaju hybryd. W zamian otrzymamy paletę silników elektrycznych, aut wykorzystujących ogniwa paliwowe, paliwa syntetyczne czy wodór. Być może na rynku pojawią się jakiegoś rodzaju nowe hybrydy, ale na razie za wcześnie, aby o nich mówić. Wydaje się, że niedaleką przyszłość zmonopolizują jednak auta w pełni elektryczne. Teraz przed producentami nie lada wyzwanie – zwiększenie zasięgu takich jednostek, aby nie były jedynie miejskimi wózkami na zakupy, a faktyczną opcją podróżowania. Przede wszystkim jednak konieczna jest poprawa infrastruktury, czyli przede wszystkim dostęp do stacji ładujących. Według planów do 2026 roku na drogach sieci TEN-T, ma się pojawić naprawdę gęsta sieć ładowarek – co co najmniej 60km, a wodór można by było tankować co 200 km.

Ci, którzy obawiają się tego, co wydarzy się za ponad dziesięć lat, na razie powinni spać spokojnie. Biorąc pod uwagę zapowiedź pełnej neutralności do 2050 roku – która możliwe, że się będzie przesuwać – do tego będzie można spokojnie kupować auta, które znamy od lat. Co więcej, zakaz silników spalinowych dotyczyć będzie wyłącznie aut nowych, czyli po 2035 wciąż kupimy “normalny” samochód. Zatem nie ma co martwić się na zapas. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Patryk Gochniewski 

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl