Od urodzenia mieszkająca w Wejherowie muzyczna artystka realizuje kilka projektów muzycznych. Anna Rocławska – Musiałczyk – kompozytorka, pianistka, członkini Art’n’Voices Vocal Ensemble ma na koncie sporo osiągnięć, a niedawno wygrała Międzynarodowy Konkurs Kompozytorski Emerging Composers 2024.
Redakcja
2025-03-04
9 minut czytania
Od urodzenia mieszkająca w Wejherowie muzyczna artystka realizuje kilka projektów muzycznych. Anna Rocławska – Musiałczyk – kompozytorka, pianistka, członkini Art’n’Voices Vocal Ensemble ma na koncie sporo osiągnięć, a niedawno wygrała Międzynarodowy Konkurs Kompozytorski Emerging Composers 2024.
Jaki był dla Pani poprzedni rok pod względem osiągnięć artystycznych?
Był intensywny, ale moje życie takie było od zawsze było od zawsze pod kątem zawodowym, więc cieszę się, że to, co robię zostaje uznane. Przede wszystkim widzę to uznanie w publiczności i reakcjach podczas koncertów. Cieszę się, że ludzie przychodzą na koncerty, na których brzmi moja muzyka lub na koncerty, na których sama występuję jako pianistka czy wokalistka z Art’n’Voices. To dla nas artystów najważniejsze. To, co tworzę, robię z myślą o ludziach, o odbiorcy. Nie chcę pisać do szuflady lub dla wąskiego grona słuchaczy, który patrzą na muzykę wyłącznie przez pryzmat naukowy. Dla mnie to za mało. Chcę dostarczać ludziom emocji podczas koncertów.
Ma Pani w dotychczasowym dorobku wiele nagród za działalność artystyczną. Które z wyróżnień lub dokonań, by Pani wyróżniła z kariery muzycznej?
Zdecydowanie Nagroda Fryderyk 2021 w dziedzinie muzyki poważnej, w kategorii Album Roku Muzyka Współczesna, którą uzyskaliśmy wspólnie z Art’n’Voices. Cieszę się, że w dobie tak szeroko nagrywanej i dostępnej muzyce płytowej to właśnie nasz krążek „Midnight Stories” Contemporary Music of Polish Composers został wyróżniony tą statuetką.
Z jednej strony mówimy o sukcesach i nagrodach, ale zazwyczaj są też tego cienie. Z jakimi wyrzeczeniami musi się Pani zmagać, realizując się muzycznie?
Bycie artystą – muzykiem to nie tylko zawód tzw. od – do. Ta praca trwa właściwie cały czas, bo żeby mogła zaowocować powinna być życiową pasją. U mnie tak jest. Właściwie nie ma godziny, żebym nie myślała o muzyce i kompozycji. Dni przepełnione są nie tylko próbami do koncertów oraz projektów, ale także pracą pedagogiczną. Brakuje czasu wolnego na realizację być może innych zainteresowań. Muzyka pochłania większość mojego czasu.
fot. Karol Makurat
Często występuje Pani też za granicami Polski. Jakie kraje do tej pory udało się odwiedzić przy okazji występów?
Koncertuję głównie z Zespołem Wokalnym Art’n’Voices. Mamy za sobą kilka tras koncertowych oraz konkursów zagranicznych m.in. we Włoszech, we Francji, na Sardynii, w Hiszpanii, Litwie czy właśnie ostatnio w Niemczech. Natomiast śmieję się, że moja muzyka wykonywana jest w wielu krajach i „ona” ma to szczęście być tam, gdzie mi osobiście nie udaje się jeszcze pojechać. Cieszę się, że mogła nawiedzić także inne kontynenty.
Ma Pani za sobą wiele koncertów i wystąpień. Czy któryś z nich szczególnie zapadł w pamięci?
Było ich dość sporo, więc trudno przywołać jakiś szczególny moment. Każdy koncert, nawet niewielki, traktuję jako coś wyjątkowego. To w końcu spotkanie z publicznością, dla której tak naprawdę działam przez całe życie, poprzez muzykę. Pamiętam koncerty pandemiczne, który wykonywałam sama, czy z zespołami bez udziału publiczności. To było dziwne uczucie. Te koncerty nie były takie żywe, czuło się pustkę na scenie. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli powtarzać już tego etapu.
Pani inspiracją jest m.in.: muzyka ludowa, w szczególności kaszubska. Skąd akurat taki kierunek?
Od urodzenia mieszkam w Wejherowie, więc kultura kaszubska jest mi bliska. Choć nie znam języka kaszubskiego, bo nie miał mi kto go przekazać, to czuję powinność, że mieszkając tutaj i tworząc, nie powinnam być obojętna na tę kulturę. Cieszę się, że moje utwory chóralne, bo to głównie one inspirowane są językiem kaszubskim, wykonywane są w Polsce, ale także za granicą przez inne chóry. Najświeższą informacją jest Chór „Echo” z Londynu, który z powodzeniem wykonuje moją kompozycję Bibi, Synku, Bi – Parafraza kolędy kaszubskiej Witosławy Frankowskiej.
W ramach zajęć muzyczno – rehabilitacyjnych jako akompaniator współpracowała Pani przez kilka lat ze Stowarzyszeniem Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Gdańsku (ECEKON). Jak Pani wspomina ten epizod?
Wspaniale. Uważam, że każdy człowiek powinien mieć okazję do dzielenia się własnym czasem i talentem z takimi osobami. To nie tylko twórcza praca, ale także niezwykły czas, kiedy człowiek wartościuje życie. Sporo zrozumiałam, pracując z tymi fantastycznymi ludźmi i ja od nich też dużo się nauczyłam. Zawsze podkreślam, że pedagodzy i opiekunowie, którzy zajmują się na co dzień pracą z Osobami Niepełnosprawnymi Intelektualnie, robią niesamowitą rzecz. W tym miejscu pozdrawiam i ślę uściski dla Państwa Miry i Ryszarda Popowskich, którzy od lat niezłomnie działają artystycznie z ECEKONEM.
Czym jeszcze zajmuje się Pani poza koncertami, opieką nad zespołem Art’n’Voices i komponowaniem nowych utworów?
Koncertuję, głównie jako pianistka-kameralistyka w różnych odsłonach np. współpracując z aktorami przy piosence aktorskiej. To niezwykle twórcze doświadczenie. Uczę się poszukiwania nowych interpretacji, a co najważniejsze – pracy ze słowem. Aktorzy przykładają do tego wielką wagę. Lubię także taperować do filmu, grać na żywo muzykę do animacji filmowych na fortepianie. Prowadzę również warsztaty dla dzieci młodzieży szkół muzycznych z tego zagadnienia. To pokłosie mojej przygody z Konkursem Transatlantyk Instant Composer, na którym zdobyłam III miejsce w 2016 roku. Zupełny szok. Pojechałam na konkurs zagrać do filmu, który zobaczyłam po raz pierwszy na scenie. Improwizacja totalna. Emocje – nie do opisania. Na co dzień zaś pracuję jako wykładowca Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku oraz pianistka w Szkole Muzycznej II st. im. Fryderyka Chopina w Gdańsku – Wrzeszczu.
fot. materiały prywatne
Mówimy dużo o Pani osiągnięciach, ale jak się zaczęła ta cała muzyczna pasja, która z czasem przerodziła się w bogatą karierę?
Od kiedy tylko pamiętam, muzyka rozbrzmiewała w moim domu. Pochodzę z rodziny muzycznej. Moi Rodzice są dyrygentami, siostra Małgorzata śpiewaczką operową. Najmłodsza siostra Karolina mimo że studiuje prawo – nadal śpiewa w zespole wokalnym w Poznaniu. Mój mąż Błażej jest koncertującym organistą, na stałe pracującym w Katedrze Oliwskiej w Gdańsku. Na tym oczywiście korzenie muzyczne się nie kończą, bo mój dziadek – Feliks, również był muzykiem. On pierwszy zapisał mój utwór w nutach, kiedy miałam kilka lat. Sam sporo tworzył aranżacji muzycznych. Czasem żałuję, że już go nie ma, bo teraz z chęcią porozmawiałabym z nim na tematy muzyczne.
Przed Panią intensywne miesiące. Ile jest zaplanowanych występów w 2025 roku?
Mam plany w związku z zamówieniami kompozytorskimi. Obecnie kończę pracę nad podwójnym koncertem skrzypcowym, którego premiera odbędzie się 1.04.2025 w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Mój koncert będą wykonywały dwie znakomite skrzypaczki: Karolina Piątkowska-Nowicka oraz Anna Wandtke z Orkiestrą Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Wejściówki na ten koncert lada moment będą dostępne na stronie internetowej wspomnianej uczelni. Z pewnością udostępnię je na swoich social mediach. Zachęcam do obserwowania i bycia na bieżąco z tym, co u mnie? Polecam to wydarzenie, bo to wspaniała dawka muzyki, oprócz mojego koncertu będą również inne utwory symfoniczne m.in.: W. Lutosławskiego czy M. Karłowicza. W tym roku mamy również zaplanowane koncerty z Art’n’Voices w Niemczech oraz w Polsce. Dopinamy sprawy z wydaniem naszej najnowszej płyty zatytułowanej „Pieces of myself”. Płyta z emocjami czyli z czymś, co każdemu z nas w jakimś stopniu jest bliskie. Premiera – jesienią. Również polecam obserwować social media Art’n’Voices, Jest tam sporo informacji, z których można się dowiedzieć, gdzie aktualnie śpiewamy koncert, co robimy etc. Ponad to praca z aktorami, którym towarzyszę podczas ich recitali piosenki aktorskiej jako pianistka. Współpracuję z Piotrem Kosewskim, z którym wydaliśmy całkiem niedawno płytę Brel-Młynarski oraz Kubą Kornackim, z którym czeka mnie już za kilka dni premiera płyty „Los Masculinios” czyli monodram o losie mężczyzny. Piosenka aktorska w niezwykle dobrym smaku.
Jakie są najważniejsze projekty, w które zamierza Pani się zaangażować w tym roku?
Trudno powiedzieć. Do wszystkiego staram się podchodzić profesjonalnie i dać z siebie maksymalnie wszystko, co potrafię. Myślę, że przy tej okazji warto wspomnieć również o Festiwalu ArteFonie, który organizujemy razem z Art.’n’Voices w Wejherowie. Festiwal rozrasta się, mamy znakomity team organizacyjny, który pomaga nam prowadzić Weronika Płomin-Warkusz oraz Dominik Mazan. Przy organizacji takiego wydarzenia jest wiele pracy, więc potrzeba również ludzi, którzy chcieliby nam pomóc, by wesprzeć kulturę. W tym roku planujemy festiwal w drugim tygodniu września. Są plany, ale na razie nie mogę ich zdradzić. Mam nadzieję, że frekwencja dopisze. To już piąta edycja tego festiwalu.
Jakie ma Pani jeszcze marzenia dotyczące muzycznej działalności?
Chciałabym, żeby moja muzyka nie przestała być potrzebna, aby powiększało się grono wykonawców i co najważniejsze – grono odbiorców. Żeby to się stało – ludzie muszą być otwarci na nowe. Zachęcam do chodzenia na koncerty, wystawy, projekcje filmowe. Jest tego sporo, wystarczy się rozejrzeć. Dzięki temu my artyści czujemy się potrzebni, a życie przeplatane sztuką ubogaca duszę każdego z nas, w dzisiejszym, tak zagonionym świecie.