Poproszono mnie o wzięcie udziału w dyskusji o pilotażowym projekcie wprowadzonym już w lipcu tego roku, a dotyczącym wdrożenia czterodniowego tygodnia pracy. Pomysł jest interesujący, ale jeszcze bardziej dyskusyjny

Poproszono mnie o wzięcie udziału w dyskusji o pilotażowym projekcie wprowadzonym już w lipcu tego roku, a dotyczącym wdrożenia czterodniowego tygodnia pracy. Pomysł jest interesujący, ale jeszcze bardziej dyskusyjny
Poproszono mnie o wzięcie udziału w dyskusji o pilotażowym projekcie wprowadzonym już w lipcu tego roku, a dotyczącym wdrożenia czterodniowego tygodnia pracy. Pomysł jest interesujący, ale jeszcze bardziej dyskusyjny
Gdańska Fundacja Kształcenia Menagerów zorganizowała konferencję „Lider w świecie sprzeczności”. Motywem przewodnim tej edycji jest balansowanie między sprzecznościami. Jest to inicjatywa trafiona w rzecz samą, czyli w punkt! Dotyka jednego z najważniejszych wyzwań współczesnego lidera: łączenia efektywności z dobrostanem. Równocześnie w organizacjach ścierają się różne pokolenia, style zarządzania i podejścia do współpracy, czyli wpisuje mi się w temat.
Abstrakcja dla biznesu
Z punktu widzenia statystycznego, rodzimego, średniego lub małego przedsiębiorcy, skrócenie ustawowego czasu pracy o cały jeden dzień w tygodniu – jest to pomysł chory. Koszty funkcjonowania na rynku, zatrudniając pracowników, których zresztą nie ma. Brakuje w wielu branżach, aż strach pomyśleć, co będzie, jeśli wyjadą sąsiedzi zza wschodniej granicy. Szczególnie w produkcji ciągłej lub usługach to generowanie wzrostu kosztów zatrudnienia o minimum jedną piątą. Za chwilę nastąpi też kolejna podwyżką minimalnego wynagrodzenia. Wzrosną ceny energii, transportu, składki zdrowotne, ubezpieczenie… Dla małych, średnich, a nawet i dużych firm taka regulacja jak czterodniowy tydzień, nawet w elastycznej formie zatrudnienia, jest abstrakcją. Koszty reorganizacji w niepewnych czasach, brak stabilności prawnej, podatkowej czy politycznej są zbyt duże.
Znajomy piekarz powiedział mi, że i tak ledwo wychodzą na swoje ze względu na ceny prądu, etc. Kiedy zapytałam o dobrostan pracowników, to mi odpowiedział, że będą mieli gorszy, jak firma upadnie. Choć nie mamy prawie bezrobocia, to sprawa statystyczna i zależy od branży, to nie znaczy, że to jest zjawisko stałe.
Drażliwa kwestia
Temat państwowych regulacji gospodarki jest trudny, wręcz bolesny. Przedsiębiorcy pragną, żeby państwo jak najmniej wtrącało się odgórnie. Tematy społecznoekonomiczne są trudne, ale koszt dobrostanu pracowników w rozumieniu regulacji pensji minimalnych czy ustawowego czasu pracy może być nie do udźwignięcia przez wielu drobnych przedsiębiorców. Do pilotażu zgłaszają się głównie urzędy, bo one nie ryzykują upadłością.
Z przerażeniem, jako osoba samozatrudniona, czyli dobrowolnie prowadzącą jednoosobową działalność gospodarczą, dowiedziałam się, że ministerstwo chce dodać uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, żeby mogła przekształcać według własnych kryteriów zawarte umowy cywilnoprawne w umowy o pracę. To rzekomo w interesie wykorzystywanych pracowników. Zwracam uwagę, że czasy drapieżnego kapitalizmu minęły. Pracodawca raczej wie, że wydajny pracownik to ten, który pracuje w dobrych warunkach i jest wypoczęty oraz szczęśliwy. Wielu z nas po prostu chce pracować w takim systemie. Nie życzę sobie, żeby mi PIP cokolwiek przekształcał.

