Mam w ręku szczególną książkę, wydaną przez Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, bogato ilustrowaną opowieść „O sporcie i życiu” Janusza Czerwińskiego wybitnego piłkarza ręcznego, olimpijczyka, ale też trenera i kilkukadencyjnego rektora gdańskiej AWFiS.
Dorota Sobieniecka - Kańska
2025-11-03
3 minuty czytania
Mam w ręku szczególną książkę, wydaną przez Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, bogato ilustrowaną opowieść „O sporcie i życiu” Janusza Czerwińskiego wybitnego piłkarza ręcznego, olimpijczyka, ale też trenera i kilkukadencyjnego rektora gdańskiej AWFiS.
Choć dziś forma wywiadów rzek jest dość popularna, to wydawnictwo jest rzeczywiście szczególne. To, że o Januszu Czerwińskim powstała książka, nie jest nic dziwnym. Postać to bowiem nie tylko dla polskiego sportu legendarna. Jest twórcą polskiej myśli trenerskiej, znakomitym pedagogiem, trenerem reprezentacji Polski, który w Montrealu wraz z drużyną wywalczył medal. Jego zasługi nie tylko dla gdańskiej uczelni, ale dla sportu są bezsporne i przypieczętowane tytułem Doktora Honoris Causa warszawskiej AWF.
Rozmowa dwóch przyjaciół
Dodatkową osobliwością tej książki jest fakt, że wielowątkową rozmowę o sporcie, życiu, trudnych decyzjach, wyborach, dylematach, sukcesach i ich cenie, przeprowadził inny wybit – ny profesor, ale z zupełnie innej naukowej i całkiem nieliterackiej bańki – Zdzisław Brodecki. Jest to wyśmienity gdański prawnik, założyciel Katedry Prawa Europejskiego i Komparystyki Prawniczej, także zajmujący się prawem morskim i kosmicznym. Obaj profesorowie są gdy – nianami, sąsiadami i przyjaciółmi.
Książka jest starannie wydana, a co także istotne, dobrze zredagowana i opatrzona słowem wstępnym doświadczonego dziennikarza, redaktora naczelnego Tygodnika „Zawsze Pomorze” Mariusza Szmidke.
W efekcie powstało historyczne, dokumentalne opracowanie dziejów polskiej piłki ręcznej w jej chwalebnych czasach, które zaczęły się i trwały bez obecności internatu, technik informatycznych i platform medialnych. Nie pozbawiona wątków osobistych, przemyśleń oraz szerszego tła socjologicznego dobra lektura skłoniła mnie do refleksji o analogowej pamięci zjawisk, wydarzeń czy kontekstów sprzed ery cyfrowej.
Nieosiągalne dla AI
Jestem w stanie się założyć, że żadna sztuczna inteligencja nie byłaby w stanie stworzyć podobnej opowieści. Zapewne wiele faktów, zdjęć i komentarzy gdzieś unosi się mniej lub bardziej chaotycznie w „chmurze”. Są tu bowiem przedstawione wydarzenia sławne, głośne jak cały zwycięski sport. Wielokrotnie opowiadane i przytaczane przez dziennikarzy oraz hi – storyków piłki ręcznej. Jednak nie będzie w nich tego osobistego, indywidualnego charakteru oraz kontekstów. Kontekstów, które są zapisane w pamięci bohaterów tamtych wydarzeń, niekoniecznie w zasobach AI.
Tu pada refleksja, która towarzyszy dokumentalistom i historykom: zatrzymujmy czas. Po – zbawione kontekstów fakty bywają bałamutne i nieprawdziwe pomimo swego pozornego obiektywizmu. Dlatego warto wsłuchać się w opowieść nie anonimową, ale podpisaną imionami i nazwiskami, które ów kontekst autoryzują. Pochodząca z analogowej pamięci.