W teorii spółki Skarbu Państwa mają być własnością wszystkich obywateli. Mają wspierać rozwój kraju, dbać o strategiczne interesy gospodarki i stanowić fundament bezpieczeństwa energetycznego, transportowego czy finansowego.

W teorii spółki Skarbu Państwa mają być własnością wszystkich obywateli. Mają wspierać rozwój kraju, dbać o strategiczne interesy gospodarki i stanowić fundament bezpieczeństwa energetycznego, transportowego czy finansowego.
W teorii spółki Skarbu Państwa mają być własnością wszystkich obywateli. Mają wspierać rozwój kraju, dbać o strategiczne interesy gospodarki i stanowić fundament bezpieczeństwa energetycznego, transportowego czy finansowego.
Na wielu płaszczyńcach tak się dzieje, ale…
Obietnica bez pokrycia
W praktyce od lat, niezależnie od zmieniających się opcji politycznych, dochodzi do nadużyć i są to nieodosobnione przypadki. Firmy państwowe stają się politycznym łupem i miejscem nagradzania lojalności wobec partii. Zdarzają się też przypadki braku jakichkolwiek kompetencji osób powoływanych do Rad Nadzorczych i Zarządów spółek państwowych. Do takiego obrazu polityki kadrowej spółek skarbu państwa już się przyzwyczailiśmy. Jest to smutne, ponieważ miało być transparentnie, apolitycznie, uczciwie i taka była narracja kampanii wyborczej obecnej ekipy rządzącej przed dwoma laty według widocznych oczekiwań społeczeństwa.
Prywatne znaczy „państwowe”
Nie tak dawno miałem okazję rozmawiać z właścicielem dużej prywatnej firmy na Pomorzu, która przechodziła poważny kryzys w okresie pandemii. W tym momencie zapukał do nich potencjalny państwowy „inwestor” z propozycją wsparcia w zamian za odsprzedaż ich prywatnych udziałów do państwowej firmy. Jedną z pierwszych informacji, które chcieli otrzymać przedstawiciele tego przedsiębiorstwa, była wiedza nt. ilości miejsc w radzie nadzorczej oraz w zarządzie. Było ogromne rozczarowanie, gdy dowiedzieli się, że byłyby do obsadzenia tylko 3 stanowiska. Głośno o podobnym przypadku mówił publicznie śp. Tadeusz Gołębiewski, który przypłacił zdrowiem próby przejęcia sieci jego hoteli przez państwowy podmiot w okresie pandemii. Kilka lat temu osobiście byłem światkiem, jak dwuznacznie próbowano ubić transakcję w imię zasady „pomożemy, ale daj nam więcej udziałów” w branży związanej z gospodarką morską. Niestety nacjonalizacja i budowanie molochów państwowych przybrała na sile w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy.
Dobre i złe decyzje
Jednak jest wiele pozytywnych wyborów władz w firmach państwowych wśród wielu nadużyć. Znam osobiście wielu kompetentnych menadżerów, którzy zostali zatrudnieni według klucza kompetencji niezależnie, kto jest u władzy w Warszawie. Jednak te pozytywne przykłady z reguły po jakimś czasie są weryfikowane przez polityków i to rękoma członków rad nadzorczych. Ci, co stawiają opór, odchodzą, a ci lojalni pozostają. Jest dla mnie niewytłumaczalnym, że w okresie rządów dwóch kadencji parlamentarnych zjednoczonej prawicy w Grupie Energa było 9 prezesów zarządu. Nie doliczę się już innych zmian kadrowych pozostałych członków zarządów i rad nadzorczych, też w innych firmach podlegających Grupie. To tylko jedna firma z przeważającym udziałem skarbu państwa. Ostatnio Rada Nadzorcza Polskich Linii Oceanicznych bez podania przyczyny i bez uzasadnienia odwołała prezesa tej firmy. To nie są jednostkowe przypadki.
Cena za lojalność
Efekt? Zamiast stabilnego, długofalowego rozwoju mamy krótkowzroczne decyzje, chaos kadrowy oraz ogromne koszty. Kompetentni menedżerowie odchodzą zniechęceni, a Ci, co przychodzą, nie zawsze dobrze sobie radzą, ale nie ma ciągłości zarządczej. Wizerunek tych spółek cierpi, morale pracowników spada, a zaufanie obywateli do państwa topnieje.

