Koniec roku przyniósł dużo dyskusji i kontrowersji w temacie przygotowywanej reformy ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, którą rząd planuje wdrożyć w 2026 roku.

Koniec roku przyniósł dużo dyskusji i kontrowersji w temacie przygotowywanej reformy ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, którą rząd planuje wdrożyć w 2026 roku.
Koniec roku przyniósł dużo dyskusji i kontrowersji w temacie przygotowywanej reformy ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, którą rząd planuje wdrożyć w 2026 roku.
W teorii chodzi o uporządkowanie zasad zatrudniania i ograniczenie nadużyć. W praktyce,o nowe uprawnienia instytucji, która może stać się potężnym arbitrem w sporach o to, czypraca jest faktycznie wykonywana „na zlecenie”, czy też powinna być etatem.
Wzajemne ustalenia
Można zrozumieć potrzebę dyskusji na temat ograniczania nadużyć w formach zatrudnienia bazujących na umowach cywilno-prawnych lub w formule B2B, gdyż zdarza się, że tego typu umowy są naciągane i narzucane jednostronnie przez pracodawców. Choć są przykłady wzajemnych ustaleń w ramach wolności obywatelskiej i gospodarczej, które odpowiadają obu stronom. Należy pamiętać, że często to sami pracownicy domagają się innej formy zatrudnienia niż umowa o pracę, ponieważ taka opcja gwarantuje nie tylko większą swobodę pracy, ale w wielu przypadkach większy poziom wynagrodzenia netto przy założeniu, że pracodawca ma ustalony budżet przeznaczony na dane stanowisko pracy.
Obrona status quo
Procedowana ustawa spotkała się z ogromnym protestem wszystkich środowisk reprezentujących interesy przedsiębiorców, w tym Pracodawców Pomorza. Mocny głos w sprawie zabrała też Rzeczniczka MŚP Agnieszka Majewska, która zwróciła uwagę, że ustawa przyznaje PIP narzędzia do stwierdzania istnienia stosunku pracy na drodze decyzji administracyjnej, a niesądowej. Konfederacja Lewiatan wskazała, że obowiązujące przepisy już zapewniają odpowiednie środki prawne, aby bronić prawa pracowników. Z kolei procedowana ustawa ingeruje w wolność gospodarczą, godzi w bezpieczeństwo obrotu gospodarczego, co zgodnie z art. 20 Konstytucji RP stanowi podstawę ustroju gospodarczego kraju.
Wątpliwe uprawnienia
Po wielu protestach organizacji pracodawców oraz niejednomyślności w koalicji rządzącej wszystko wskazuje na to, że rząd złagodzi pierwotną wersję projektu ustawy, opierając się na założeniu: najpierw prowadzimy dialog, potem decydujemy. W konsekwencji, jeżeli inspekcja PIP zauważy, że coś w relacji między stronami zatrudnienia zgrzyta, nie wytacza od razu ciężkiej artylerii. Obowiązkowym pierwszym krokiem będzie wydanie polecenia doprowadzenia stanu faktycznego do zgodnego z prawem. W rzeczywistości jest to potężna zmiana. Inspektor nie nakazuje, tylko inicjuje proces naprawczy. Wtedy dzieje się coś, czego dotąd brakowało tj. strony same decydują o uporządkowaniu zatrudnienia.
Cena za lojalność
Ostatnie miesiące roku pokazują, jak projekt ustawy rządowej ewoluuje i zmienia się, przybierając różne formy, ale już w dużej mierze akceptowalnej. Choć zapewne losy ustawy rozstrzygną się w polskim parlamencie, gdzie przybierze ona końcową formę. Ostatecznie musi być asygnowana podpisem Prezydenta. Co więcej w przypadku porażki i niewdrożenia ustawy w życie Polska może stracić dostęp do dużych środków z KPO. To stawia tę nowelizację w kategorii instrumentu regulacji rynku pracy ze stawką polityczną i finansową w tle.

