Pod koniec stycznia, po 250 latach, kopalnia w Stonawie w Czechach definitywnie zakończyła wydobycie węgla kamiennego. Racjonalną decyzję o jej zamknięciu podjęto z powodu braku rentowności.

Pod koniec stycznia, po 250 latach, kopalnia w Stonawie w Czechach definitywnie zakończyła wydobycie węgla kamiennego. Racjonalną decyzję o jej zamknięciu podjęto z powodu braku rentowności.
Pod koniec stycznia, po 250 latach, kopalnia w Stonawie w Czechach definitywnie zakończyła wydobycie węgla kamiennego. Racjonalną decyzję o jej zamknięciu podjęto z powodu braku rentowności.
Tym samym Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym w dalszym ciągu wydobywa się węgiel kamienny. Polskie górnictwo od lat przypomina pacjenta utrzymywanego przy życiu kroplówką z publicznych pieniędzy. W kraju utrzymuje się kopalnie, które od lat generują straty. Ich funkcjonowanie możliwe jest wyłącznie dzięki wsparciu państwa. Jest to trwały mechanizm odsuwania problemu w czasie. Mówi się, że już wkrótce systematyczne dotacje dla górnictwa mogą sięgnąć niewyobrażalnej kwoty 10 mld zł rocznie z budżetu krajowego.
Historycznie polska polityka podjęła już próbę uporządkowania spraw górnictwa. Pod koniec lat 90., w rządzie Jerzego Buzka, minister gospodarki Janusz Steinhoff przeprowadził głęboką restrukturyzację sektora. Zamykano trwale nierentowne kopalnie, redukowano nadmiarowe zatrudnienie przy jednoczesnym uruchomieniu osłon socjalnych i porządkowaniu finansów spółek węglowych. Był to proces bolesny społecznie oraz politycznie ryzykowny, ale racjonalny. Reforma nie została w pełni dokończona, ponieważ rząd AWS upadł. Do władzy przyszła lewica, która wstrzymała dalsze zmiany.
Aktualna praktyka zdaje się iść w odwrotnym kierunku. Pod koniec grudnia 2025 r. Ministerstwo Energii podpisało porozumienie ze strajkującymi górnikami i zarządcami w prywatnej spółce węglowej, wkraczając jako gwarant stabilizacji w sektorze, który formalnie nie jest już w pełni publiczny. Granica między gospodarką rynkową, a interwencjonizmem okazuje się wyjątkowo elastyczna, gdy chodzi o górników. Nie słychać o podobnej determinacji państwa w obronie pracowników innych branż dotkniętych zmianami strukturalnymi. Gdy upadają zakłady przemysłowe, gdy restrukturyzowane są fabryki, gdy eliminowane są miejsca pracy. Pomoc ma zwykle charakter punktowy, ograniczony i spóźniony. W przypadku górnictwa reakcja państwa jest natychmiastowa oraz systemowa.
Oczywiście historia górnictwa w Polsce to nie tylko bilans finansowy, ale też tożsamość regionów, całe społeczności zbudowane wokół kopalń oraz tysiące rodzin związanych z branżą od pokoleń. Transformacja energetyczna nie może ignorować tego faktu. Jednak troska o ludzi nie musi oznaczać utrzymywania nierentownego modelu. Podczas gdy inne kraje zamykają kopalnie, Polska trwa przy wydobyciu mimo braku jego rentowności.
Niestety w naszym kraju nie ma osoby na tyle odważnej jak była premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, która twardo i stanowczo, pomimo sprzeciwów, zreformowała brytyjskie górnictwo, zamykając nierentowne kopalnie w latach 80. XX wieku. Smutne, że polscy politycy w imię politycznej egzystencji nie podejmują odważnych decyzji na miarę „Żelaznej Damy” z Londynu.

