Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Agnieszka Rodak felieton
Felietony
Bez definicji local content. Zostaniemy tylko widzami

W Polsce trwa największy program inwestycyjny od dekad. Morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, pierwsza elektrownia jądrowa, modernizacja sieci energetycznych, rozwój infrastruktury portowej – łącznie mówimy o setkach miliardów złotych.

Agnieszka Rodak
2026-03-06
3 minuty czytania

W Polsce trwa największy program inwestycyjny od dekad. Morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, pierwsza elektrownia jądrowa, modernizacja sieci energetycznych, rozwój infrastruktury portowej – łącznie mówimy o setkach miliardów złotych.

W teorii to historyczna szansa dla krajowego przemysłu. W praktyce wciąż nie wiemy, jak państwo zamierza liczyć udział polskich firm w tych projektach. Dlatego definicja „local content” nie jest technicznym detalem, lecz jednym z najważniejszych testów polityki gospodarczej państwa.

Bez definicji nie ma strategii

Prace nad definicją trwają od miesięcy, ale jej szczegóły wciąż nie zostały ujawnione. Tymczasem sama koncepcja local content ma być fundamentem strategii zwiększania udziału krajowych firm w strategicznych inwestycjach, od offshore po energetykę jądrową. Bez jasnej definicji hasło „local content” pozostaje politycznym sloganem. Rynek potrzebuje konkretów: co właściwie będzie uznawane za komponent krajowy? Czy liczy się miejsce produkcji, rejestracja spółki, struktura właścicielska, a może wartość dodana powstająca w Polsce?

To nie jest akademicka dyskusja. Jeśli definicja będzie zbyt wąska, większość pieniędzy z wielkich projektów po prostu wypłynie za granicę do globalnych koncernów z technologią i kapitałem. Jeśli będzie zbyt szeroka, stanie się marketingową etykietą, która pozwoli nazwać „polskim” niemal każdy kontrakt. Przecież chodzi o coś więcej: o budowę trwałych kompetencji przemysłowych.

Nie zmarnować szansy

Historia transformacji energetycznej w Europie pokazuje, jak łatwo tę szansę przegapić. W wielu krajach farmy wiatrowe powstawały z importowanych turbin, instalowanych przez zagraniczne firmy. Dlatego definicję local content trzeba ogłosić jak najszybciej, żeby ustawić jasne reguły gry. Inwestorzy potrzebują przewidywalności, a polskie firmy sygnału, że warto inwestować w kompetencje i moce produkcyjne. Sama definicja jednak nie wystarczy, potrzebne są trzy działania.

Sposoby zwiększenia udziału polskich firm

Po pierwsze to polityka łańcuchów dostaw. Już na etapie planowania projektów trzeba wskazywać obszary, w których polskie firmy mogą dostarczać komponenty: od konstrukcji stalowych i logistyki w offshore po budownictwo i część infrastruktury w energetyce jądrowej. Po drugie, finansowanie i gwarancje. W wielu przetargach barierą dla polskich firm nie są kompetencje, ale brak zdolności do wystawienia dużych gwarancji bankowych. Potrzebne są instrumenty finansowe, które ułatwią im udział w dużych kontraktach. Po trzecie, certyfikacja i transfer technologii. Zwłaszcza w atomie dostęp do łańcucha dostaw zależy od rygorystycznych standardów jakości. Bez wsparcia państwa proces certyfikacji może trwać latami.

Stawką tej dyskusji jest coś więcej niż udział w kilku kontraktach. Chodzi o to, czy wielkie inwestycje staną się impulsem do modernizacji polskiego przemysłu, czy tylko wielkim transferem pieniędzy za granicę. W najbliższych latach Polska wyda na transformację energetyczną ogromne środki. Pytanie brzmi: kto na nich zarobi.

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl