Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Tomasz Limon felieton
Felietony
Polski local content

W naszym kraju dość często w obiegu funkcjonują angielskie nazwy procesów gospodarczych. Są one powszechnie znane przedsiębiorcom, niekoniecznie ze względu na obcobrzmiącą formę językową, lecz przede wszystkim dzięki znaczeniu, jakie niosą.

Tomasz Limon
2026-04-15
3 minuty czytania

W naszym kraju dość często w obiegu funkcjonują angielskie nazwy procesów gospodarczych. Są one powszechnie znane przedsiębiorcom, niekoniecznie ze względu na obcobrzmiącą formę językową, lecz przede wszystkim dzięki znaczeniu, jakie niosą.

Modnym określeniem, odmienianym dziś przez wszystkie przypadki polskiej deklinacji, jest angielski termin „Local Content”. Zgodnie z definicją oznacza on koncepcję w zarządzaniu i polityce gospodarczej, polegającą na świadomym, maksymalnym zwiększaniu udziału krajowych zasobów, przedsiębiorstw, kompetencji, technologii oraz usług w realizacji kluczowych projektów inwestycyjnych.

Definicja i dodatkowa zaleta

Jak wspomniał szef MAP, minister Wojciech Balczun, podczas konferencji otwierającej rządowy program „Local Content – z korzyścią dla Polski”, angielska nazwa projektu była konsultowana nawet z prof. Bralczykiem. Znany językoznawca uznał, że sformułowanie to jest trafne i nie ma potrzeby poszukiwania jego polskiego odpowiednika. Ma ono dodatkowy walor. Jest czytelne i zrozumiałe nie tylko dla polskich firm, ale również dla podmiotów zagranicznych. Z kilkuletnich obserwacji można zauważyć, że polskie oraz zagraniczne firmy coraz częściej dostrzegają potrzebę włączania lokalnych przedsiębiorstw do łańcucha dostaw dużych projektów infrastrukturalnych w Polsce. Są jednak również takie podmioty, które interpretują ideę local content przez pryzmat własnych zysków oraz interesów reprezentowanych przez siebie organizacji. W takich przypadkach interes prywatny może pozostawać w sprzeczności z interesem narodowym.

Z korzyścią dla Polski

Głównym założeniem programu rządowego jest to, aby jak największa część środków przeznaczanych na strategiczne inwestycje pozostawała w Polsce i przyczyniała się do rozwoju krajowej gospodarki. Program zakłada zmianę podejścia do realizacji dużych projektów publicznych. Zamiast kierować się wyłącznie kryterium najniższej ceny, państwo, szczególnie poprzez spółki z udziałem Skarbu Państwa, ma uwzględniać również wpływ danej inwestycji na polską gospodarkę. Oznacza to preferowanie krajowych firm, podwykonawców i dostawców wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Rodzi się jednak pytanie, w jaki sposób program ten będzie funkcjonował w kontekście obowiązującej ustawy o zamówieniach publicznych, w której cena często odgrywa kluczową rolę oraz unijnych regulacji dotyczących równego traktowania podmiotów gospodarczych. Założenia programu są obiecujące, jednak dopiero czas pokaże, czy teoria przełoży się na praktykę. Powinniśmy uczyć się od innych jak wspierać rodzimy biznes, tak jak państwa tzw. „starej Unii”, które potrafią skutecznie wspierać własne przedsiębiorstwa w imię patriotyzmu narodowego.

Nadzieja umiera ostatnia

Trzeba mieć nadzieję, że polski local content nie okaże się jedynie polityczną deklaracją, a stanie się realnym narzędziem wspierającym rozwój rodzimych firm, w imię dobrze rozumianego interesu nas wszystkich.

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl