Tego lata moi przyjaciele zza zachodniej granicy, przemierzając autem Polskę, zachwycali się co rusz, że tak pięknie i czysto. Polska wieś i miasta oraz to co pomiędzy nimi, zmieniły się nie do poznania.

Tego lata moi przyjaciele zza zachodniej granicy, przemierzając autem Polskę, zachwycali się co rusz, że tak pięknie i czysto. Polska wieś i miasta oraz to co pomiędzy nimi, zmieniły się nie do poznania.
Tego lata moi przyjaciele zza zachodniej granicy, przemierzając autem Polskę, zachwycali się co rusz, że tak pięknie i czysto. Polska wieś i miasta oraz to co pomiędzy nimi, zmieniły się nie do poznania.
Wszystko jest zadbane, nowe drogi, autostrady, schludne obejścia i mnóstwo kwiatów, zieleni oraz kolorów. Pokolenie boomersów doskonale pamięta tamtą przaśną szarzyznę komuny i szok, który nas dopadał na widok zachodnich krajobrazów. Zgodnie z zasadą gotowanej żaby, przyzwyczailiśmy się szybciutko i bez zdziwienia do lepszego oraz ładniejszego, zapominając, że było, a co gorsza, może być inaczej. Dla ludzi, którzy nie byli tu od dwóch czy trzech dekad różnica jest po prostu powalająca.
No bo rzeczywiście jest ładnie, „jak na zachodzie” kiedyś chciałoby się westchnąć. Choć nie ma co się cieszyć nadmiernie tą czystością. Jest ona dostrzegana gołym okiem, ale niestety, nie wszędzie występuje. Jest jeszcze trochę do nadrobienie.
Prawda jest brzydka. Żyjemy w zaśmieconym otoczeniu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ponadto to zanieczyszczenie wciąż powoli narasta, jak ta gotująca żaba, nawet tego nie zauważamy.
Podczas nocy Perseidów, czyli sierpniowych spadających gwiazd, możemy to zauważyć. Nie da się zgasić świata, żeby było ciemno. Nad miastem wisi łuna, generowana przez nasze małe światełka, reklamy i oświetlenia… Zakłóca rytm dobowy nie tylko nam, ale też zwierzętom a w szczególności ptakom, owadom i nietoperzom. Wszystko się miesza, bo prawie nie ma prawdziwej nocy. Zanieczyszczenie świetlne ma jeszcze inne skutki. Zaburzenia snu, z kolei powoduje złe samopoczucie, narastające zmęczenie, drażliwość, wreszcie agresję, etc.
Ostatnio coraz więcej się mówi o zanieczyszczeniu środowiska hałasem. Szczególnie w miastach jesteśmy wciąż bodźcowani dźwiękami cywilizacji. Samochody, kolej, samoloty, budowy, przemysł to tylko część. Resztę sami sobie fundujemy i dźwiękami ze słuchawek. Co z tego, że izolujemy te zewnętrzne hałasy. Muzyka może zmniejszyć subiektywne odczucia, jednak nadal jest dźwiękiem. Można ogłuchnąć choć może w przyjemniejszy sposób. Może być on także niebezpieczny, na przykład dla rowerzystów mknących w słuchawkach czy pieszych na przejściu, bo nawet nie usłyszą nadjeżdżającego auta.
Inne zanieczyszczenia są nam znane choćby ze słyszenia, plastiki, odpady toksyczne, chemia wszędobylska. Nie da się tego wyizolować. Już w latach 50-tych odkryto ślady DDT u pingwinów w czystej Arktyce. Jakoś nikt z tego nie wyciągnął wniosków. Dalej trujemy i psujemy. Tylko ostatnia dobra wieść, że ludziska zbierają plastiki po lasach, skwerach. Oburza mnie jakiś hejt na „śmieciarzy”, którym sama jestem, w rodzaju żeńskim, bo z ochotą i poczuciem misji oddaję puste butelko do butelkomatu. Do tego też Państwa zachęcam.

