P

Projektant od stóp do głów i od zdrowia fizycznego do psychicznego. Dr. Paweł Węgrzyn, topowy polski projektant  mody związany również z branżą medyczną, opowiada o innowacyjnym i praktycznym podejściu do mody.

W jaki sposób dzieli Pan czas między wszystkie zajęcia i tak różne pasje?

Doba jest krótka i każdy ma jej taką samą długość. Mnie ratuje to, że praktycznie od dziecka śpię bardzo krótko, więc na to aktywne wykorzystywanie czasu i „wydłużenie doby” mogę sobie pozwolić. Mimo wszystko muszę ustalać priorytety i decydować, co jest dla mnie ważne i ważniejsze w danym momencie. Z jednej strony, wykonuję zawody medyczne: farmakologa klinicznego i farmaceuty klinicznego, opierające się na wiedzy naukowej i wdrażające osiągnięcia nauki w praktyki medyczne. Z drugiej strony mam artystyczne zamiłowania i pasje, które są w moim przypadku, jak śmiało to nazywam, obciążeniem genetycznym. Los dał mi możliwość łączenia kreatywności, spojrzenia wizjonerskiego, innowacyjnego ze ścisłą wiedzą. Mimo wszystko są to spójne ze sobą obszary. Jestem osobą skrupulatną i drobiazgową oraz wyszukuję pewne niuanse, które mogą pomóc pacjentom. Z modą jest dokładnie tak samo, bo chcę dać ludziom to, czego potrzebują.

Czym jest dla Pana projektowanie mody?

Moda jest dla mnie odskocznią od stresującej pracy związanej ze służbą zdrowia, szkoleniami i wykładami, w których się specjalizuję. Cały czas trzeba być na wysokim poziomie zaangażowania fizycznego i psychicznego. Natomiast moda to wieczorne przelewanie pomysłów na projekty. A potem wielka radość, że swoje projekty mogę zobaczyć realnie na sesjach zdjęciowych i wybiegach podczas krajowych oraz zagranicznych pokazów. Ucieczka w sztukę i kreatywność jest zdrowym sposobem na odstresowanie, „przewietrzenie mózgu”. To są puzzle, z których składa się moje życie. Nie wyobrażam sobie, by mogło się to kiedykolwiek.

Od czego zaczęła się Pana obecność na rynku modowym?

Dla mnie najważniejszym argumentem do tworzenia czegoś jest potrzeba rynku, potrzeba ludzi. Jestem osobą bardzo praktyczną. Jestem też „garniturowcem”. To, co można było dostać na rynku, zaczęło mnie nudzić. Szarości, czernie, później może granaty, ale wszystko typowe, identyczne. Jestem indywidualistą, czuję potrzebę pokazania siebie w inny sposób. Dlatego wiele lat temu sam zacząłem sobie projektować garnitury w dość awangardowych wzorach. Moje projekty zaczęły się podobać artystom z polskich i zagranicznych scen. Ponad 10 lat temu wprowadziłem do mody asymetrię czy kieszenie pudełkowe, odstające od standardów klasycznych garniturów. Zacząłem na nowo odkrywać garnitury oversizowe, spodnie rozszerzane w kolanach. Staram się tworzyć modę oryginalną, ale zdecydowanie patrząc na potrzebę klienta. Do mody wprowadziłem innowacje związane między innymi z asymetrycznymi elementami klasycznych ubrań, jakimi są garnitury, czy żakiety oraz dość powszechną aktualnie asymetrię w sukniach damskich.

W jaki sposób powstają Pana projekty?

Chcę tworzyć coś innowacyjnego, innego od wszystkich. Działam inaczej niż inni projektanci. Nie bujam w obłokach i nie fantazjuję. Mnie się nie śnią moje projekty. Nie biegam miesiącami za doborem dodatków i odpowiednich tkanin. U mnie najpierw pojawiają się próbki tkanin, którym się przyglądam i mając je w ręce, mam przed oczami wizję projektu, który z tej tkaniny może być stworzony. Czyli zaczynam trochę od drugiej strony, bo mając w rękach substrat do przygotowania produktu. Jest to po prostu szybsze. Tu ten mój umysł ścisły związany z zawodami medycznymi odgrywa dużą rolę. Gdybym był tylko artystą, fantazjowałbym, a potem długo szukał możliwości zrealizowania projektu. U mnie jest inaczej. Wprowadzam do projektów tak zwane tkaniny zdrowe, czyli nieposiadające sztucznych barwników, które często są alergenami. W mojej modzie ważne są tkaniny naturalne, takie jak jedwabie czy wełny, o których niestety trochę zapomnieliśmy.

Co jest dla Pana najważniejsze w pracy projektanta?

Cieszy fakt, że to, co tworzę, jest przydatne dla innych. Ważne jest dla mnie, żeby projektować wszystko, w tym nakrycia głowy oraz obuwie. Odzież marki Węgrzyn Fashion ma być brandem dla każdego. Zależy mi, żeby każdy znalazł coś dla siebie, projekty nie były schematyczne. Żeby kolekcje były liczne i urozmaicone, ale w krótkich seriach. Chcę spełniać marzenia i nie chcę być zaszufladkowany jako ten, który tworzy nieużytkową odzież. Nie chcę, żeby ludzie w moich projektach czuli się przebrani, tylko ubrani. I żeby czuli się inni, wyjątkowi. Staram się dać ludziom to, co jest im potrzebne.

Jak wyglądają przygotowania do pokazów?

Dla mnie każdy pokaz mody musi być kompletnym widowiskiem. Zawsze chcę pokazać więcej, niż tylko odzież. Musi być pewnego rodzaju obrazem. Oprócz pokazania tego, co chcę wprowadzić do mody, chcę pokazać moje innowacyjne kierunki. Pokaz musi mieć jakieś przesłanie, musi do czegoś zainspirować i wzbudzić emocje. Zawsze mam pomysł na cały pokaz. Wiem jakie myśli chcę zostawić w widzach. Dobieram do tego odpowiednie podkłady muzyczne, projekty mojej odzieży, barwy. To wszystko ma być spójne. Artyzm przeplata się z potrzebą inspiracji i tym, czego chcę nauczyć w kontekście projektowania mody. Oczywiście pokaz jest też działaniem marketingowym. Dlatego niektóre projekty są przerysowane, by pokazać propozycje trendów w modzie, ale też mając zainspirować nie tylko widzów, ale także innych projektantów.

Co jest dla Pana najważniejszym osiągnięciem i jakie są dalsze plany?

W ostatnich tygodniach zostałem zaszczycony przez Kapitułę Polskiej Akademii Mody i znalazłem się w polskim Panteonie Mody. Chcę udowodnić, że to, że znalazłem się w tym zaszczytnym gronie wybitnych polskich projektantów takich jak na przykład Jerzy Antkowiak, Ewa Minge, Xymena Zaniewska, Teresa Rosati, Bernard Hanaoka, Gosia Baczyńska, Grażyna Hase czy Maciej Zień jest zasłużone. Chcę dawać z siebie jak najwięcej, inspirować młodych projektantów do działania, pokazywać im kierunki, w które powinna pójść moda. W tym roku duży nacisk kładę też na medyczną stronę swojej działalności. Kontynuują szkolenia dla kadry medycznej w polskich szpitalach, a wiosną wprowadzam na rynek pod nazwą TrychoStar Max opatentowany produkt wspierający odbudowę i poprawę kondycji włosów składający się z aż 11 składników. Da on pacjentom zdrowe, piękne włosy i przełoży się też na lepszy wygląd i dobre samopoczucie, a więc zupełnie tak jak moje projekty modowe. To też odpowiedź na bieżące potrzeby ludzi, które obserwuję.

Rozmawiała: Dorota Lińska – Złoch