O

O tym, że hotelarzem trzeba się urodzić, o kreowaniu wspomnień oraz wyzwaniach, jakie stawia przed sobą, rozmawiamy z Jędrzejem Królem, zdobywcą tegorocznego tytułu Najlepszego Recepcjonisty na Świecie.

Recepcjonista, concierge, hotelarz – jaki zawód Pan wykonuje?

To ważne pytanie zadała mi też moja mama. Stanowisko Guest Relations i Concierge to są dwa człony. Pierwszy to osoba, która zajmuje się dbaniem o dobre relacje z gośćmi. Osoby na tym stanowisku mają za zadanie kreować jak najlepsze wspomnienia gości i ich dopieszczać, w naturalny i nienachalny sposób. Trzeba mieć dużą dozę inteligencji emocjonalnej, rozumieć potrzeby naszych gości oraz wychodzić im naprzeciw. Concierge natomiast jest taką opoką dla gościa, osobą, na której może on zawsze polegać. Jest kimś, kogo pytamy, gdzie są w pobliżu najlepsze restauracje, co można zobaczyć, jak dojechać, ile dać napiwku itd. Concierge skupia się na działaniach operacyjnych. Jest asystentem gościa. Wykonuję zawód hotelarza, dbam o Gości podczas ich pobytu.

Od kiedy chciał Pan zostać hotelarzem?

Ta pasja była we mnie od zawsze. Oczywiście będąc kilkuletnim dzieckiem, nie planowałem kariery hotelarskiej (śmiech). Jednak wszystkie moje zainteresowania i predyspozycje złożyły się w obrazek pod tytułem „hotel”. Paradoksalnie jako rodzina nigdy nie jeździliśmy do hoteli, ale do agroturystyk, czy pod namioty. To było takie hotelarstwo od serca, w żaden sposób niezorganizowane. Niektórzy przychodzą do tej pracy, bo myślą, że jest łatwa, lekka i przyjemna. Po prostu uśmiechanie się i wydawanie kluczy. Jednak jest to coś ciekawszego, wyjątkowego i wymagającego.

Czy zdarzyły się Panu jakieś szczególne prośby gości hotelowych?

Każdy z nas miewa szczególne potrzeby i wymagania. Dyskrecja hotelarska oczywiście nie pozwala mi mówić o wszystkim i przytaczać szczegółów. Bardzo ciepło wspominam sytuację, która była nie lada wyzwaniem. Gość poprosił, byśmy znaleźli malarza, który stworzy obraz dla jego żony. Na realizację mieliśmy tydzień. Musieliśmy uruchomić znajomości i na szczęście się udało. Ta historia ma happy end. Gość do dzisiaj podziwia obraz, a my mamy satysfakcję, że wykreowaliśmy dla niego dobre wspomnienie i możemy być jego częścią po dziś dzień.

Czy jest Pan osobą łatwo nawiązującą kontakty?

Tak, zdecydowanie. Uczymy się jako społeczeństwo życia w tej globalnej wiosce. To ważny czynnik w pracy hotelarza – otwarta głowa. Nie oceniamy zachowań. Możemy mierzyć się z rzeczami, z którymi się nie zgadzamy, ale absolutnie z nimi nie dyskutujemy. Mam szczęście do dobrych ludzi. W konkursie wspierał mnie jako coach Krzysztof Studziński, również pracownik Sofitel Grand Sopot, który w ubiegłym roku zajął trzecie miejsce w tym konkursie, a prywatnie jest moim bardzo dobrym znajomym. To autor mojego sukcesu. Krzysztof to osoba, która mnie nie tylko do tego popchnęła, ale też bardzo ciężko i systematycznie pracowała ze mną, bym ten sukces finalnie osiągnął. Muszę też podziękować Oleksandrze Zabolotnej, Rooms Division Manager w Sofitel Grand Sopot. To była osoba, która regularnie szkoliła mnie i przygotowywała do konkursu. Zwycięstwo dedykuję również im.

Czym jest dla Pana zwycięstwo w konkursie?

To jest podsumowanie tych wszystkich lat, które spędziłem w hotelarstwie, moich ambicji i niepisanych celów. Nigdy nie dążyłem do tego, żeby zostać Mistrzem Świata. To jest dla mnie coś nadal ciężkiego do przeprocesowania. Pozostali zawodnicy byli i są, tak mocnymi przeciwnikami – nie tylko ambitnymi, ale pełnymi wiedzy i pasji, że dla mnie sam fakt bycia w tym gronie był czymś wielkim. Tytuł jest wisienką na torcie.

Zadania na turnieju nie należały do łatwych, prawda?

Trzeba było wcześniej zdobyć wiedzę i wyuczyć się pewnych zachowań. Ale niektóre musiały być, moim zdaniem, wrodzone. Uważam, że hotelarzem człowiek się rodzi i jest nim nie tylko w pracy, ale też poza nią. Jeżeli chodzi o zadania, wziąłem udział w dwóch scenkach, w których sytuacje może były przesadzone i przerysowane, ale tylko po to, aby ten konkurs doraźnie uwypuklił zdolności hotelarskie. Obecność widzów w czasie konkursu (tegoroczna nowość) była dla mnie motywująca i przypominała naturalne warunki pracy w środowisku hotelowym. Poziom skupienia na wykonywanym zadaniu sprawił, że nie zauważyłem nawet, ile osób znajduje się na widowni. Jednym z elementów były zadania pisemne z zakresu obsługi recepcji, które nie należały do łatwych. Otrzymałem zadanie potwierdzenia rezerwacji mailem, co jest o tyle trudne, że zwykle są one generowane automatycznie przez system. Musiałem je napisać w całości z pamięci od zera, zachowując odpowiedni szyk, elementy, słownictwo w języku angielskim, pamiętając o dodatkowych potrzebach gościa. Były też zadania kalkulacyjne, które wymagają korzystania ze statystyk i samodzielnej analizy danych. Zwykle te raporty również są automatycznie generowane przez system, nie zajmujemy się tym na co dzień.

Czy czuł Pan presję, jadąc na ten konkurs?

Potraktowałem ten wyjazd jako cenne doświadczenie, okazję do poznania wielu osób, zobaczenie tego konkursu od środka. Byłem ciekawy mentorów hotelarstwa, paneli dyskusyjnych, wymiany wiedzy i doświadczeń. Głównym założeniem konkursu jest też nawiązanie przyjaźni i dobrego kontaktu ze współzawodnikami. To był intensywny i dobry czas, na dodatek okraszony sukcesem.

Jakie nowe możliwości otwierają się przed Panem po wygranej?

Każda osoba, która stoi na podium, może liczyć na zainteresowanie najbardziej luksusowych i prestiżowych hoteli na świecie, które należą do Stowarzyszenia AICR. Ilość wizytówek, kontaktów i propozycji, jakie otrzymałem, jest naprawdę duża. Mam już wstępny pomysł na przyszłość, oczywiście nie chcę wszystkiego zdradzać. Myślę, że to zrozumiałe, że człowiek ambitny, który chce się rozwijać, będzie chciał jeszcze więcej po takim sukcesie. Nie ma tu miejsca na spoczywanie na laurach. Na razie zostaję w Sofitel Grand Sopot. Wysoki sezon przed nami. Moi bliscy na wygraną w konkursie zareagowali bardziej entuzjastycznie niż ja. Nadal w jakimś stopniu nie dowierzam, że udało mi się zdobyć ten tytuł. Myślę, że to dobra nauka dla mnie i dla innych: by nauczyć się bardziej wierzyć w swoje możliwości i podchodzić bez kompleksów do wyzwań. Euforia i poziom wsparcia, jakie otrzymałem, były niesamowite. Jeżeli chodzi o moje perspektywy i plany, to będę się trzymać hotelarstwa, bo jest to tak szeroka gama możliwości, że można w tym zawodzie przeżyć nie jedno, ale kilkanaście żyć. Na ten moment nie widzę się w żadnym innym zawodzie.

Rozmawiała: Dorota Lińska-Złoch