Joanna Murzydło przez lata budowała karierę nie do końca zgodnie z własnym scenariuszem. Dziś pisze książkę, dokumentuje ludzkie historie w ramach Projektu Wspomnienia i angażuje się w różne projekty społeczne.

Joanna Murzydło przez lata budowała karierę nie do końca zgodnie z własnym scenariuszem. Dziś pisze książkę, dokumentuje ludzkie historie w ramach Projektu Wspomnienia i angażuje się w różne projekty społeczne.
Joanna Murzydło przez lata budowała karierę nie do końca zgodnie z własnym scenariuszem. Dziś pisze książkę, dokumentuje ludzkie historie w ramach Projektu Wspomnienia i angażuje się w różne projekty społeczne.
Jak wyglądało Pani życie przed spontanicznym wyjazdem na Camino de Santiago?
Przez 9 lat pracowałam w korporacji finansowej. Stopniowo awansowałam, realizowałam kolejne cele, ale po drodze przestałam rozpoznawać własne. Szłam sprawdzoną, bezpieczną ścieżką. W ciągu tych lat podjęłam jedną próbę zmiany. Założyłam firmę, chciałam zajmować się reportażami popularnonaukowymi, fotografią i dokumentowaniem historii. Pandemia zweryfikowała te plany. Wyciągnęłam wnioski i wiedziałam jedno: muszę zmienić życie zawodowe. W 2024 roku podjęłam świadomą decyzję o wyjeździe.
Co było takim punktem przełomowym tej podróży, która odwróciła Pani życie o 180 stopni?
Po tygodniu marszu przede mną upadł mężczyzna. Mimo reanimacji nie udało mi się go uratować. To doświadczenie uderzyło mnie z siłą, której się nie spodziewałam, zwłaszcza że miesiąc wcześniej świadomie zamknęłam pewien rozdział zawodowy. Nauczyło mnie jednej fundamentalnej rzeczy: czas jest jedynym zasobem, którego nie można odzyskać.

Jedną z tych wypraw była pielgrzymka do Shikoku Henro, z której postanowiła Pani napisać książkę. Jak doszło do tego, że przeszła Pani 1200 km tej trasy (1,5 mln kroków)?
O Shikoku dowiedziałam się od 84-letniego Japończyka poznanego na Camino. Po późniejszych podróżach po Australii, Meksyku i Indonezji wróciłam do domu, czując, że to jeszcze nie koniec. Kupiłam więc bilety do Japonii. Z 1200 kilometrów trasy przeszłam pieszo około 1050, resztę pokonałam na przykład autostopem. Miałam ze sobą aparat i prowadziłam pamiętnik, nie myśląc o książce, ale z potrzeby utrwalenia tego, co widziałam i czułam po drodze. Shikoku Henro to pielgrzymka, która uczy uważności: na symbole, rytuały, ludzi. To tam po raz pierwszy doświadczyłam osettai, bezinteresownej pomocy, która wyostrzyła moje spostrzeżenia o relacjach między ludźmi. Dopiero po powrocie zdecydowałam, że spisane wspomnienia staną się książką.
Przy okazji tej podróży realizowała Pani też akcję społeczną.
Podczas pielgrzymki zbierałam fundusze w ramach akcji Pocztówka z Japonii dla Fundacji Web Korki, wspierającej dzieci z domów dziecka. Zebrałam 3300 zł, które zostały przekazane na weekend rozwoju.

Co najbardziej fascynuje Panią w podróżowaniu?
Różnice kulturowe i to, co one mówią o ludziach. Obserwuję je na każdym poziomie: w gestach, w architekturze, w tym, jak prowadzi się biznes albo jak traktuje się nieznajomego. Japonia szczególnie dużo mnie nauczyła o dyscyplinie, cierpliwości i głębi, której często brakuje w zachodnim podejściu do życia i pracy. Podróżowanie to dla mnie forma poznawania, nie turystyka, ale uważna obserwacja świata.
Proszę zdradzić najbliższe cele.
Przede wszystkim premiera książki. „Wyspa Ohenro-san” ukaże się w maju w wersji cyfrowej, wersja drukowana na przełomie maja/czerwca. Równolegle rozwijam Projekt Wspomnienia, społeczną inicjatywę, w ramach której dokumentuję życiowe historie starszych ludzi: spisuję je, robię portrety i publikuję. Współpracuję też z Fundacją Polska-Japonia jako HR & Project Coordinator – organizacją, która wzmacnia relacje między Polską a Japonią na polu kultury, edukacji i biznesu. Długofalowo interesuje mnie ścieżka łącząca edukację, dokumentowanie, kulturę i zarządzanie projektami międzynarodowymi.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne

