Udział w programie nie był planowany, a w rezultacie Elizaveta Labunets wraz z suczką Diną oczarowała wszystkich, wygrywając ostatnią edycję programu Mam Talent.

Udział w programie nie był planowany, a w rezultacie Elizaveta Labunets wraz z suczką Diną oczarowała wszystkich, wygrywając ostatnią edycję programu Mam Talent.
Udział w programie nie był planowany, a w rezultacie Elizaveta Labunets wraz z suczką Diną oczarowała wszystkich, wygrywając ostatnią edycję programu Mam Talent.
Co Pani poczuła, kiedy okazało się, że Pani wraz z Diną wygrałyście program Mam Talent?
Poczułam ogromną wdzięczność do każdego, kto na nas głosował i nam kibicował. Wydawało mi się, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Od razu pomyślałam też o moich najbliższych, którzy oglądali nas na żywo i przed telewizorami. Cały czas powtarzam, że wygrana wcale nie była moim celem w tej przygodzie. Chciałam po prostu pięknie wystąpić, przeżyć coś wyjątkowego i stworzyć fajne materiały do social mediów. O wygranej nawet nie śmiałam marzyć. Nawet kiedy po półfinale zajęłyśmy pierwsze miejsce i zaczęły pojawiać się myśli o wygranej (głównie przez reakcje otoczenia), od razu odganiałam je od siebie. Wiedziałam, że jeśli zacznę skupiać się wyłącznie na wygranej, to cała radość z tej przygody może zniknąć, a przecież nie o to tutaj chodziło.
Jakby Pani zareagowała, gdyby ktoś jeszcze pół roku temu powiedział, że wygra Pani ten program?
Na pewno bym nie uwierzyła! (śmiech) Przede wszystkim w ogóle nie planowałam udziału w Mam Talent. To był totalny spontan, więc co dopiero mówić o wygranej.

Który z występów był dla Pani oraz psiej partnerki najbardziej wymagający pod względem emocjonalnym?
Pod względem emocjonalnym każdy występ był trudny, bo odbywały się one przed publicznością, a dodatkowo na żywo przed całą Polską. Dlatego wiązało się to ze stresem. Tym bardziej że występuję ze zwierzęciem. Nie mogę przecież powiedzieć Dinie: „Dobra, tutaj trzeba się bardziej postarać, tutaj pamiętaj o tym, a tutaj zrób dokładnie jak na treningu”. Dlatego podczas każdego występu dużo zależało od jej humoru i samopoczucia. Jeśli jednak miałabym wybrać jeden najbardziej wymagający emocjonalnie występ, to byłby to casting. Myślę, że dlatego, że nie miałyśmy jeszcze ułożonego układu. Podłoże nie było dla Diny zbyt komfortowe, a dodatkowo był to nasz debiut. Tak naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać. Dużym stresem było też to, że nikogo jeszcze tam nie znałam. Na półfinał i finał przyjechałyśmy już praktycznie jak do siebie, bo przy programie pracuje wiele wspaniałych osób. Dzięki nim czułyśmy się swobodnie i zaopiekowane.
Jak wyglądały początki Pani wspólnej drogi razem z Diną?
Początki wyglądały chyba podobnie jak u większości osób, które przywożą do domu szczeniaka. Od samego początku miałam wizję relacji, jaką chciałabym stworzyć z Diną. Zależało mi na zbudowaniu prawdziwej więzi i partnerstwa. Myślę, że to nam się udało. Nasza wspólna droga zaczęła się od prostych sztuczek i zabawy. Szybko zauważyłam, jak ogromną frajdę sprawia nam obu nauka nowych rzeczy. Dina od początku była niezwykle inteligentna i chętna do współpracy, a ja z każdą kolejną chwilą coraz bardziej zakochiwałam się w pracy z nią.

fot. zylowska.photos
Co jest najbardziej wyjątkowego w Pani więzi z Diną?
Myślę, że najbardziej wyjątkowa w naszej więzi jest miłość, którą się darzymy. Rozumiemy się na jakimś zupełnie innym poziomie. Czuję Dinę niemal jak samą siebie. Mam wrażenie, że ona czuje dokładnie to samo. Czasami wystarczy jedno spojrzenie i już wiemy, o co chodzi. Kiedy na nią patrzę, aż ściska mi się serce od tego, jak bardzo jest dla mnie ważna.
Występy podczas programu były imponujące. Jak rodzą się pomysły na poszczególne układy?
To bardzo ciekawe pytanie. Pomysły na układy przychodzą do mnie naturalnie. Myślę, że duży wpływ ma na to moja przeszłość związana z łyżwiarstwem. To trochę taka umiejętność, którą po prostu się ma. Osoby pracujące jako choreografowie pewnie dobrze wiedzą, o czym mówię. Co ciekawe, pomysł na układ „Barbie” i „Piratów” pojawił się w mojej głowie już w drodze powrotnej z castingu.
Jak wyglądają dalsze plany Pani razem z Diną?
Nasze dalsze plany to odpoczynek i dalsza radość ze wspólnego czasu. Zbliżają się wakacje, więc na pewno spędzimy dużo chwil nad morzem. Oczywiście nadal będziemy się rozwijać, uczyć nowych elementów i pracować nad kolejnymi pomysłami oraz układami. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby po prostu cieszyć się tym wszystkim razem z Diną.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne

