Partnerzy
  • Pracodawcy Pomorza

Wyszukiwarka

Biznes
Największą wartością firmy są ludzie

Z Wilna do Sopotu, od studentki do właścicielki firmy świętującej 30-lecie działalności. O budowaniu biznesu, odpowiedzialności i relacjach opowiada Joanna Głowacka, właścicielka Kancelarii Rachunkowej Profit.

Redakcja
2026-06-09
9 minut czytania

Z Wilna do Sopotu, od studentki do właścicielki firmy świętującej 30-lecie działalności. O budowaniu biznesu, odpowiedzialności i relacjach opowiada Joanna Głowacka, właścicielka Kancelarii Rachunkowej Profit.

Zacznijmy od początku. Co czuła Pani, przyjeżdżając z Wilna do Polski w 1989 roku?

Przywiozłam ze sobą marzenia, ambicję i przekonanie, że wykształcenie może dać niezależność. Z perspektywy czasu widzę, że ta decyzja była czymś więcej niż wyjazdem na studia. Była pierwszym ważnym aktem odwagi. Trzeba było odnaleźć się w nowym kraju, w nowej rzeczywistości, wśród obcych ludzi. Nie wszystko było oczywiste, łatwe, ale właśnie wtedy zaczęłam uczyć się samodzielności i odpowiedzialności za własne decyzje. Myślę, że moja przedsiębiorczość zaczęła się dużo wcześniej, niż sama ją tak nazwałam. Zaczęła się od odwagi, żeby zrobić pierwszy krok, mimo że nie znałam jeszcze całej drogi.

Polska początkowo miała być miejscem edukacji, pewnym etapem. Stała się Pani domem, kiedy dokładnie?

To nie wydarzyło się jednego dnia. Na początku miało to być miejscem nauki. Przyjechałam do Polski po wykształcenie, szansę na rozwój oraz doświadczenie. Z czasem zaczęły pojawiać się relacje, pierwsze zawodowe decyzje, potem rodzina, dzieci, firma. Dom to nie tylko adres. On zaczyna się tam, gdzie człowiek czuje sens swych działań i odpowiedzialność za to, co buduje. Dla mnie Polska stała się domem wtedy, kiedy przestałam patrzeć na nią jak na etap, a zaczęłam widzieć ją jako przestrzeń, w której naprawdę mogę żyć, pracować i realizować swoje aspiracje. Sopot i Trójmiasto dały mi bardzo dużo. Tutaj powstała moja firma, dorastały moje dzieci. Tutaj spotkałam ludzi, którzy stali się częścią mojej historii.

Studiowała Pani geografię, zarządzanie i rachunkowość. Dziś widzi Pani w tej drodze logikę?

Zdecydowanie tak. Geografia nauczyła mnie szerokiego spojrzenia i rozumienia procesów, zarządzanie pracy z ludźmi i organizacją. Natomiast rachunkowość dała precyzję oraz praktyczne rozumienie biznesu. Za liczbami zawsze stoją ludzie, firmy i ich odpowiedzialność.

Jeszcze podczas studiów założyła Pani własną działalność. Co było wtedy najważniejsze?

Była ambicja, potrzeba niezależności i gotowość do ciężkiej pracy. Nie miałam wtedy wielkiego zaplecza ani rozbudowanego planu strategicznego. Posiadałam przekonanie, że jeśli będę rzetelna, odpowiedzialna i uczciwa wobec klientów, to krok po kroku da się zbudować coś trwałego. Nie czekałam na idealny moment, bo taki zwykle nie przychodzi. Trzeba zacząć z tym, co się ma: wiedzą, energią, odwagą i gotowością do uczenia się na bieżąco. Dzisiaj widzę, że ta decyzja była ważna. Nie tylko dlatego, że powstała firma, ale dlatego, że od początku uczyła mnie odpowiedzialności: za siebie, za klientów, a później także za zespół.

Dziś Kancelaria Rachunkowa Profit brzmi jak marka z historią i stabilnością. Jak wyglądały jej początki?

Bardzo skromnie i intensywnie. Nie było jeszcze zespołu, rozbudowanych struktur ani poczucia stabilności. Za to była codzienna praca, pozyskiwanie zaufania pierwszych klientów, uczenie się rynku i ogromna odpowiedzialność za każde powierzone zadanie. Każdy klient był wtedy szczególnie ważny. Wszystkie sprawy wymagały pełnego zaangażowania, bo wiedziałam, że w tej branży reputację buduje się od pierwszego kontaktu. Księgowość jest obszarem szczególnego zaufania, jeśli ktoś powierza nam dokumenty i informacje o swojej firmie, musi mieć pewność, że jest w dobrych rękach. Tak właśnie powstawał Profit. Nie przez jeden przełomowy moment, ale poprzez konsekwencję, dokładność i codzienne potwierdzanie, że można nam zaufać.

Przez 30 lat zmieniło się bardzo wiele. Co najbardziej?

Dziś klienci oczekują od biura rachunkowego znacznie więcej niż tylko rozliczeń. Potrzebują wsparcia, interpretacji przepisów i rozmowy o bezpieczeństwie biznesu. Ogromną zmianę przyniosła także cyfryzacja, ale technologia nie zastąpi doświadczenia i odpowiedzialności.

W Pani opowieści często pojawia się słowo „zaufanie”. Co ono oznacza w tej branży?

Zaufanie w naszej branży oznacza bezpieczeństwo. Klient powierza nam wrażliwą część swojego biznesu: dokumenty, liczby, informacje o kondycji firmy, planach, problemach i ryzykach. To nie jest zwykła relacja usługowa. To relacja, w której trzeba być odpowiedzialnym, dyskretnym oraz uważnym. Zaufanie buduje się latami, ale potwierdza każdego dnia. Terminowością, jakością pracy, uczciwą komunikacją i odwagą, by czasem powiedzieć klientowi: „tego rozwiązania nie rekomendujemy” albo „tu trzeba zachować szczególną ostrożność”. Po 30 latach wiem, że zaufanie jest największym kapitałem organizacji. Nie można go zadeklarować. Trzeba je codziennie udowadniać.

Dziś Profit tworzy 23-osobowy zespół. Jak buduje się taki zespół w branży, w której precyzja i zaufanie są absolutnie kluczowe?

Kompetencje są ważne, ale same nie wystarczą. Liczy się odpowiedzialność, dokładność, lojalność i umiejętność współpracy. Trwałej firmy nie buduje się wyłącznie procedurami. Fundamentem są ludzie, którzy czują sens swojej pracy. Dziś mogę powiedzieć, że mam ogromne szczęście pracować z ludźmi profesjonalnymi, zaangażowanymi oraz oddanymi swojej pracy. Profit to nie jest już historia jednej osoby. To organizacja tworzona przez zespół, który każdego dnia bierze odpowiedzialność za jakość naszej pracy i bezpieczeństwo klientów. Przez lata nauczyłam się, że trwałej firmy nie buduje się wyłącznie procedurami. Fundamentem są ludzie, którzy czują sens swojej pracy i wiedzą, że ich wkład naprawdę ma znaczenie.

Trudno było nauczyć się delegowania odpowiedzialności?

To była długa droga. Na początku przedsiębiorca chce kontrolować wszystko. Z czasem trzeba zrozumieć, że dojrzała organizacja nie może być zależna wyłącznie od właściciela. Lider powinien budować zespół, który działa odpowiedzialnie i samodzielnie.

Symboliczny był Pani wyjazd do Australii z rodziną. Co wtedy Pani poczuła?

Przede wszystkim wdzięczność. Ten wyjazd był dowodem, że udało się stworzyć organizację opartą na zaufaniu i wspólnej odpowiedzialności. Kiedyś taki wyjazd wydawał mi się niemożliwy. Dziś wiem, że dojrzała firma działa dzięki ludziom, którym można zaufać.

Wspomina Pani o ogromnym wsparciu męża. Dlaczego to dla Pani ważne?

Bo w historiach sukcesu często nie widać całego zaplecza: rodziny, codziennego wsparcia i partnerstwa. Mój mąż przez lata dawał mi przestrzeń do rozwoju zawodowego, przejmując dużą część obowiązków rodzinnych. To było ważne i uważam, że trzeba o tym mówić głośno.

Jest też macierzyństwo. Michał i Ola dorastali, patrząc na mamę, która prowadzi firmę. Co chciała Pani pokazać swoim dzieciom?

To, że można budować zawodowy sukces bez rezygnacji z wartości. Ambicja nie musi oznaczać bezwzględności, a odpowiedzialność może iść w parze z empatią i szacunkiem dla innych ludzi. Mam nadzieję, że zobaczyły w mojej drodze konsekwencję oraz sens codziennej pracy.

Po 30 latach zdecydowała się Pani na nowy etap i wejście do Brokerii w Gdyni. Skąd potrzeba kolejnego wyzwania?

Przedsiębiorczość nie kończy się na jubileuszach. Nadal czuję ciekawość, energię i gotowość do nowych projektów. To naturalna kontynuacja mojej drogi i doświadczeń. Jeśli pojawia się dobra przestrzeń do rozwoju i odpowiedni ludzie, warto zrobić kolejny krok.

Jak ważne jest partnerstwo w biznesie?

W biznesowym partnerstwie najważniejsze są dla mnie zaufanie, szacunek i wspólna wizja. Kompetencje są oczywiście konieczne, ale jeśli nie ma porozumienia na poziomie wartości, trudno budować coś trwałego. W relacji z Bożeną ważne jest dla mnie to, że możemy rozmawiać otwarcie, że patrzymy w podobnym kierunku. Do tego łączy nas odpowiedzialne podejście do biznesu. Po tylu latach doświadczeń człowiek bardziej świadomie wybiera osoby, z którymi chce iść dalej. Dobre wspólnictwo nie polega na tym, że zawsze ma się identyczne zdanie. Polega na tym, że nawet różnice można omawiać z szacunkiem i z myślą o wspólnym celu.

Kiedy patrzy Pani na drogę z Wilna do Sopotu, co najbardziej porusza?

Przede wszystkim ludzie. Oczywiście była moja praca i moje decyzje, ale po drodze zawsze pojawiali się ludzie, którzy mieli znaczenie: rodzina, klienci, współpracownicy i partnerzy biznesowi. Ta historia nie jest tylko historią przedsiębiorczości. To historia relacji, zaufania i odpowiedzialności za innych.

W Pani opowieści nie ma tonu triumfu, raczej wdzięczność. Skąd ona się bierze?

Z doświadczenia. Po latach człowiek zaczyna widzieć, że nic ważnego nie dzieje się całkowicie samodzielnie. Jestem wdzięczna ludziom, którzy mi zaufali: rodzinie, zespołowi i klientom. Wdzięczność nie wyklucza ambicji. Ona po prostu przypomina, co naprawdę ma znaczenie.

Gdyby mogła Pani wrócić do 1989 roku i spotkać tamtą młodą dziewczynę z Wilna, co by jej Pani powiedziała?

Powiedziałabym: nie bój się. Będzie trudno, ale dasz sobie radę. Powiedziałabym też, żeby ufała swojej intuicji, ale uczyła się od ludzi. Żeby była odważna, ale nie traciła pokory. Podpowiedziałabym, aby pamiętała, że prawdziwy sukces to nie tylko to, co zbuduje zawodowo, ale również wartości, którym pozostanie wierna.

Jaką najważniejszą lekcję dało Pani 30 lat prowadzenia firmy?

Biznesu nie buduje się wyłącznie kompetencjami. Potrzebne są jeszcze relacje, zaufanie, odpowiedzialność i szacunek do ludzi. To, co trwałe, buduje się codziennie: decyzjami i sposobem traktowania innych.

Czym dziś jest dla Pani sukces?

Dziś sukces rozumiem inaczej niż kiedyś. Sukcesem jest organizacja oparta na zaufaniu, zespół, któremu można powierzyć odpowiedzialność. Klienci, którzy czują się bezpiecznie i rodzina, z którą można dzielić życie. Po 30 latach wiem już na pewno, największą wartością każdej firmy są ludzie.

Rozmawiał: Przemysław Schenk

fot. Lidia Skuza

Reklama na portalu expressbiznesu.plReklama na portalu expressbiznesu.pl